Leon XIV skarcił Tuska. Kulisy spotkania papieża z premierem w Watykanie
Spotkanie Donalda Tuska z papieżem Leonem XIV było fiaskiem. Wbrew temu, co głosi propaganda sukcesu koalicji 13 grudnia wiemy, że w rozmowie w cztery oczy Ojciec Święty upomniał premiera w sprawie oficjalnych ataków ze strony państwa na Kościół katolicki i wartości chrześcijańskie w Polsce. Co więcej, nietaktem był nawet prezent, który Tusk przywiózł do Watykanu.
Donald Tusk, człowiek który w kontekście aborcji mówi o piekle kobiet. Który twierdzi, że przed księżmi się nie klęka. Którego rząd piłuje katolików. Ten sam człowiek był wczoraj u papieża Leona XIV i w swoim stylu chciał także w Watykanie opowiadać, że czarne to białe, a białe to czarne. Ale nie z papieżem te numery.
Nieustannie aktywny na portalu X Tusk już przed początkiem wizyty zapowiedział, z jakim prezentem udaje się do papieża: była to Tora w języku kaszubskim. Jest to faux-pas na wielu różnych poziomach. Po pierwsze, jest to prezent, który w żaden sposób nie reprezentuje Polski. Z jakiej racji premier zawozi cokolwiek w języku kaszubskim, a nie polskim? Po drugie, dlaczego wybrano akurat Torę? Oczywiście nie jest tak, że Stary Testament należy tylko do Żydów, niemniej skojarzenia a propos Tory są jednoznaczne. Dlaczego nie wybrano czegoś chrześcijańskiego? Tym bardziej kontrastuje to z prezentem, który Tusk otrzymał od papieża: był to album o najpiękniejszych dziełach sztuki w Watykanie, ale – co szczególnie ważne – Leon XIV podkreślił w nim słowa i odniósł je do Donalda Tuska: że należy czynić pokój. Trudno odebrać to inaczej niż jako przytyk w stronę polskiego premiera, który w polityce wewnętrznej jest jak najdalszy od tego, aby czynić pokój.
Po spotkaniu z papieżem Tusk ustawił się przed Bazyliką św. Piotra i w konferencji prasowej opowiadał, jakież to nie było serdeczne, długie i głębokie spotkanie między nim a Ojcem Świętym. Premier lał wodę, jak to tylko on potrafi. Tymczasem fakty są zupełnie inne.
Tusk przekonywał, że spotkanie było bardzo długie. Ale to nieprawda. Watykaniści będący na miejscu zgodnie podkreślają (sam ich jeszcze o to dopytywałem), że spotkanie z papieżem w cztery oczy było niezwykle krótkie. Jest tu jeden powód główny: po Tusku papież spotkał się z amerykańskim sekretarzem stanu Marco Rubio i to spotkanie dla Ojca Świętego było oczywiście dużo ważniejsze i ono rzeczywiście trwało bardzo długo. Tymczasem Tusk został dość szybko zaprowadzony do kardynała Pietro Parolina, gdzie spędził więcej czasu. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że papież z polskim premierem po prostu nie miał o czym rozmawiać.
Równie ciekawe jest to, że Stolica Apostolska w wydanym komunikacie nie potwierdziła, aby spotkanie Tuska z papieżem było serdeczne. To jest zadziwiające, bo ten zwrot – po angielsku cordial – pojawia się rutynowo w każdym z komunikatów po spotkaniach z przywódcami. Pojawia się też w komunikacie dot. spotkania z Marco Rubio, mimo iż można się domyśleć, że to nie były łatwe rozmowy. W przypadku premiera Tuska Stolica Apostolska nie zdecydowała się na taki opis sytuacji – powiedziała jedynie, że rozmowy między Parolinem a Tuskiem były serdeczne; ale nie z Ojcem Świętym.
To się może komuś wydawać błahe, ale ci, którzy śledzą nasz kanał Biały Kruk na YouTube od dawna wiedzą, że w Watykanie każde słowo ma znaczenie – tym bardziej podczas pontyfikatu Leona XIV, który bardzo dużą wagę przykłada do protokołu i doboru słów.
Dlatego warto jeszcze dokładniej spojrzeć na komunikat Stolicy Apostolskiej. Owszem, był on krótki i lakoniczny, niemniej Watykan zawarł w nim jedno kluczowe zdanie wskazujące na to, co dla papieża w tym spotkaniu było najważniejsze. To zdanie brzmi tak:
Następnie uwagę skierowano na sytuację społeczną i gospodarczą kraju, a także na relacje między Kościołem lokalnym a państwem, zwłaszcza w dziedzinie edukacji oraz w odniesieniu do kwestii etycznych.
W tym zdaniu Watykan w sposób dyplomatyczny, ale czytelny daje sygnał pod adresem rządu Donald Tusk, że kierunek zmian budzi poważne zastrzeżenia. Mówiąc o „relacjach między Kościołem a państwem”, Stolica Apostolska w praktyce wskazuje, że obecna władza zaczyna przesuwać się w stronę modelu, w którym Kościół ma być wypychany z życia publicznego i sprowadzany do roli prywatnej instytucji, bez realnego wpływu na przestrzeń społeczną. A podkreślenie edukacji to już konkret i uderzenie w Nowacką – chodzi o ograniczanie lekcji religii, marginalizowanie katechezy i usuwanie chrześcijaństwa ze szkoły. Dla Watykanu to nie jest drobna reforma, tylko uderzenie w fundament wychowania opartego na tradycji katolickiej. Tutaj Tusk dostał po prostu po łapach od papieża.
Najmocniejszy jest jednak fragment o „kwestiach etycznych”. W języku watykańskim to jasny sygnał: chodzi o aborcję, redefinicję małżeństwa i szeroko rozumianą rewolucję obyczajową. Innymi słowy – o kierunek, który stoi w sprzeczności z nauczaniem Kościoła. To co Stolica Apostolska opublikowała to nie jest neutralna notka. To sygnał ostrzegawczy. Watykan mówi: obserwujemy, że państwo polskie zaczyna iść w stronę polityki, która podważa katolickie fundamenty życia społecznego – i to jest dla nas problem.
Wynika to zupełnie jednoznacznie z tekstu opublikowanego na oficjalnej stronie Watykanu i stoi to w jawnej sprzeczności z tym, o czym po spotkaniu mówił Donald Tusk. Co więcej, w Stolicy Apostolskiej zauważono także, że Donald Tusk do Rzymu przybył bez swojej żony, co również odebrano jako jasny sygnał. I wreszcie, Leon XIV dał też do zrozumienia, że nie da się wciągnąć w polityczne gry Tuska. Ten chciał, aby Ojciec Święty przed wyborami przyjechał do Polski; chodzi oczywiście o możliwość ocieplenia swojego wizerunku obok Leona XIV przed wyborami, aby przekonać do siebie konserwatywnych wyborców. Tymczasem Leon XIV dał do zrozumienia, że z ogromną chęcią do Polski przybędzie – ale dopiero po wyborach. Możemy się więc nastawić i cieszyć na to, że Ojciec Święty za dwa lata odwiedzi Polskę.
Donald Tusk i usłużne mu media chcą przestawić spotkanie premiera z papieżem jako ogromny sukces. W rzeczywistości było wręcz odwrotnie. Ale nas powinno to cieszyć. Oznacza to bowiem, że Stolica Apostolska dokładnie wie, co się w Polsce dzieje i jak obecny rząd utrudnia życie katolikom. A Watykan nie tylko wie, ale także działa – zakulisowo, w stylu Leona XIV.
Źródło: Republika, dr Adam Sosnowski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X