Niespodziewane wtargnięcie do studia. Padły szokujące słowa o Kulczyku.
Widzowie przecierali oczy ze zdumienia, a realizatorzy w popłochu przerwali transmisję. Jedno zdanie wykrzyczane na żywo wystarczyło, by rozpętać burzę, która do dziś wraca w sieci.
Jan Kulczyk, najbogatszy Polak, zmarł w lipcu 2015 roku w wiedeńskiej klinice. Oficjalnie przyczyną były powikłania po rutynowym zabiegu, jednak nagłość śmierci wywołała falę spekulacji w internecie. Wielu internautów zaczęło snuć teorie, że miliarder mógł upozorować własny zgon, by uciec od problemów biznesowych lub politycznych.
Rok później, w 2016 roku, w programie Polsatu „Państwo w państwie” doszło do sytuacji, która tylko podsyciła te plotki. Edyta Sieczkowska niespodziewanie wbiegła do studia z niemowlęciem na rękach, wymachując dokumentami i krzycząc, że Kulczyk żyje. Twierdziła, że posiada dowody na jego rzekome oszustwo i że sama była w to uwikłana.
Transmisja została błyskawicznie przerwana, a kobieta wyprowadzona ze studia. Mimo krótkiego czasu antenowego, jej krzyk i wymachiwanie dokumentami natychmiast odbiły się szerokim echem w sieci. Widzowie i internauci zaczęli na nowo analizować każde zdjęcie i nagranie związane z Kulczykiem, szukając „dowodów” na jego rzekome życie.
Redakcja programu wydała oficjalne oświadczenie:
„Wysłuchaliśmy pani Edyty, ale musi postępować zgodnie z procedurą. Musimy otrzymać dokumentację, aby ją zweryfikować” – wyjaśniła szefowa „Państwa w państwie”.
Źródło: Republika, Polsat
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Polecamy Miłosz Kłeczek Zaprasza
Wiadomości
Najnowsze