Przejdź do treści
NBP Prezes NBP prof. Adam Glapiński: Rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego wzrosły do 648 ton. Jesteśmy w TOP 10 największych posiadaczy złota na świecie. Naszym celem pozostaje 700 ton.
WAŻNE! Prezes Republiki, Tomasz Sakiewicz, poinformował o przeszukaniu mieszkania jednego z dziennikarzy śledczych stacji. O sprawie redakcja dowiedziała się z pytań zadawanych przez dziennikarzy Wirtualnej Polski. Więcej informacji na naszej antenie
WAŻNE! Stowarzyszenie „Prawnicy dla Polski” i Republika przygotowały „Poradnik dla funkcjonariuszy policji”. Czytamy w nim m.in. że policjant może w określonych okolicznościach odmówić wykonania rozkazu. Więcej na tvrepublika.pl
22:29 Huti: nie mamy nic wspólnego z dronem, który Arabia Saudyjska zestrzeliła w pobliżu Mekki
22:09 UE: w nowej propozycji sankcji na Rosję znalazło się blisko 1,6 tys. osób i firm
21:34 Polska: Maria Kurowska opuściła Akademię Wymiaru Sprawiedliwości, posłanka PiS zapowiada kontynuowanie głodówki poza budynkiem uczelni
21:00 USA: Rezerwa Federalna podwyższyła stopy procentowe
20:30 Polska: Poseł PiS Maria Kurowska ogłosiła głodówkę w AWS w intencji uratowania Ojczyzny
19:40 Arabia Saudyjska: nie wiadomo, jak długo potrwa naprawa rurociągu Wschód-Zachód
19:00 Francja: w kraju zarejestrowano ok. ośmiu tys. nadmiarowych zgonów podczas tegorocznych upałów
18:40 Norwegia: obcy kraj używał norweskiej infrastruktury do ataków na Ukrainę
18:00 Sudan: co najmniej 82 zabitych i 52 rannych w katastrofie w kopalni złota
Portal tvrepublika.pl Informacje z kraju i świata 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nie zasypiamy nigdy. Bądź z nami - TVREPUBLIKA.PL
Wydarzenie Kluby “Gazety Polskiej” wzywają do udziału w masowej demonstracji przed Trybunałem Konstytucyjnym 18 września o godz. 17:00, uczestników przyjeżdżających do Warszawy proszą o pozostanie co najmniej do piątku, a w miarę możliwości także na weekend
WYDARZENIE Klub "Gazety Polskiej" Łuków zaprasza na obchody 87. rocznicy agresji związku sowieckiego na Polskę oraz 29. rocznicy ustawienia na cmentarzu parafialnym "krzyża katyńskiego" 17 września, godz. 17:00 CMENTARZ PARAFIALNY ŚW. ROCHA, Łuków
Wydarzenie Bielańsko-Żoliborski Klub “Gazety Polskiej” zaprasza 17 września o godz. 17:00 na mszę św. w intencji Ojczyzny w 87. rocznicę agresji sowieckiej na Polskę, kościół pw. Zesłania Ducha Świętego przy ul. Broniewskiego 44 w Warszawie
Wydarzenie W 87. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę warszawski KGP, ROG i Wolni Polacy zapraszają 17 września o godz. 18:00 pod ambasadę Rosji, ul. Belwederska 49 w Warszawie, na pikietę pamięci o sowieckich zbrodniach
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Nowy Sącz im. ks. Gurgacza SJ zaprasza na uroczystości 87. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę. 17 września, godz. 18:30, Pomnik za Wolność (obok kościoła pw. Św. Kazimierza) Nowy Sącz
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Środa Śląska zaprasza zaprasza na upamiętnienie agresji ZSRR na Polskę 1939 roku. 17 września, godz. 18:00 Skwer Zesłanych na Sybir, w pobliżu ulicy Tadeusza Kościuszki, Środa Śląska
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zabrze zaprasza na apel w 87. rocznicę agresji sowieckiej na Polskę 17 września, godz. 17:00 przy Tablicy Smoleńskiej w parku Dubiela w Zabrzu
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Konstantynów Łódzki zaprasza na spotkanie z prof. Piotrem Grochmalskim 18 września, godz. 18:30 Parafia Nawiedzenia NMP w Srebrnej ul. Kościelna 9
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Iława wraz z mec. Andrzejem Śliwką zaprasza 18 września, godz. 16:00 do Gospodarstwa Agroturystycznego "U Zbyszka" Starzykowo 3A, Iława na grilla z prof. Janem Żarynem
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Myślenice zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI", 18 września w godzinach 8.00-17.00 na Rynku w Myślenicach
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zduńska Wola zbiera podpisy pod projektem ustawy "Stop banderyzmowi", 18 września w godz. 8-11 przy targowisku miejskim w Zduńskiej Woli, ul. A. Mickiewicza, wejście od strony parkingu samochodowego
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Koszalin zaprasza na spotkanie dr. Oskarem Kidą oraz Januszem Kowalskim. 19 września, godz. 16:00 HOTEL STARY KOSZALIN, ul. Szczecińska 32, II piętro
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zamość zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI", 20 września, w godz. 10:00-16:00 na Rynku Wielkim obok schodów ratusza w Zamościu
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Świdnica oraz Świdnickie Stowarzyszenie Patriotyczne zapraszają na obchody 87. rocznicy Agresji Sowieckiej na Polskę i Dzień Sybiraka. 20.09, godz. 12:00, Msza Św. w Sanktuarium Św. Józefa w Świdnicy
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Myślenice zaprasza na spotkanie z Barbarą Nowak byłą kurator oświaty w Małopolsce 21 września, godz. 19:00 Dom Katolicki ul. 3-go Maja 1a, Myślenice
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej Koronowo zaprasza na spotkanie Konstytucjonalistą dr. Oskarem Kidą. 22 września, godz. 19:00 Dom Św. Józefa przy Parafii WNMP, ul. Bydgoska 23, Koronowo
Wydarzenie Klub "Gazety" Polskiej Łazy zaprasza na spotkanie z dr. Oskarem Kidą 25 września, godz. 16:00 Sala przy kościele Św. Michała Archanioła, ul. Kościuszki 96, Łazy
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej Toronto-GTA (Kanada) zaprasza na spotkanie (łączenie Online) z Adamem Borowskim oraz Pawłem Piekarczykiem, 27 września (niedziela), g. 2 PM. Polskie Centrum Kultury im. Jana Pawła II, Mississauga, Kanada
Wydarzenie Klub "GP" Częstochowa zaprasza na spotkanie z prawnikami stowarzyszenia Veritas et Ius - Piotrem Schabem, Kamilą Borszowską-Moszowską, dr. Michałem Skwarzyńskim i dr. Oskarem Kidą 27.09 godz. 16:00, Aula Tygodnika „Niedziela" ul. 3 Maja 12, Częstochowa
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Aleksandrów Łódzki zaprasza na spotkanie z dr. Markiem Wochem, Bezpartyjni Samorządowcy 29 września, godz. 18:00 Bistro Ostoja, os. Zielony Romanów, ul. Romanowska 55N, Łódź
Wydarzenie Klub "Gazety" Polskiej Busko-Zdrój zaprasza do obejrzenia wystawy IPN pt. Gospodarka III Rzeszy, dostępna do 30 września, ul. 1 maja przed Pensjonatem Sanato, Busko-Zdrój
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Gdańsk II zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI", w każdy czwartek w godz. 17-18 przy Bramie Wyżynnej w Gdańsku
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Kraków zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI", od poniedziałku do piątku w godz. 12:00-18:00 Księgarnia ZBROJA, plac Wszystkich Świętych 9, Kraków
WYDARZENIE Klub „Gazety Polskiej" w Rypinie zaprasza na wystawę „Niedokończone Msze Wołyńskie", dostępną do 30 września, oraz do obejrzenia największych witraży w Europie w parafii pw. św. Stanisława Kostki, ul. A. Podlesia 6, Rypin
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Los Angeles II zaprasza na spotkanie z Tomaszem Sakiewiczem, Prezesem TV Republika, 6 października, godz. 19:00 (7 PM) 3424 Adams Boulevard (sala parafialna) Los Angeles, CA 90018
Wydarzenie Kluby "Gazety Polskiej" zapraszają do udziału w pielgrzymce do Lourdes w dniach 28.09-07.10.2026 połączoną ze zwiedzaniem Mediolanu, Verony, Nicei, rejsem po jeziorze Garda- ilość miejsc ograniczona. Szczegóły i warunki udziału na stronie wielkiwyjazd.pl

Czarnobyl. 40 lat po katastrofie, która obnażyła sowieckie kłamstwo

Źródło: Telewizja Republika

Czterdzieści lat temu w Czarnobylu wybuchł nie tylko reaktor. W powietrze wyleciał mit o sowieckiej potędze, nowoczesności i kontroli nad wszystkim. Nocą z 25 na 26 kwietnia 1986 roku młodzi strażacy gasili pożar, nie wiedząc, że stoją na krawędzi śmiertelnego napromieniowania. Mieszkańcy Prypeci budzili się do zwykłego sobotniego poranka, a Moskwa przez kolejne godziny i dni próbowała ukryć skalę katastrofy. Dopiero radioaktywna chmura, która dotarła do Skandynawii, zmusiła Kreml do przyznania, że wydarzyło się coś, czego propaganda nie była w stanie zatrzymać. Czarnobyl pozostaje opowieścią o heroizmie zwykłych ludzi, cenie kłamstwa i państwie, które w chwili próby bardziej bało się prawdy niż promieniowania.

Najtragiczniejsza noc w historii energetyki jądrowej

Czterdzieści lat po katastrofie w Czarnobylu wciąż wracamy do tej samej sceny. Noc z 25 na 26 kwietnia 1986 roku, elektrownia na północy sowieckiej Ukrainy, czwarty blok reaktora RBMK, test bezpieczeństwa przeprowadzany przed planowanym wyłączeniem. W dokumentach technicznych brzmiało to sucho. Chodziło o sprawdzenie, jak długo turbina po odcięciu zasilania będzie jeszcze w stanie podtrzymać pracę pomp. W rzeczywistości była to noc, w której pycha systemu spotkała się z wadliwą technologią i fatalną kulturą zarządzania. Reaktor RBMK miał cechy konstrukcyjne, które przy niskiej mocy mogły prowadzić do niebezpiecznej niestabilności, a działania operatorów doprowadziły maszynę właśnie do takiego stanu. O 1.23 nastąpiły eksplozje, które zniszczyły reaktor numer 4. 

Najpierw nie wszyscy rozumieli, co się stało. Ludzie słyszeli huk, widzieli blask, dym i wyrwane fragmenty konstrukcji. Z relacji strażaków i pracowników elektrowni wynika, że przez pierwsze minuty myślano o pożarze przemysłowym, wybuchu wodoru, awarii generatora, może eksplozji butli. Nie o odsłoniętym rdzeniu reaktora. Na miejsce ruszyli strażacy z Prypeci, wśród nich młodzi oficerowie Władimir Prawik i Wiktor Kibenok. Wielu z nich walczyło z ogniem tak, jak nakazywały ówczesne procedury. Gasili dach, bronili sąsiednich bloków elektrowni, wchodzili tam, gdzie nikt nie powinien wejść bez pełnej wiedzy o promieniowaniu.

Ich odwaga była prawdziwa. Tragiczne było to, że państwo, które wysłało ich na dach elektrowni, nie powiedziało im prawdy. Radioaktywne kawałki grafitu leżały na ziemi jak czarne kamienie. Nie były zwykłym gruzem. Były fragmentami serca reaktora. Strażacy dotykali ich butami, czasem mijali o krok. Wielu po kilku godzinach miało poparzenia, nudności, metaliczny smak w ustach, czerwone twarze i oczy przekrwione od dawki, której organizm nie był w stanie udźwignąć. Oficjalne zestawienia mówią o 134 osobach z ostrą chorobą popromienną wśród pracowników i ratowników, z czego 28 zmarło w pierwszych trzech miesiącach. 

AZ-5 –  przycisk, który miał ratować, a dobił reaktor

Najbardziej ponura ironia katastrofy w Czarnobylu polega na tym, że ostatnim ruchem operatorów było naciśnięcie przycisku awaryjnego wyłączenia reaktora. AZ-5 miał zakończyć reakcję łańcuchową. W normalnej logice elektrowni jądrowej byłby hamulcem bezpieczeństwa, analogicznym do stosowanej na zachodzie procedury SCRAM. Jednak tej feralnej nocy, w czwartym bloku Czarnobyla, zadziałał jak iskra rzucona do beczki prochu. Nie dlatego, że sam był bombą. Dlatego, że sowiecki reaktor RBMK miał wadę, o której załoga nie wiedziała wystarczająco dużo, a aparat komunistycznych władz ZSRR nie pozwalał o tym mówić.

RBMK był reaktorem grafitowym chłodzonym wodą. Grafit spowalniał neutrony, czyli pomagał utrzymywać reakcję jądrową. Woda odbierała ciepło, ale jednocześnie pochłaniała część neutronów. I tu zaczynał się problem. Gdy w kanałach paliwowych pojawiało się coraz więcej pary, wody było mniej. Skoro było mniej wody, mniej neutronów było pochłanianych. Reakcja zamiast słabnąć, mogła przyspieszać. To właśnie dodatni współczynnik pustki parowej, jedna z najgroźniejszych cech RBMK. W wielu zachodnich konstrukcjach wzrost ilości pary działał jak naturalne hamowanie. W Czarnobylu w pewnych warunkach działał odwrotnie. Więcej pary oznaczało więcej mocy, więcej mocy oznaczało więcej ciepła, więcej ciepła oznaczało jeszcze więcej pary. Reaktor wpadał w błędne koło. Dlaczego dopuszczono takie rozwiązanie? Budowa takiego reaktora była tańsza, a czynnik ekonomiczny był jednym z kluczowych kryteriów decyzyjnych w schyłkowym okresie Związku Sowieckiego. 

W noc katastrofy blok numer 4 pracował na bardzo niskiej mocy, po nieudanym zejściu do poziomu potrzebnego do testu. Reaktor był zatruty ksenonem, więc operatorzy wyciągali kolejne pręty sterujące, żeby utrzymać go przy życiu. W praktyce zdejmowali z niego hamulce. Maszyna stała się niestabilna, trudna do wyczucia, a przy niskiej mocy także gorzej obserwowalna przez aparaturę. Raport INSAG-7 zwraca uwagę, że w takich warunkach operatorzy musieli w dużej mierze polegać na doświadczeniu i intuicji, bo system pomiarowy nie dawał pełnego obrazu rozkładu mocy w rdzeniu. 

Najgorsze kryło się jednak w samych prętach bezpieczeństwa. Pręt miał część pochłaniającą neutrony, ale na jego końcu znajdował się grafitowy wypieracz. Gdy pręt był całkowicie wyciągnięty, w dolnej części kanału pozostawał słup wody. Po naciśnięciu AZ-5 pręty zaczęły wchodzić do rdzenia od góry. Zanim jednak część pochłaniająca zdążyła skutecznie wyciszyć reakcję, grafitowe końcówki weszły w dolną część rdzenia i wyparły wodę. Czyli najpierw usunęły materiał pochłaniający neutrony i zastąpiły go materiałem, który reakcję wspierał. Przez pierwsze sekundy awaryjne wyłączenie mogło więc lokalnie zwiększyć moc, a nie ją zmniejszyć. Do pełnego wsunięcia prętów potrzeba było około 18 sekund. Czarnobyl nie miał tyle czasu. 

Właśnie dlatego AZ-5 przeszedł do historii jako przycisk, który stał się „detonatorem”. Nie był on oczywiście jedyną przyczyną katastrofy. Wcześniej były błędy operatorów, źle przygotowany test, wyłączane zabezpieczenia, fatalna kultura pracy i konstrukcja, która wybaczała mniej, niż twierdzili jej projektanci. Kiedy naciśnięto AZ-5, wszystkie te zaniedbania spotkały się w jednym punkcie. W dolnej części rdzenia nastąpił gwałtowny skok mocy. Paliwo zaczęło się rozpadać, woda błyskawicznie zamieniała się w parę, wzrosło ciśnienie. Chwilę później eksplozja uniosła ważącą setki ton pokrywę reaktora, rozerwała kanały paliwowe i zablokowała pręty, które miały go zatrzymać. System bezpieczeństwa nie uratował bloku numer 4. W tej ostatniej sekundzie stał się częścią mechanizmu zniszczenia. 

Jak wybucha reaktor RBMK, infografika Źródło: Opracowanie własne na podstawie INSAG-7, World Nuclear Association

Miasto, które kazano opuścić tylko na trzy dni

Trzy kilometry od elektrowni żyła Prypeć. Miasto młode, zbudowane dla pracowników atomowego przemysłu, dla ich żon, mężów i dzieci. Miało być wizytówką nowoczesnego Związku Sowieckiego. Szerokie ulice, bloki, szkoły, przedszkola, dom kultury, sklepy, wesołe miasteczko przygotowywane do otwarcia. Rankiem 26 kwietnia 1986 roku wielu mieszkańców widziało dym nad elektrownią, ale nie znało skali zagrożenia. Dzieci szły do szkół, ludzie wychodzili na zakupy, stali na balkonach, patrzyli w stronę zakładu, który dawał miastu pracę i sens istnienia.

Władza wiedziała coraz więcej, ale reagowała tak, jak reaguje system totalitarny. Najpierw chroni własny obraz, dopiero potem ludzi. Informacje płynęły chaotycznie. W Moskwie mówiono o pożarze, awarii, uszkodzeniu reaktora. W Kijowie zapewniano, że sytuacja jest pod kontrolą. W Prypeci rosło promieniowanie. Dopiero 27 kwietnia, ponad dobę po wybuchu, rozpoczęła się ewakuacja miasta. Mieszkańcom polecono zabrać dokumenty, trochę jedzenia i najpotrzebniejsze rzeczy. Mówiono, że wyjazd jest tymczasowy. W praktyce większość z nich nigdy nie wróciła do swoich mieszkań. Według danych przywoływanych przez World Nuclear Association miasto liczyło około 49 tysięcy mieszkańców, a ewakuację Prypeci przeprowadzono 27 kwietnia. Do 14 maja z trzydziestokilometrowej strefy wykluczenia wywieziono około 116 tysięcy osób. 

Ta scena jest jednym z najbardziej przejmujących obrazów Czarnobyla. Autobusy stojące przy blokach. Ludzie z torbami. Klatki schodowe, w których zostawiono zabawki, książki, ubrania, zdjęcia. Lodówki pełne jedzenia. Zwierzęta, których nie pozwolono zabrać. Władza kazała zamknąć okna, wyłączyć gaz, zakręcić wodę i zachować spokój. Nie powiedziała najważniejszego. Że nie chodzi o zwykłą awarię. Że nad miastem unosi się skażenie. Że domy, do których mieszkańcy mieli wrócić po kilku dniach, stają się częścią zakazanej strefy.

Kłamstwo, które doleciało aż do Szwecji

Sowieci próbowali zamknąć katastrofę w granicach własnego imperium. Nie udało się, bo radioaktywna chmura nie znała granic Układu Warszawskiego. 28 kwietnia rano w szwedzkiej elektrowni Forsmark wykryto podwyższony poziom radioaktywności u pracowników przychodzących do pracy. Najpierw podejrzewano awarię na miejscu. Szybko okazało się, że skażenie przyszło z zewnątrz. Pomiary wzdłuż wschodniego wybrzeża Szwecji i analiza kierunku mas powietrza prowadziły w stronę sowieckiej Ukrainy. Dopiero pod presją pytań z Zachodu Moskwa przyznała, że w Czarnobylu doszło do wypadku. 

Komunikat był krótki, chłodny i skandalicznie niepełny. 28 kwietnia o godzinie 21 moskiewska telewizja poinformowała, że w elektrowni jądrowej w Czarnobylu doszło do awarii, jeden z reaktorów został uszkodzony, poszkodowani otrzymują pomoc, a powołano komisję rządową. Ani słowa o skali eksplozji. Ani słowa o Prypeci. Ani słowa o tym, że reaktor płonie i wyrzuca do atmosfery radionuklidy. 

Najbardziej cyniczny obraz politycznej zmowy milczenia rozegrał się w Kijowie. Gdy poziom promieniowania wzrósł, władze zdecydowały, że pierwszomajowa manifestacja ma się odbyć. Tysiące ludzi, także dzieci, szły ulicami, bo partia nie mogła przyznać się do strachu. Sowieccy dygnitarze pokazywali się z rodzinami, by udowodnić spokój. Tyle że ten spokój był teatralny. Państwo, które przez dziesięciolecia uczyło obywateli wiary w komunikaty, w tej jednej sprawie zapracowało na kompletną utratę zaufania. 

W Polsce pamięć o Czarnobylu ma własny zapach i smak. Płyn Lugola, kolejki, niepokój rodziców, zakaz picia mleka z niepewnych źródeł, rozmowy szeptem. 29 kwietnia polskie władze zdecydowały o podaniu jodu stabilnego na masową skalę. W ciągu trzech dni preparat przyjęły miliony ludzi. Ten epizod do dziś wraca w rodzinnych opowieściach jako moment, w którym zwykły obywatel zrozumiał, że coś groźnego dzieje się poza oficjalnym językiem partii.

Likwidatorzy, sarkofag i cena posłuszeństwa

Po wybuchu zaczął się drugi etap katastrofy. Już nie nocna eksplozja, lecz wielomiesięczna wojna z promieniowaniem. Nad reaktorem latały śmigłowce, zrzucając bor, piasek, glinę, dolomit i ołów. Chodziło o stłumienie pożaru, ograniczenie emisji i obniżenie temperatury. Według danych technicznych od drugiego do dziesiątego dnia po wypadku zrzucono na reaktor około pięciu tysięcy ton materiałów. 

Potem przyszli likwidatorzy. Żołnierze, rezerwiści, kierowcy, górnicy, inżynierowie, strażacy, robotnicy budowlani. Jedni jechali z rozkazem, inni z poczuciem obowiązku, jeszcze inni bez pełnej świadomości, dokąd trafiają. Z czasem wokół Czarnobyla powstał cały przemysł awaryjny. Budowano drogi, mosty, betoniarnie, punkty odkażania, magazyny odpadów. Trzeba było usunąć grafit z dachów, zebrać skażoną ziemię, zabezpieczyć ruiny bloku numer 4, a jednocześnie utrzymać pracę pozostałych części elektrowni. Sowiecka gospodarka nie mogła sobie pozwolić na długotrwałe wyłączenie pozostałych bloków czarnobylskiej elektrowni.

Najbardziej dramatyczny epizod likwidacji katastrofy to tak zwane „bioroboty”. Maszyny wysyłane na dachy nie wytrzymywały promieniowania. Elektronika zawodziła. Zawiódł nawet specjalistyczny robot sprowadzony z NRD. Sowieci nie dali mu jednak wielkich szans, bo Niemcom podali… propagandową wartość odnotowanego promieniowania. Potem na dach reaktora wysyłano już ludzi. Dostawali prowizoryczne osłony z ołowiu, łopaty i kilkadziesiąt sekund na wykonanie zadania. Biegli, zrzucali fragmenty grafitu i wracali. Ta scena pokazuje podwójną prawdę o Czarnobylu. Był tam autentyczny heroizm zwykłych ludzi. Było też państwo, które ten heroizm zużywało jak materiał techniczny.

W latach 1986 i 1987 w pracach uczestniczyło około 200 tysięcy likwidatorów. Później liczba osób zaliczonych do tej grupy wzrosła do ponad 600 tysięcy. Najwyższe dawki promieniowania przyjęli ratownicy i pracownicy obecni w pierwszych godzinach oraz ci, którzy wykonywali najtrudniejsze prace na terenie elektrowni. 

Jesienią 1986 roku nad zniszczonym reaktorem stanął pierwszy sarkofag. Budowano go w pośpiechu, w warunkach, których nie przewidywały żadne normalne normy. Miał odgrodzić świat od ruin reaktora, ale sam od początku był konstrukcją tymczasową. Dopiero po latach powstał Nowy Bezpieczny Sarkofag, ogromny stalowy łuk nasunięty na blok numer 4. Został oddany Ukrainie w 2019 roku. Nawet on nie zamknął jednak historii Czarnobyla na zawsze, bo w lutym 2025 roku obiekt został uszkodzony przez rosyjskiego drona, co ponownie przypomniało, że atomowa rana Europy Wschodniej nie jest tylko muzealnym eksponatem. 

Bilans, którego nie wolno zakłamywać

Po Czarnobylu narosły dwie skrajne narracje. Jedna sowiecka, uspokajająca, pomniejszająca wszystko do kilku ofiar i sprawnie prowadzonej akcji ratunkowej. Druga apokaliptyczna, mówiąca o setkach tysięcy czy milionach zgonów bez rozróżniania między udokumentowanymi skutkami, szacunkami i politycznym strachem. Po czterdziestu latach trzeba zachować powagę. Nie po to, by pomniejszać tragedię. Po to, by jej nie zamieniać w mit, który zaciemnia prawdę.

Najpewniejszy bilans pierwszych miesięcy jest znany. Dwie osoby zginęły bezpośrednio w wyniku eksplozji, a 28 pracowników i ratowników zmarło z powodu ostrej choroby popromiennej w ciągu kilku tygodni i miesięcy. UNSCEAR podaje, że spośród około 600 osób obecnych na terenie elektrowni w pierwszych godzinach 134 otrzymały wysokie dawki i zachorowały na ostrą chorobę popromienną. Późniejsze konsekwencje zdrowotne są trudniejsze do jednoznacznego policzenia. Najlepiej udokumentowany wzrost dotyczy raka tarczycy u osób, które jako dzieci były narażone na jod promieniotwórczy, zwłaszcza przez skażone mleko i żywność. 

Rozmiaru katastrofy jądrowej w Czarnobylu nie da się zmierzyć wyłącznie tabelą zgonów. Był dramatem wysiedlonych rodzin, utraty domów, chorób, strachu, biedy i wieloletniej stygmatyzacji. Był też politycznym wyrokiem na sowiecki model państwa. Katastrofa obnażyła wszystko, co w tym systemie było najgorsze. Tajność ważniejszą od życia. Propagandę ważniejszą od informacji. Rozkaz ważniejszy od rozsądku. Ideologiczny spokój ważniejszy od bezpieczeństwa dzieci.

Czarnobyl nie zburzył Związku Sowieckiego samodzielnie. Historia rzadko działa jednym ciosem. Ale przyspieszył proces, którego nie dało się już zatrzymać. Pokazał, że imperium zbudowane na kłamstwie może ukrywać dokumenty, uciszać świadków i pudrować komunikaty, ale nie zatrzyma skażonego powietrza. Czterdzieści lat później ruiny reaktora są przestrogą nie tylko przed błędem technicznym. Są przestrogą przed państwem, które uważa obywatela za element dekoracji, a prawdę za zagrożenie. Czarnobyl pozostaje lekcją, że kiedy władza kłamie w sprawach życia i śmierci, rachunek zawsze przychodzi. Czasem przychodzi w ciszy, z opóźnieniem, niewidzialny jak promieniowanie.

Źródło: World Nuclear Association (WNA), Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA), Komitet Naukowy ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR), Portal Telewizji Republika

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google. 

Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube

Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB

Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X