Histeria w Kanadzie po rozmowach przedstawicieli Alberty z Trumpem
W obliczu narastającego buntu Albertan przeciwko opresyjnemu rządowi centralnemu w Ottawie, przedstawiciele ruchu niepodległościowego Alberta Prosperity Project (APP) spotkali się kilkukrotnie z urzędnikami administracji Trumpa.
Spotkania te, opisane jako badania wykonalności i rozmowy o hipotetycznym wsparciu finansowym dla wolnej Alberty, wywołały histeryczną reakcję premiera Marka Carney'ego oraz lewicowych premierów prowincji – zwłaszcza Davida Eby'ego z Kolumbii Brytyjskiej i Douga Forda z Ontario – którzy oskarżają patriotów o "zdradę" i domagają się, by USA "szanowały kanadyjską suwerenność".
Carney, były bankier i symbol globalistycznego establishmentu, oświadczył w Ottawie podczas spotkania z premierami prowincji:
Oczekujemy, że administracja USA będzie szanować kanadyjską suwerenność – zawsze jasno to komunikuję prezydentowi Trumpowi.
Dodał, że Trump nigdy nie poruszył tematu niepodległości Alberty w rozmowach z nim osobiście.
Premier Alberty Danielle Smith stanęła po stronie swoich obywateli, odmawiając potępienia ruchu i podkreślając, że nie będzie demonizować milionów Albertan, którzy stracili wiarę w Kanadę po latach ataków na ich gospodarkę, prawa prowincjonalne, wolności osobiste i styl życia.
Ruch Alberta Prosperity Project, prowadzony m.in. przez prawnika Jeffa Ratha, zbiera podpisy pod petycją o referendum niepodległościowe. Celem jest wyzwolenie prowincji z kajdan ottawskiego reżimu, który blokuje rozwój zasobów naturalnych, narzuca ideologiczne ograniczenia na sektor naftowy i gazowy oraz traktuje Albertan jak obywateli drugiej kategorii.
Rath wyjaśnił, że spotkania w Waszyngtonie (trzy w ciągu ostatniego roku, kolejne planowane na luty) miały charakter fakt-finding i akademickiej analizy – w tym hipotetycznej linii kredytowej 500 miliardów dolarów na okres przejściowy po ewentualnym sukcesie referendum. Podkreślił:
Jesteśmy prywatnymi obywatelami, nie negocjujemy w imieniu prowincji, nie prosimy o fundusze – to czysto hipotetyczne rozmowy na przyszłość.
Administracja Trumpa potwierdziła spotkania z „grupami społeczeństwa obywatelskiego”, zaprzeczając jakimkolwiek obietnicom czy wsparciu. Sekretarz skarbu Scott Bessent wcześniej publicznie stwierdził, że Alberta byłaby „naturalnym partnerem” USA – bogata w surowce, niezależna duchowo i blokowana przez ottawskich biurokratów w budowie rurociągów na Pacyfik. Bessent zasugerował nawet, że USA mogłyby przyjąć Albertę „do siebie”, co idealnie wpisuje się w frustrację Albertan: dlaczego nie mieliby szukać sojuszników tam, gdzie szanuje się wolny rynek i przedsiębiorczość, zamiast tkwić w socjalistycznym centralizmie?
Tymczasem lewicowi premierzy wpadli w panikę. David Eby nazwał spotkania „zdradą” („treason”) – starym słowem na prośbę o pomoc w rozbiciu kraju – twierdząc, że to „nie do pomyślenia”, by prosić obce państwo o wsparcie w rozpadzie Kanady. Doug Ford uznał to za „nieakceptowalne” i „nieetyczne”, domagając się od Danielle Smith, by „stanęła po stronie Kanady” i potępiła separatystów. Smith odmówiła – nie "rzuci pod autobus milionów rodaków z uzasadnionymi pretensjami do Ottawy. Podkreśliła:
Stoimy za silną i suwerenną Albertą w zjednoczonej Kanadzie, ale nie będę demonizować ludzi, którzy mają realne powody do gniewu po latach ataków na naszą prowincję.
Sondaże pokazują, że około 30% Albertan poparłoby rozpoczęcie procesu separacji – wielu traktuje to jako symboliczny krzyk przeciwko opresji. Premier New Brunswick Susan Holt twierdzi optymistycznie, że większość Albertan kocha Kanadę – ale ignoruje fakt, że ta „miłość” została brutalnie nadwyrężona przez liberałów i ich centralistyczne rządy.
Alberta Prosperity Project nie ukrywa:
Ottawa stała się bardziej podobna do komunistycznego reżimu niż do demokratycznego ideału – dławi wolność gospodarczą, narzuca ideologiczne zakazy i traktuje zachodnią prowincję jak kolonię surowcową. Spotkania z USA to nie zdrada – to próba znalezienia sojuszników w walce o prawdziwą wolność i samostanowienie.
W czasach, gdy Trump otwarcie mówi o szacunku dla niezależności i zasobów, a Ottawa tylko krzyczy o „suwerenności”, pytanie brzmi: czyja suwerenność naprawdę jest zagrożona – Kanady czy Alberty?
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X