„Bójcie się”, ale tego, co trzeba
Witam wszystkich w 12 Niedzielę Roku Kościelnego, w naszym 211 Programie „Oko na niedzielę”, czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych”
(Rok A - 21.06.2026).
Dzisiaj Pan Jezus aż trzy razy wzywa nas, abyśmy się nie bali, a zarazem raz mówi, żebyśmy jednak się bali. Słyszymy:
„Nie bójcie się ludzi!” (Mt 10, 26)
„Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10, 31)
„Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10, 28)
W końcu jednak mówi, że trzeba się bać, ale najpoważniejszego zagrożenia:
„Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10, 29)
Właściwie ciągle się z tym spotykamy – że trzeba się bać i nie bać zarazem albo bać się, ale nie bać się ani za dużo, ani za mało.
Strach to przecież coś naturalnego i potrzebnego. Strach to jedna z najbardziej pierwotnych emocji, która od setek tysięcy lat pomaga ludzkości przetrwać. To reakcja całego organizmu na coś, co postrzegamy jako zagrożenie. To reakcja, która w decydujący sposób pomaga nam się chronić przed tym właśnie niebezpieczeństwem. Mobilizuje całego człowieka do walki albo do ucieczki, do zatrzymania się lub do ukrycia. Strach wyzwala hormony, co przyspiesza bicie serca i napina mięśnie, dając siłę do działania. Powstrzymuje przed postępowaniem, które tworzy jeszcze większe zagrożenie. Gdyby nasi pierwotni przodkowie nie przeżywali strachu przed groźnymi zwierzętami lub plemiennymi wrogami, to nie byłoby ani ich, ani nas. Podobnie jest dzisiaj z milionami żołnierzy na wojennych frontach.
Problem może tylko polegać na tym, że pewnych rzeczy boimy się za bardzo, a innych za mało. Strach jest konieczny w naszym życiu, bać się trzeba, tylko odpowiednio, proporcjonalnie do wielkości zagrożenia. Strach jest zwykle czymś uzasadnionym, zatem słusznym, ale gdy trzeba, to powinniśmy umieć go opanować, ograniczyć, stłumić. Tak, żeby strach mobilizował nas do skutecznej obrony, a nie paraliżował – ze strachu właśnie.
O tym właśnie mówi Pan Jezus. Nie trzeba bać się przesadnie ludzi, zwłaszcza współczesnych mu Żydów, którzy go prześladowali i nawet nazwali Belzebubem, czyli Szatanem. Dopuścili się zatem najgorszego znieważenia Mesjasza i samego Boga. W tekście Ewangelii dzisiejsza Jezusowa zachęta do odwagi jest właśnie reakcją na to bluźnierstwo. Jest zachętą jak najbardziej aktualną zwłaszcza dzisiaj, gdy niektórzy ochrzczeni poddają się herezji judaizowania – czyli właśnie ze strachu przed Żydami zdradzają Chrystusa.
Dlatego można powiedzieć, ze nasze obawy wiele mówią o nas samych. Uzasadnione jest stwierdzenie: „Powiedz mi, czego się boisz, kogo się boisz? Jak bardzo się ich boisz?, a powiem Ci, kim jesteś.”
Słowa Chrystusa Pana są jak zwykle super logiczne i super prawdziwe. Najważniejsze jest zbawienie, najważniejsze jest osiągnięcie Boga na wieki. Dlatego najbardziej trzeba się bać właśnie tego jedynego „zatracenia ciała i duszy w piekle” (Mt 10, 29) Wszystkiego innego, nawet jeśli słusznie trzeba się bać, trzeba się bać mniej albo nawet mało. Tak, jak trzeba mieć zdrową, prawdziwą hierarchię wartości, tak trzeba mieć zdrową, prawdziwą hierarchię strachów. Po prostu strach musi być proporcjonalny do wielkości wartości, której utrata nam zagraża. Nawet strach przed męczeństwem i utratą życia nie może być większy, niż strach przed utratą Boga i życia wiecznego. Inaczej grozi nam, że popełnimy największe głupstwa i najgorsze grzechy. Właśnie ze strachu przed utratą wartości, które przesadnie cenimy i dlatego przesadnie boimy się ich utraty. Najczęściej są to takie wartości, jak majątek, różne przyjemności, pozycja społeczna czy samo życie ciała.
Wzorem takiej właściwej hierarchii strachów jest dla mnie mój przyjaciel, młody ksiądz, który wspaniale pracuje jako kapelan ukraińskich żołnierzy na pierwszej linii frontu. Ciągle na nowo ryzykuje dla nich swoje zdrowie i życie. Jest tak bardzo ceniony przez zwykłych żołnierzy i najwyższych dowódców, że wielu się nawraca i są mu powierzane coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Niedawno, gdy mnie odwiedził, kulał. Nie był ranny, ale miał naderwane ścięgna nogi. Dlaczego? Podczas oprawiania Mszy świętej dla żołnierzy gdzieś głęboko w ziemiance blisko nich spadła ogromna, rosyjska, szybująca bomba lotnicza. To oznaczało, ze ktoś ich zdradził, podał ich pozycję, że zaraz mogą spaść następne, bardziej celne bomby. Szybko dokończył odprawiania Mszy świętej i zaczął wraz z żołnierzami, ze słusznego strachu, co sił w nogach uciekał. Tak szybko, że aż te nogi nadwyrężył, ale uratował życie.
Przykład słusznego strachu, który wynika ze słusznej hierarchii wartości, ale łączy się też z opanowaniem. Szczególnie z ograniczeniem słusznego strachu przed stałym przebywaniem na froncie. Przebywaniem, które jest bardzo niebezpieczne, ale równocześnie konieczne – dla duchowego dobra żołnierzy, którzy miesiącami tkwią w okopach.
Wcześniej ten młody kapłan wykazał się też zdrowym strachem przed duchownymi, którzy go strasznie napastowali i molestowali jako kleryka. Najpierw w jego zakonie, a potem w diecezji, do której się przeniósł. Słusznie bał się ich samych oraz ich nalegań. Oni byli jak demony, demony w habitach i w sutannach. Gdyby im uległ, mógłby i ”duszę i ciało zatracić w piekle” (Mt 10, 29). Ze strachu słusznie uciekał przed nimi, ale też ta walka o siebie tym bardziej zahartowała go do wspaniałej walki o innych na wojennym froncie.
Tak spełnia się przepowiednia Pana Jezusa także z dzisiejszej Ewangelii: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.” (Mt 10, 32n).
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X