Bliski Wschód: Punkt bez powrotu został przekroczony
Operacja Epicka furia, wspólna ofensywa USA i Izraela przeciwko reżimowi irańskiemu, osiągnęła już większość swoich celów – od dominacji w powietrzu po zniszczenie kluczowej infrastruktury wojskowej – mimo medialnego sceptycyzmu i porównań do porażek z przeszłości.
Wspólna operacja wojskowa Stanów Zjednoczonych i Izraela pod kryptonimem Epicka Furia, rozpoczęta 28 lutego 2026 roku, przynosi spektakularne rezultaty już po kilkunastu dniach działań. Według analiz i doniesień z pola walki, siły amerykańsko-izraelskie osiągnęły już większość założonych celów strategicznych, radykalnie zmieniając układ sił w regionie.
W pierwszych godzinach i dniach kampanii zdobyto całkowitą przewagę w powietrzu nad Iranem, niszcząc systemy obrony przeciwlotniczej dostarczone przez Rosję i Chiny. Zredukowano do zera irańską flotę wojenną i siły powietrzne, a także zrównano z ziemią kluczowe centra dowodzenia, fabryki produkcji dronów, pocisków balistycznych oraz zakłady przemysłu obronnego.
Bombardowania precyzyjne, w tym z użyciem bomb penetrujących bunkry przez bombowce B-2, doprowadziły do zniszczenia podziemnych instalacji w okolicach Teheranu i uniemożliwiły ajatollahom dalsze rozwijanie programu rakietowego oraz nuklearnego.
Ataki z użyciem tysięcy pocisków i dronów zostały w ponad 90% przechwycone przez systemy obronne, a częstotliwość irańskich kontrataków spadła dramatycznie – co wskazuje na załamanie łańcucha dowodzenia, rezerw i logistyki. Żadne z państw BRICS nie udzieliło realnego wsparcia Teheranowi, a reżim irański sam zaatakował niektóre z nich, co dodatkowo osłabiło jego pozycję.
Zamknięcie Cieśniny Ormuz, choć wywołało wzrost cen ropy, jest interpretowane jako akt desperacji – szkodzi przede wszystkim samemu Iranowi, blokując import żywności i eksport ropy. Plany Pentagonu na taką ewentualność istniały od dekad, a eksperci podkreślają, że alternatywą byłoby pozwolenie na dalszy rozwój irańskiego arsenału, co uczyniłoby przyszły konflikt znacznie bardziej krwawym.
Reżim ajatollahów jest w stanie głębokiego rozkładu – stracił najwyższych dowódców, a próby obsadzania wakujących stanowisk kończą się farsą (w tym słynny przypadek „nowego przywódcy” w formie kukły z kartonu). Wewnętrzny terror Basidż (paramilitarna ochotnicza milicja w Iranie) osłabł, a irańskie społeczeństwo, jedno z najbardziej świeckich w regionie, coraz śmielej manifestuje opór po dekadach opresji.
Krytycy z zachodnich mediów zarzucają USA brnięcie w ślepą uliczkę – porównują kampanię do Wietnamu czy Afganistanu, ignorując lekcje wyciągnięte przez armię USA z poprzednich konfliktów. Zamiast uznać chirurgiczną skuteczność i skalę sukcesu, wolą podkreślać koszty, niepewność i propagandowe komunikaty z Teheranu, mimo ich oczywistej niewiarygodności.
Chociaż przyszłość Iranu po upadku teokracji pozostaje niepewna i zapewne chaotyczna, zdaniem zwolenników operacji punkt bez powrotu został przekroczony. Reżim, który przez pół wieku siał terroryzm poprzez proxy i marnotrawił miliardy na zbrojenia zamiast rozwoju, stoi dziś na krawędzi definitywnej ekstynkcji.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Polecamy Cejrowski w Republice
Wiadomości
Najnowsze