Sebastian Fabijański wraca na ekrany i mówi wprost: „Zakończyłem autodestrukcyjny lot”
Sebastian Fabijański właśnie pojawił się w kinach w filmie „Dziki” Macieja Kawulskiego, gdzie wciela się w ostatniego znanego europejskiego inkwizytora – Łowcę z Carcassonne. Przy tej okazji w rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady aktor otworzył się jak nigdy wcześniej. Mówi o autodestrukcji, śmierci ojca, wierze i próbie odbudowania siebie. Padają mocne słowa.
W „Dzikim” Fabijański gra postać skrajną, mroczną i wewnętrznie rozdrapaną. Trudno nie odnieść wrażenia, że to rola szczególnie bliska jego aktualnym przeżyciom. W wywiadzie aktor przyznaje, że przez długi czas sam nie potrafił spojrzeć na siebie bez skrajnych emocji.
„Czasem widzę w lustrze gościa, który jest spoko, a czasem takiego, który do niczego się nie nadaje i jest beznadziejny” – mówi bez ogródek.
Fabijański podkreśla, że lustro nie daje prawdziwej odpowiedzi o tym, kim jesteśmy. Prawda – jego zdaniem – wychodzi dopiero w sytuacjach granicznych, w relacjach z innymi ludźmi i w sposobie reagowania na kryzysy.
A tych w jego życiu nie brakowało. Aktor wprost nazywa okres po śmierci ojca „autodestrukcyjnym lotem”, który stopniowo wymknął się spod kontroli.
„Zakończyłem mój autodestrukcyjny lot, który zmierzał ku upadkowi. Ten etap mam już za sobą” – deklaruje.
Śmierć ojca była momentem przełomowym. Choć ich relacja była trudna, Fabijański nie ukrywa, że to właśnie konflikt z nim napędzał go przez lata. Gdy ten „filar” runął, aktor zaczął szukać wrogów wszędzie – także w przestrzeni publicznej. Dziś przyznaje, że wiele jego decyzji zawodowych było błędem.
Nie ucieka też od tematu freak fightów i medialnych afer.
„Symbolicznie skończyłem się wraz z końcem moich wygłupów w federacji freak fightowej” – mówi, nazywając ten moment swoją „śmiercią kliniczną”.
Fabijański stanowczo odcina się od używek, podkreślając, że nigdy nie szukał w nich ratunku. Zamiast tego – jak sam przyznaje – zaczął szukać sensu i porządku w wierze. Spowiedź stała się dla niego przestrzenią konfrontacji z wstydem i brakiem akceptacji dla własnej przeszłości.
„Cały czas jest mi wstyd za to, jak wyglądało moje życie na pewnym etapie” – wyznaje.
Aktor nie udaje, że wszystko jest już poukładane. Mówi wprost, że jego stosunek do samego siebie nadal jest „spolaryzowany”, podobnie jak opinia publiczna na jego temat. Jednocześnie zaznacza, że potrafi kochać i chce być kochany – także w życiu prywatnym.
Źródło: instagram.com/@sebastian.fabijanski.official
Źródło: Plejada, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X