Modlitwa – ochrona przed chwastami
Witam wszystkich w 16 Niedzielę Roku Liturgicznego, w naszym 215 Programie „Oko na niedzielę”, czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych”. (Niedziela 19.07.2026, Rok A. Mdr 12,13.16-19; Rz 8, 26-27; Mt 13, 24-43.)
Dzisiaj Pan Jezus traktuje nas jak zwykle, jak swoich uczniów i uczennice. Tłumaczy nam jak wtedy, w Palestynie. Słyszymy:
”Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście!» On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha!” (Mt 13,36-43)
Znowu ostrzega nas przed ostateczną katastrofą całego naszego życia – i to całkiem wbrew wielu fałszywym prorokom, którzy panoszą nie tylko w świecie, ale nawet i w Kościele. Zaiste są fałszywi, skoro w Kościele mają czelność zaprzeczać samemu Chrystusowi, samemu Bogu. Widocznie sami są jak chwast.
Współcześni ludzie, nawet jeśli uznają istnienie Boga, to nieraz chcą, żeby to On się przed nimi tłumaczył, a nie oni przed Nim. Bo w sobie nie widzą żadnej winy, ale często wiele win u innych, u swoich przodków, w Kościele i nawet w samym Bogu, co już jest czystym bluźnierstwem. Nie zważają, że oni – tacy wielcy oskarżycieli innych i Boga - sami mogą być jak „chwast, który przy końcu świata będzie zebrany i spalony ogniem.”
Przykładem takiej postawy może być pewien niemiecki lekarz, o którym opowiadały mi znajome siostry zakonne pracujące z nim razem w szpitalu. Nieraz narzekał, że przy jego wysokich zarobkach podatek kościelny jest tak znaczny, że jedna wizyta w kościele kosztuje go kilka tysięcy dawnych marek zachodnioniemieckich, ponieważ do kościoła chodzi zwykle tylko dwa razy do roku. W końcu jedna z sióstr poradziła mu: „niech pan Doktor do kościoła chodzi częściej, to będzie taniej.” Tak, ma pretensje do Kościoła, nawet do Boga, a nie widzi swojej winy – choćby lekceważenia Najwyższego. Zamiast codziennie dziękować Mu na kolanach, że powodzi mu się aż tak dobrze, że między innymi tak świetnie zarabia, skoro płaci tak wysokie podatki, to najwyżej „czyni łaskę” Bogu co pół roku odwiedzając Jego świątynię. To typowe dla przesyconych „katolików” Zachodu. Często prędzej przypiszą winę Bogu, niż samym sobie, nieraz po uszy zanurzonym w grzechach – zwłaszcza materializmu, pychy i egoizmu. A to jest właśnie grzechem to „entej” potęgi. I jeszcze dorobią do tego usprawiedliwienie, całą teologię, napiszą książki i zrobią nawet z tego rzekome „nauczanie Kościoła”.
Dzisiejsza przypowieść ostrzega nas przed taką postawą. Człowiek nawet gdyby był najbardziej zaślepiony i bezczelny, najwięcej nawet oskarżał i wygrażał innym – zwłaszcza własnym przodkom i Bogu, tym bardziej może być uznany za chwast zdatny tylko do spalenia.
A przecież każdy rodzi się i zostaje ochrzczony jako obraz Boga, jako dziecko Boga. Nikt na początku nie jest chwastem, każdy na początku jest powołany i przeznaczony, aby być „sprawiedliwym i kiedyś jaśnieć jak słońce w królestwie Ojca swego”. Jeżeli jednak stopniowo staje się chwastem, do dlatego, że coraz bardziej wpuszcza nasiona pasożytów do swojego serca.
Tak, w naszym świecie i w nas samych ciągle trwa nieustanny, straszny szturm nasion chwastów na to, co dobre, co życiodajne. Nasze ciała są największym naturalnym cudem w całym Kosmosie, a jednak codziennie są atakowane przez biliony i biliony wirusów i bakterii. Nasze komputery są coraz doskonalsze i potężniejsze, a jednak codziennie atakują je biliony i biliony wirusów elektronicznych. Nasze rolnictwo jest coraz bardziej wydajne i efektywne, ale codziennie jest atakowane przez biliony i biliony nasion chwastów oraz przez biliony i biliony różnych pasożytów, zwłaszcza insektów. Nasze dusze są szczytem stworzenia, ale jednak codziennie są atakowane przez biliony i biliony złych myśli, kłamstw i pokus. Sami je w sobie wewnątrz wytwarzamy, albo z zewnątrz infekują nas inni. To jest często walka na śmierć i życie, dlatego używamy całych systemów obrony naszych ciał i dusz, naszych komputerów i naszego rolnictwa przed różnego rodzaju wirusami i bakteriami, przed pasożytami i chwastami.
Jak jednak wskazuje Chrystus, wobec niektórych chwastów na naszych polach jesteśmy nieraz bezradni i musimy je znosić oraz tolerować jak zło, ale zarazem przynajmniej hamować jego wzrost. Do czasu. Także za wszelką cenę musimy się bronić, żebyśmy sami nie stali się jak chwasty. Dlatego koncepcja społeczeństwa, albo państwa, albo Kościoła „otwartego” łatwo może być absurdalna i samobójcza. Zwłaszcza kiedy oznacza wpuszczanie do środka prawie każdego, „wszystkich”, „tutti”, czyli nawet najgorszych ludzkich chwastów, nawet śmiertelnych wrogów człowieka, Kościoła i Boga.
Niech ktoś tak myślący konsekwentnie wyłamie każdy zamek w swoim domu i uczyni go „otwartym na wszystkich”, czyli także na najgorszych przestępców i największych Judaszy. Szybko zamienią jego dom w twierdzę mafii. Może chociaż takie doświadczenie nauczy go rozumu – o ile nie jest człowiekiem złej woli. Może to powstrzyma go od zamieniania państwa, społeczeństwa i Kościoła w wielką „mafijną melinę”. Jak w południowych Włoszech, w Meksyku czy jeszcze niedawno w Salwadorze.
Jednak samo bronienie się przed złym ziarnem to jeszcze o wiele za mało. Przede wszystkim trzeba się napełniać Bożym ziarnem prawdy i dobra. To szczególnie dokonuje się na modlitwie. Bo wtedy spotykamy samego Boga, wtedy On sam może w nas działać, a jego działanie jest najpotężniejsze. O wiele mocniejsze, niż wszelkie knowania niegodziwych ludzi i demonów. Dlatego modlitwa powinna być najważniejszym, najbardziej efektywnym czasem każdego dnia.
Do tej modlitwy, do otwarcia serc na ziarno Boga szczególnie wiele czasu oraz okazji mamy teraz na wakacjach, na urlopach. Przypomina nam o tym choćby ta piękna kaplica zbudowana na wyspie, pośród bezmiaru wód Oceanu Spokojnego. Ona i jej otoczenie jakby zapraszały do modlitwy podczas długiego spaceru wzdłuż brzegu. Bo Najwyższy jest jak Ocean – większy od wszystkiego. Jego wody, jego fale mają moc wypłukać z nas nasiona chwastów. Trzeba mu tylko dać do tego okazje – na regularnej i wytrwałej modlitwie.
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X