Kolejna porażka w walce z ideologicznym zielonym szaleństwem
Alberta zgodziła się na drastyczną podwyżkę podatku węglowego do 130–140 dolarów za tonę CO₂ do 2040 roku w zamian za mglistą obietnicę nowego rurociągu. Deal, który konserwatyści nazywają klasyczną kapitulacją przed liberalną agendą klimatyczną.
Ottawa i rząd Alberty pod wodzą Danielle Smith sfinalizowali w maju 2026 roku kontrowersyjną umowę energetyczną. Na papierze to „wielki kompromis” mający odblokować eksport ropy. W rzeczywistości Albertańczycy i kanadyjscy podatnicy dostali rachunek: prowincja zobowiązała się do podwyższenia podatku od emisji CO₂ dla przemysłu z obecnych 95 do aż 130 dolarów za tonę w 2035 roku, a później nawet do 140 dolarów w 2040.
W ramach porozumienia Ottawa i Alberta mają wspólnie wydać do 1,2 miliarda dolarów na dopłaty (Carbon Contracts for Difference), z czego 600 milionów może spaść na barki podatników z Alberty. Celem jest zapewnienie, by firmy naftowe dostawały „wystarczająco wysoką” cenę za kredyty węglowe – czyli klasyczne subsydiowanie zielonej polityki z kieszeni obywateli.
Lider konserwatystów Pierre Poilievre nie zostawił na umowie suchej nitki:
Chcemy rurociągu bez podatku węglowego, a nie podatku węglowego bez rurociągu.
Konserwatywne media podkreślają, że to nie jest zwycięstwo Alberty, lecz kolejna porażka w walce z federalnym ideologicznym zielonym szaleństwem.
Danielle Smith, która wygrała wybory obietnicami twardej obrony interesów prowincji, stoi teraz przed zarzutami, że ugięła się przed Markiem Carneyem. Zamiast całkowitego odrzucenia carbon tax, zgodziła się na jego instytucjonalizację w zamian za mało konkretną perspektywę jednego rurociągu.
Dla prawdziwych konserwatystów wiadomość jest jasna: żadnych kompromisów z podatkiem od dwutlenku węgla. Jedynym sensownym rozwiązaniem pozostaje całkowite jego likwidowanie – tak jak zapowiada Poilievre – a nie podnoszenie go do poziomu, który zniszczy konkurencyjność kanadyjskiego przemysłu naftowego i gazowego
Podkreślił, że na stole nie ma żadnych konkretnych terminów, pozwoleń ani gwarancji budowy – tylko wyższe koszty dla energetyki i obietnice.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X