Kard. Müller: Dość nadużyć i sporów! Jest rozwiązanie dla Bractwa św. Piusa X
Dr Adam Sosnowski, znany krakowski humanista i dziennikarz (znany m. in. z łamów Gazety Polskiej i Gazety Polskiej Codziennie), redaktor prowadzący miesięcznika Wpis, rozmawiał z kardynałem Gerhardem Müllerem o nabrzmiałym ostatnio, choć trwającym od bardzo wielu lat, konflikcie Watykanu z Bractwem św. Piusa X. Na prośbę hierarchy dr Sosnowski przetłumaczył na język polski jego esej o tym trawiącym Kościół problemie.
Dr Adam Sosnowski podkreśla, że Kardynał niezwykle dokładnie wyjaśnia, gdzie Bractwo ma rację, a gdzie się myli. Ponadto Kardynał mocno krytykuje postępowych, intelektualnie przeciążonych biskupów, nadużycia liturgiczne, flagi LGBT w kościołach oraz tzw. „msze karnawałowe”. A na końcu podaje rozwiązanie, jak obecny konflikt można załagodzić.
Poniżej zamieszczamy całość eseju w tłumaczeniu na język polski:
Rada Generalna Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X opublikowała 18 lutego 2026 r., podczas swojego posiedzenia w Menzingen, pismo-odpowiedź do kard. Víctora Manuela Fernándeza, prefekta Dykasterii Nauki Wiary.
Dokument ten nawiązuje do długiej drogi intensywnego dialogu Stolicy Apostolskiej z Bractwem, prowadzonego aż do „symbolicznej” daty 6 czerwca 2017 r. Następnie pojawia się jednak ostre przypisanie wyłącznej winy za zakończenie tego – w ich ocenie – obiecującego dialogu, wraz z tezą: „Ostatecznie wszystko zakończyło się w sposób drastyczny na skutek jednostronnej decyzji prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Müllera, który na swój sposób uroczyście określił niezbędne minimalne warunki pełnej komunii z Kościołem katolickim, włączając w nie wyraźnie cały Sobór oraz ‘posoborowie’”.
Ponieważ chodzi tu o najwyższe dobro jedności Kościoła katolickiego, które wszyscy wyznajemy w wierze, osobiste urazy i wrażliwości powinny zejść na dalszy plan.
Historia Kościoła uczy nas, że schizmy – w odróżnieniu od herezji – powstawały i utrwalały się także wśród katolików prawowiernych. Ich przyczyną bywały ludzkie słabości, teologiczne upieranie się przy własnych racjach, a także brak wrażliwości ze strony prawowitej władzy. Wystarczy przypomnieć donatystów, z którymi musiał zmierzyć się św. Augustyn; kontrowersję wokół jansenizmu, która doprowadziła do schizmy w Utrechcie wraz z nieprawowitą konsekracją biskupią Corneliusa Steenovena (15.10.1724); a także starokatolików po I Soborze Watykańskim, z nieprawowitą konsekracją biskupią Huberta Reinkensa (11.08.1873) – przy czym ta ostatnia grupa popadła już w herezję, formalnie odrzucając dogmat o nieomylności papieża rzymskiego i o jego prymacie jurysdykcyjnym.
Istnieją jednak jednoznaczne kryteria katolickiej prawowierności i pełnej przynależności do Kościoła katolickiego, sformułowane już od czasów biskupa-męczennika Ignacego Antiocheńskiego (początek II wieku), a następnie coraz bardziej doprecyzowywane – zwłaszcza na Soborze Trydenckim w polemice z protestantami. Do kryteriów tych należy w sposób zasadniczy pełna komunia z Kościołem powszechnym, a w szczególności z Kolegium Biskupów, które w Biskupie Rzymu – jako osobistym następcy św. Piotra – ma swoje trwałe i widzialne źródło oraz fundament jedności w objawionej prawdzie. Nawet jeśli inne wspólnoty kościelne roszczą sobie prawo do miana „katolickich”, ponieważ w całości lub niemal w całości zgadzają się co do treści wiary z Kościołem katolickim, nie są one jednak katolickie, jeśli nie uznają i nie praktykują także formalnie uznania papieża jako najwyższej władzy oraz sakramentalnej i kanonicznej jedności z nim.
Nie ulega wątpliwości, że Bractwo św. Piusa X co do treści pozostaje zgodne z wiarą katolicką (z wyjątkiem II Soboru Watykańskiego, który jednak błędnie interpretuje jako odejście od Tradycji). Jeżeli zaś Bractwo nie uznaje II Soboru Watykańskiego w całości lub w części, popada w pewną wewnętrzną sprzeczność, skoro zarazem słusznie podkreśla, że II Sobór Watykański nie przedstawił katolikom do wierzenia nowej nauki w formie zdefiniowanego dogmatu. Sam Sobór był bowiem przeniknięty jasną świadomością, że wpisuje się w ciąg wszystkich soborów powszechnych, a w szczególności Soboru Trydenckiego i I Soboru Watykańskiego. Jego celem było ponowne i pogłębione ukazanie wiernym, w całym dogmatycznym kontekście, niezmiennej nauki o Bożym Objawieniu (Dei verbum) oraz o Kościele Trójjedynego Boga (Lumen gentium).
Liturgia nie miała być reformowana tak, jakby była czymś przestarzałym. Wbrew progresywnej narracji Kościół nie potrzebuje przechodzić „kuracji odmładzających”, jakby podlegał biologicznemu procesowi starzenia się. Został on raz na zawsze założony przez Chrystusa, ponieważ w Jego Boskiej Osobie cała nowość w sposób nieprzewyższalny weszła w świat i pozostaje obecna w nauce, życiu i liturgii Kościoła aż do Jego powtórnego przyjścia na końcu dziejów (św. Ireneusz z Lyonu, Adversus haereses IV, 34, 1). Kościół jako Ciało Chrystusa i świątynia Ducha Świętego pozostaje młody i żywy aż do dnia ostatecznego.
Właśnie substancja sakramentów i ich istotna forma zostały nam dane i nie podlegają żadnym ingerencjom ze strony Kościoła (Sobór Trydencki, dekret o Komunii pod jedną postacią, rozdz. 2: DH 1728). Władza kościelna ma natomiast prawo określać ich formę rytualną – nie w sposób arbitralny czy autorytarny, lecz z wielkim poszanowaniem ukształtowanej tradycji Kościoła oraz wrażliwości i zmysłu wiary wiernych. Dlatego również twierdzenie odwrotne – jakoby liturgia łacińska według Missale Romanum i Rituale Romanum (w rycie starszym) była nieuprawniona – jest teologicznie fałszywe, skoro „prawo modlitwy jest prawem wiary” (Pseudo-Celestyn, Indiculus, rozdz. 8: DH 246). Zasada ta odnosi się jednak do treści wiary wyrażanej w sakramentach, a nie do ich zewnętrznej formy rytualnej, która na przestrzeni dziejów Kościoła przybierała – i do dziś przybiera – bardzo wiele postaci. W tym sensie każdy katolik ma prawo krytykować motu proprio Traditionis custodes (2021) oraz jego często niegodne wdrażanie przez niektórych – intelektualnie przeciążonych – biskupów, a także ich słabą argumentację teologiczną i duszpasterską bezwzględność. Równie bezzasadne teologicznie i niegodne poważnego katolika jest jednak podejrzenie, że Msza św. sprawowana według Mszału Pawła VI (choćby ze względu na możliwość koncelebry, kierunek ołtarza czy użycie języków narodowych) sprzeciwia się Tradycji Kościoła jako normatywnemu kryterium interpretacji Objawienia (a nawet miałaby być „przesiąknięta myślą masońską”). Rzeczywiste nadużycia liturgiczne – „msze karnawałowe”, ateistyczne tęczowe flagi w kościołach, dowolne zmiany według własnego uznania – nie obciążają ani rytu Novus Ordo, ani tym bardziej samego Soboru, lecz tych, którzy przez ignorancję lub lekkomyślność wobec Boga i Kościoła dopuszczają się bluźnierstw i nadużyć liturgicznych.
Nie można też oczekiwać od żadnego autentycznego katolika, aby bezkrytycznie przyjmował każdy dokument wychodzący z Rzymu czy z urzędu biskupiego. Już św. Ireneusz z Lyonu, św. Cyprian z Kartaginy, św. Augustyn, św. Bernard z Clairvaux, św. Katarzyna ze Sieny, kard. Bellarmin, biskup Moguncji Ketteler wobec Piusa IX, a także wielu innych, mieli uzasadnione zastrzeżenia wobec niektórych wypowiedzi i działań władzy kościelnej – jak choćby wobec autorytarnych, masowych pozbawień praw licznych wspólnot zakonnych w ostatnim pontyfikacie, które w sposób arbitralny poddawano zarządowi komisarycznemu.
Także prawowierni biskupi zgłaszali zastrzeżenia do nowszych dokumentów, w których amatorsko pomieszano argumenty dogmatyczne i duszpasterskie, albo gdy pojawiały się nieprzemyślane wypowiedzi, relatywizujące Chrystusa – na przykład sugestie, że wszystkie religie są drogami do Boga – podczas gdy w odniesieniu do Maryi jako Współodkupicielki i Pośredniczki ponownie podkreślano jedyne pośrednictwo Chrystusa, nie uwzględniając w należyty sposób nauki Kościoła o współudziale Maryi w dziele zbawienia. Do takich sytuacji dochodzi zawsze wtedy, gdy biskupi bardziej troszczą się o medialny efekt swoich słów niż o to, by wcześniej oprzeć się na rzetelnej, wiernej nauce teologicznej i „w porę i nie w porę” (2 Tm 4,2) głosić słowo Boże i prawdę wiary.
Jednocześnie, patrząc na całą historię Kościoła i teologii, mam pełne przekonanie, że Kościół nie może zostać pokonany ani przez ataki z zewnątrz, ani przez zamęt rodzący się w jego wnętrzu – przez nic i przez nikogo. Słusznie skarżą się nie tylko członkowie Bractwa św. Piusa X, lecz także znaczna część katolików, że pod pretekstem „odnowy Kościoła” – w procesie jego samo-sekularyzacji – do życia kościelnego wdarły się poważne niepewności w kwestiach dogmatycznych, a nawet błędy doktrynalne.
Jednak również w ciągu dwóch tysięcy lat historii Kościoła herezje – od arianizmu po modernizm – były przezwyciężane wyłącznie przez tych, którzy pozostali w Kościele i nie oddalili się od papieża.
Jeśli Bractwo św. Piusa X chce wywrzeć pozytywny wpływ na historię Kościoła, nie może walczyć o „prawdziwą wiarę” z pozycji zewnętrznego dystansu przeciwko Kościołowi zjednoczonemu z papieżem, lecz jedynie w Kościele – z papieżem oraz wszystkimi prawowiernymi biskupami, teologami i wiernymi. W przeciwnym razie jego protest pozostaje bezowocny i bywa nawet szyderczo wykorzystywany przez grupy heretyckie, które oskarżają prawowiernych katolików o jałowy tradycjonalizm i ciasny fundamentalizm. Widać to szczególnie na przykładzie tzw. Drogi Synodalnej, gdzie faktycznie zmierza się do wprowadzania nauk heretyckich, zwłaszcza przez przejmowanie ateistycznych antropologii, oraz do ustanowienia swoistego, anglikańskiego modelu ustroju Kościoła – z samozwańczym „kierownictwem kościelnym” złożonym ze słabych „dworskich” biskupów i ideologicznie zacietrzewionych, żądnych władzy świeckich funkcjonariuszy. Pozostaje to w jaskrawej sprzeczności z sakramentalną i apostolską konstytucją Kościoła katolickiego (Sobór Trydencki, dekret o sakramencie święceń, rozdz. 4: DH 1767–1770; II Sobór Watykański, Lumen gentium 18–29). „Niemiecki Kościół narodowy”, ustanowiony na mocy ludzkich zarządzeń i uznający papieża jedynie w sposób symboliczny za honorową głowę, nie byłby już Kościołem katolickim, a przynależność do niego nie byłaby konieczna do zbawienia. Jak mówi św. Augustyn: „Kto nie miłuje jedności Kościoła, nie posiada miłości Boga. Dlatego słusznie się mówi: tylko w Kościele katolickim otrzymuje się Ducha Świętego” (De baptismo 3, 21).
Żadna pojedyncza grupa – jak niegdyś donatyści (pars Donati) – nie może przeciwstawiać się całemu Kościołowi, katolickiemu, a więc powszechnemu, w przyjęciu zdefiniowanej nauki wiary, powołując się na własne subiektywne sumienie prawdy. W takim wypadku należałoby mieć uczciwość, by jawnie odłączyć się od jedności Kościoła i konsekwentnie przyjąć na siebie odium schizmatyka. II Sobór Watykański nie ogłosił żadnego nowego dogmatu, lecz jedynie przedstawił niezmienną naukę dogmatyczną do ponownego przyjęcia w innym kontekście duchowym i kulturowo-historycznym. Nie wolno jej interpretować na podstawie subiektywnych założeń; każdy katolik winien raczej pozwolić, by nauka Kościoła go pouczała i – w razie potrzeby – korygowała. To, co nie należy do wiążącej nauki wiary i moralności, pozostaje przedmiotem swobodnej dyskusji teologicznej. Dla całościowej hermeneutyki wiary Kościoła ostatecznymi normami rozumienia Objawienia pozostają Pismo Święte, Tradycja apostolska oraz (nieomylne) Magisterium papieża i biskupów, zwłaszcza na soborze powszechnym. Natomiast poszczególne dokumenty papieskie czy watykańskie, roszczące sobie różny stopień wiążącej mocy, należy interpretować zgodnie z wypróbowanym systemem stopni pewności teologicznej.
Żaden prawowierny katolik nie może powoływać się na racje sumienia, by uchylać się od formalnego uznania autorytetu papieża w odniesieniu do widzialnej jedności sakramentalnego Kościoła i ustanawiać porządek kościelny niepozostający w pełnej komunii z nim – w formie „Kościoła nadzwyczajnego”, co odpowiadałoby protestanckiej argumentacji z XVI wieku. Taka postawa schizmatycka nie może usprawiedliwiać się „stanem wyższej konieczności”, który dotyczy co najwyżej indywidualnego zbawienia poszczególnych osób. Kto doświadcza niesprawiedliwej ekskomuniki – jak zdarzyło się nawet św. Hildegardzie z Bingen – powinien dla dobra Kościoła duchowo to w sobie przepracować, nie podważając przez nieposłuszeństwo jedności Kościoła. Każdy katolik przyzna rację młodemu Marcinowi Lutrowi w jego sprzeciwie wobec niegodziwego handlu odpustami i światowości Kościoła, lecz zarazem ostro skrytykuje go za to, że zlekceważył grożącą mu ekskomunikę, odrzucił dla siebie autorytet Kościoła i w interpretacji Objawienia postawił własny osąd ponad osądem Kościoła.
Dobrze ukształtowane sumienie katolika – a tym bardziej ważnie wyświęconego biskupa oraz tego, kto ma przyjąć sakrę biskupią – nigdy nie doprowadzi do udzielania czy przyjmowania święceń przeciwko następcy św. Piotra, któremu sam Syn Boży powierzył kierowanie Kościołem powszechnym. Taki czyn byłby ciężkim grzechem przeciwko objawionej przez Boga jedności, świętości, powszechności i apostolskości Kościoła Chrystusowego.
Jedynym rozwiązaniem, które w sumieniu przed Bogiem jest możliwe, jest to, aby Bractwo św. Piusa X – wraz ze swoimi biskupami, kapłanami i świeckimi – uznało nie tylko w teorii, lecz także w praktyce naszego Ojca Świętego, papieża Leona XIV, za prawowitego papieża i bez żadnych warunków wstępnych poddało się jego władzy nauczycielskiej oraz prymatowi jurysdykcyjnemu.
Wówczas będzie można znaleźć także sprawiedliwe rozwiązanie ich statusu kanonicznego, na przykład przez wyposażenie ich prałata w zwyczajną jurysdykcję wobec Bractwa, podległą bezpośrednio papieżowi (być może bez pośrednictwa urzędu Kurii). Są to jednak konsekwencje prawno-kanoniczne i praktyczne, które mogą mieć trwałe znaczenie jedynie wtedy, gdy będą dogmatycznie zgodne z katolicką eklezjologią. Bractwo św. Piusa X – jak każdy inny prawowierny katolik – ma słuszne zobowiązanie, by w sumieniu przyjąć naukę I Soboru Watykańskiego za własną i kierować się nią w swoim działaniu:
„Nauczamy zatem i ogłaszamy, że z ustanowienia Pana Kościół rzymski posiada prymat zwyczajnej władzy nad wszystkimi innymi Kościołami; że ta jurysdykcyjna władza Biskupa Rzymu jest prawdziwie biskupia i bezpośrednia; oraz że zarówno pasterze, jak i wierni – jakiegokolwiek obrządku i rangi, każdy z osobna i wszyscy razem – są zobowiązani do hierarchicznego podporządkowania się jej i do prawdziwego posłuszeństwa, nie tylko w sprawach dotyczących wiary i moralności, lecz także w tych, które odnoszą się do dyscypliny i rządzenia Kościołem rozproszonym po całym świecie; tak iż przez zachowanie jedności zarówno we wspólnocie, jak i w tym samym wyznaniu wiary z Biskupem Rzymu, Kościół Chrystusowy jest jedną owczarnią pod jednym najwyższym Pasterzem. Taka jest nauka katolickiej prawdy, od której nikt nie może odstąpić bez szkody dla swojej wiary i zbawienia” (I Sobór Watykański, konstytucja dogmatyczna o Kościele Pastor aeternus, rozdz. 3: DH 3060).
Źródło: Republika, Biały Kruk
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X