Niemcy przegrały wyścig o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ
Niemcy chcą zdominować Europę, ale mało kto lubi to bezczelne i rozpychające się na naszym kontynencie (i nie tylko) państwo. Świadectwem tego jest ostatnie głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, w którym nasi "zachodni przyjaciele" przegrali wyścig o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa z Portugalią i Austrią.
Prasa niemiecka komentuje dziś niekorzystne dla tego kraju głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych. Media za Odrą robią to w stylu, który można określić jako "robienie dobrej miny do złej gry", bagatelizując rolę ciała, do którego Berlin bez powodzenia aspirował.
„Rada Bezpieczeństwa ONZ nie jest organem polityki światowej. Niemcy gdzie indziej muszą pozyskać to, czego naprawdę potrzebują dla swojego bezpieczeństwa”, pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (cytat ten, a także następne za dw.com).
Gazeta zauważa, że w Radzie i tak decydującą rolę mają członkowie stali, którzy dysponują prawem weta: „Znaki zapytania stają się jeszcze liczniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę znaczenie Rady Bezpieczeństwa z punktu widzenia polityki realnej. Nigdy nie była ona takim organem polityki światowej, jakim chciałby ją widzieć Berlin. Od momentu powstania ONZ 80 lat temu duże i małe mocarstwa wielokrotnie prowadziły wojny według własnego uznania, podważając tym samym podstawowe zadanie Rady: utrzymanie pokoju na świecie”, czytamy w "FAZ".
Wpływowy periodyk zrównuje dalej USA z Rosją, oskarżając Stany Zjednoczone o prowadzenie agresywnej, wojennej polityki. „W szczególności dwóch stałych członków Rady Bezpieczeństwa ostatnio otwarcie pogardzało zasadami, których powinni przestrzegać i chronić: Rosja napaścią na Ukrainę i Stany Zjednoczone wojnami na Bliskim Wschodzie, obecnie w Iranie. Czy niemiecki rząd wierzy, że jego członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ cokolwiek by zmieniło? Że na wielkiej scenie w Nowym Jorku mógłby w końcu przekonać Putina do odwrotu? Że Trump mógłby się wreszcie nawrócić na prawo międzynarodowe, a nawet zrezygnować ze swojej 'Rady Pokoju'?”, czytamy kuriozalny komentarz.
Niemieckie media uznają swoje państwo za prawdziwego "gołąbka pokoju", którego to gołąbka nie rozumieją jednak niewdzięczni sąsiedzi.
„To, że Niemcy spłacają swoje zobowiązania i odważnie bronią wartości tej [ONZ] światowej organizacji, nie wystarcza. Mniejsze kraje – takie jak Portugalia i Austria – też to robią. Decydująca w tych wyborach mogła być większa skłonność państw propalestyńskich do poparcia konkurencji Niemiec. Rządy w Lizbonie i we Wiedniu coraz bardziej dystansują się od polityki Izraela, która w żaden sposób nie przyczynia się do pokoju na Bliskim Wschodzie. W Berlinie ledwo to słychać”, pisze „Volksstimme” z Magdeburga w Saksonii-Anhalt.
„Niekorzystny było również to, że rywalizowały ze sobą dwa kraje niemieckojęzyczne – to mogło dać bonus Portugalii. W tym konkursie Niemcy wypadły tak, jak zazwyczaj na Eurowizji: jak główny sponsor, ale rozczarowany przegrany”, podsumowuje dziennik.
Źródło: dw.com, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Polska może zapłacić fortunę. KE reaguje na brak przyjęcia zielonych regulacji
Połuboczek: Anglicy dali się zapędzić imigrantom w kozi róg!
Absurdalna interwencja Rzecznika Praw Dziecka! Afera o lody dla dzieci w Pszczynie!