Wojna o surowce pod oceanami. Biznes naciska, politycy zwlekają
Na dnie oceanów leżą metale kluczowe dla nowoczesnej gospodarki. Gra toczy się o miliardy dolarów, bezpieczeństwo energetyczne i niezależność od Chin. Tymczasem Europa wciąż się waha, a inni przyspieszają.
Metale przyszłości i polityczna blokada
Nikiel, kobalt, mangan, miedź i metale ziem rzadkich to fundament produkcji baterii, turbin wiatrowych i elektroniki. Zasoby lądowe kurczą się, a dostęp do nich staje się coraz droższy i bardziej politycznie ryzykowny. Alternatywa leży na dnie oceanów, ale wydobycie wciąż blokują regulacje i presja środowiskowa.
W 2024 roku Norwegia dała zielone światło na przygotowania do eksploatacji dna morskiego. Jednak już rok później nowy rząd zdecydował się zamrozić proces koncesyjny aż do 2029 roku. Decyzja wywołała entuzjazm organizacji ekologicznych i frustrację biznesu:
— Społeczeństwo chce pojazdów elektrycznych, ogniw słonecznych do czystej energii, ale to wszystko wymaga zasobów — powiedział Thomas Peacock, profesor MIT, cytowany przez money.pl.
— Zasoby lądowe wyczerpują się lub są coraz trudniej dostępne. Pytanie brzmi, czy wydobycie z oceanu może być mniej szkodliwe niż z lądu — dodał.
Unia Europejska pozostaje jednym z najbardziej uzależnionych regionów świata, jeśli chodzi o import metali krytycznych. W 2024 roku niemal połowa importu pierwiastków ziem rzadkich do UE pochodziła z Chin. To realny problem strategiczny, szczególnie w kontekście transformacji energetycznej i napięć geopolitycznych.
Bruksela mówi o "suwerenności surowcowej", ale realnych decyzji brak. Międzynarodowa Organizacja Dna Morskiego nadal nie wydała żadnej zgody na komercyjne wydobycie na wodach międzynarodowych. Badania trwają, decyzji brak. Przeciwnicy górnictwa głębinowego ostrzegają przed nieodwracalnymi skutkami dla ekosystemów oceanicznych. Naukowcy wskazują na ryzyko zniszczenia łańcuchów pokarmowych i naruszenia naturalnych magazynów dwutlenku węgla:
— Wiemy wystarczająco dużo, aby mieć pewność, że eksploatacja głębin doprowadzi do wyniszczenia unikalnych gatunków i nie przyspieszy przejścia na czystą gospodarkę — powiedział Steve Trent z Environmental Justice Foundation.
Organizacje ekologiczne domagają się globalnego moratorium. Ich zdaniem recykling i nowe technologie mogą znacząco ograniczyć zapotrzebowanie na nowe wydobycie:
— Głębiny morskie to nie kopalnia. To żywa część naszej planety — powiedział Arthur Meeus z fundacji ClientEarth.
Podczas gdy Europa debatuje, Stany Zjednoczone działają. Administracja Donalda Trumpa uznała dostęp do surowców z dna oceanów za kwestię bezpieczeństwa narodowego. Nowe regulacje przyspieszają procedury wydobywcze i omijają międzynarodowe struktury. USA nie ratyfikowały konwencji UNCLOS, co pozwala im działać poza systemem ONZ. Z tej luki korzystają amerykańskie i kanadyjskie spółki, które chcą jak najszybciej rozpocząć komercyjne wydobycie. Japonia zapowiedziała testowe wydobycie już na początku 2026 roku. Jeśli projekt się powiedzie, komercyjna eksploatacja może ruszyć w 2027 roku. Tokio jasno mówi o ograniczeniu zależności od Chin.
Norwegia, mimo ogromnych zasobów szacowanych na dziesiątki milionów ton metali, odkłada decyzje. Europa ryzykuje, że w globalnym wyścigu znów zostanie na końcu.
Źródło: Republika, money.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X