Ordo Iuris demaskuje "nieideologiczną" ustawę o "statusie osoby najbliższej"
"238. Tyle obowiązujących ustaw musiał zmienić rząd, żeby przeforsować „status osoby najbliższej". Ta jedna liczba najlepiej pokazuje skalę rewolucji, którą zatrzymało weto Prezydenta", ujawnia Instytut Ordo Iuris. Jak podkreśla Instytut, batalia o tożsamość małżeństwa w Polsce dopiero się zaczyna. "Rząd próbuje już wprowadzać „homomałżeństwa" tylnymi drzwiami – przez transkrypcję zagranicznych aktów i naciski na urzędników", alarmuje Ordo Iuris.
To zwycięstwo - weto Prezydenta Karola Nawrockiego - nie zapadło w próżni. Poprzedziły je: dwa lata pracy analitycznej prawników Ordo Iuris, opinia prawna przekazana głowie państwa wraz z apelem o weto, petycja podpisana przez 62 tysiące Polaków, złożona w Kancelarii Prezydenta.
"Ale batalia o tożsamość małżeństwa w Polsce dopiero się zaczyna. Rząd próbuje już wprowadzać „homomałżeństwa" tylnymi drzwiami – przez transkrypcję zagranicznych aktów i naciski na urzędników", alarmuje Ordo Iuris, przypominając m. in. bezczelną słowa "ministry-magistry" Kotuli, która po wecie Prezydenta zapowiedziała - "jak nie drzwiami, to oknem".
Na czynniki pierwsze rozłożył zawetowaną ustawę Rafał Dorosiński, mecenas i członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris.
Prawnik zauważył: "ta szkodliwa ustawa o NIERÓWNOŚCI, NIESTABILNOŚCI i EGOIZMIE:
1. traktowała potrójnie niesprawiedliwie i dyskryminująco:
- małżeństwa względem związków jednopłciowych (przyznawanie przywilejów małżeńskich istniejących ze względu na związek małżeństwa z dziećmi i demografią),
- małżeństwa względem konkubentów (przyznawanie przywilejów małżeńskich tym, którzy mogliby ale nie chcą przyjąć na siebie małżeńskich zobowiązań)
- osoby pozostające w relacji zależności (wymagający opieki rodzic z dorosłym dzieckiem, niepełnosprawne rodzeństwo itp) względem par jednopłciowych.
2. destabilizowała rodziny poprzez osłabienie oczekiwania trwałości i wierności. Ustawa wprost odchodziła od założenia o trwałości związku i rezygnowała z wymogu wierności.
3. wprowadzała do sfery prawa rodzinnego zupełnie obcą mu logikę — logikę transakcji handlowej, typową dla obrotu gospodarczego, z biznesową negocjacją warunków, kalkulacją ryzyka i „optymalizacją” zobowiązań.
W jaki sposób? W ten, że umowa o wspólnym pożyciu miała zawierać część ogólną oraz mogła zawierać część szczegółową. Ta pierwsza obejmowała jednak wyłącznie dane identyfikacyjne stron, datę i miejsce zawarcia, pouczenia oraz formalne oświadczenia stron. Cała reszta byłaby kwestią ustaleń. To, jakie obowiązki, wzajemna odpowiedzialność czy wspólnota faktycznie istnieją między stronami, pozostawałoby w całości przedmiotem ich prywatnych ustaleń. W praktyce oznaczałoby to stworzenie ramy dla potencjalnie bardzo różnych aranżacji relacyjnych, których wspólnym mianownikiem byłaby wyłącznie etykieta „osoba najbliższa w związku”.Do tego dochodzą konsekwencje w postaci degradacji małżeństwa, przyspieszeniu demograficznej zapaści, dalszej eskalacji żądań, ograniczenie praw i wolności obywatelskich (wolność słowa, wolność sumienia czy prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami) i wiele innych", podsumował Rafał Dorosiński.
Ciekawe, czy Kotula znalazła już swoje "okno"?
Źródło: Ordo Iuris, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X