Warszawa potrzebuje ponad 600 schronów. Metro nie zapełni tej luki
Warszawa ma metro. Warszawa ma program „Podziemna Tarcza". Czego nie ma to kompleksowy plan rozmieszczenia obiektów ochrony ludności i rachunku kosztów. Analiza dokonana przez ekspertów pokazuje, że skala wyzwania jest znacznie większa, niż wynika z oficjalnych komunikatów ratusza, a metro, choć cenny zasób, może rozwiązać problem bezpieczeństwa ludności zaledwie w kilku procentach.
Eksperci firmy HOLDFORT przeprowadzili wstępną analizę zapotrzebowania stolicy na schrony i ukrycia, stosując standard dostępności wynikający z aktualnych przepisów: maksymalnie 500 metrów dojścia od miejsca stałego pobytu. Wynik jest jednoznaczny — Warszawa potrzebuje co najmniej 619 budowli ochronnych. Należy przy tym zaznaczyć, że miejsca doraźnego schronienia (MDS) nie spełniają tych wymagań i stanowią jedynie uzupełnienie katalogu obiektów zbiorowej ochrony.
Wyznaczona w analizie liczba obiektów to jednak wartość minimalna, wynikająca z rozłożenia równomiernej siatki pokrycia w granicach administracyjnych miasta z pominięciem obszarów bez możliwości zabudowy lub zabudową dopuszczoną do 5 proc. Rzeczywistość urbanistyczna jest jednak bardziej wymagająca.
„619 to liczba, którą można narysować na mapie Warszawy, jednak miasto to nie jest siatka na papierze, ale realne bariery architektoniczne, rzeki, zamknięte osiedla i tereny przemysłowe. Gdy weźmiemy pod uwagę rzeczywiste drogi dojścia i przeszkody urbanistyczne, faktyczna liczba potrzebnych budowli ochronnych będzie znacznie wyższa" — mówi Piotr Jarosz, ekspert w dziedzinie planowania infrastruktury ochronnej w HOLDFORT S.A.
„Podziemna Tarcza" - dobry kierunek, ale nie rozwiązanie problemu
W grudniu 2025 roku prezydent Rafał Trzaskowski ogłosił program „Podziemna Tarcza". Metro Warszawskie ma zostać przystosowane do pełnienia funkcji schronienia dla ponad 100 tys. osób, a pustki technologiczne przy stacjach takich jak Plac Wilsona czy Bródno mają służyć jako magazyny kryzysowe.
Jak pokazuje analiza HOLDFORT, 39 istniejących stacji metra pokrywa potrzeby miasta w zaledwie kilku procentach. Nawet gdyby każda stacja spełniała normy budowli ochronnej, luka pozostałaby ogromna.
Problem jest głębszy, dosłownie. Warszawa ma tzw. metro płytkie i jego stacje leżą zwykle od kilku do kilkunastu metrów pod ziemią, a rekord głębokości wynosi zaledwie 23 metry na stacji Nowy Świat-Uniwersytet. Dla porównania metro moskiewskie sięga 84 metrów, a londyńskie ponad 58. To nie jest kwestia prestiżu, lecz fizyki: głębokość decyduje o ochronie przed falą uderzeniową.
Singapur pokazuje, jak to zrobić. Różnica tkwi w planowaniu
W debacie publicznej metro często przywołuje się jako przykład sprawnego systemu ochrony. Tyle że za każdym razem, gdy pada sformułowanie „metro jako schron", rozmówcy myślą o Singapurze i popełniają fundamentalny błąd: porównują obiekty zaprojektowane od zera jako budowle ochronne z obiektami, które nigdy takim standardem nie były objęte.
Singapurski system ochrony ludności jest konsekwentnie budowany od 1983 roku, a jego budowę rozpoczęto od podziemnych stacji metra. Dziś w Singapurze funkcję publicznych schronów pełni 59 stacji, z których każda może pomieścić od 3 000 do 19 000 osób. To nie jest efekt spontanicznej decyzji władz, ale skutek czterech dekad konsekwentnego planowania.
Od 1997 roku prawo nakłada tam obowiązek wykonania pomieszczenia ochronnego o standardzie podobnym do polskiego ukrycia w każdym nowym mieszkaniu lub jako wspólne pomieszczenie dla całego piętra, a schrony publiczne powstają obowiązkowo w szkołach i wszystkich budynkach użyteczności publicznej, gdzie na co dzień pełnią inne funkcje.
„Singapur to nie jest historia o metrze. To historia o tym, że decyzję o budowie systemu ochrony ludności podjęto 40 lat temu i konsekwentnie jej przestrzegano. Każda nowa stacja metra, każde nowe osiedle, każda szkoła od pierwszego szkicu były projektowane z myślą o funkcji ochronnej" — mówi Piotr Jarosz.
Potrzebny jest system, nie łatka
Analiza HOLDFORT prowadzi do jednoznacznego wniosku: Warszawa, podobnie jak inne polskie miasta, nie potrzebuje kilku dużych budowli ochronnych. Potrzebuje gęstej, równomiernie rozproszonej sieci obiektów, dostępnych w odległości kilkuset metrów od każdego miejsca zamieszkania. Metro może być jednym z elementów tej sieci, ale nie może być uzasadnieniem dla braku systemowych inwestycji.
„Widzę pewien schemat w polskiej debacie o ochronie ludności: zawsze szukamy jednego, prostego rozwiązania, które wszystko załatwi. W pierwszej kolejności budujemy MDS-y choć są najmniej istotne, a teraz inwestycja w metro. To nie jest myślenie strategiczne. Skuteczny system to setki obiektów, w tym ukrycia i schrony, rozmieszczone równomiernie, gotowe całą dobę, projektowane z myślą o ochronie ludności, a nie adaptowane w pośpiechu, bez całościowego planu i rachunku kosztów" — podsumowuje Piotr Jarosz.
Warszawa ma 1,8 miliona mieszkańców i 39 stacji metra. Singapur budował swoją infrastrukturę ochronną przez 40 lat nie dlatego, że nie miał innych pomysłów, ale dlatego, że ochronę ludności wpisał w każdą inwestycję, w każdy budynek, w każde osiedle. Jak podkreślają eksperci, to nie był program. To była filozofia. Polska tę filozofię dopiero zaczyna odkrywać i mamy przed sobą wybór: zacząć budować system już dziś, albo za dekadę tłumaczyć, dlaczego znów zabrakło czasu.
Źródło: HOLDFORT S.A., Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Warszawa potrzebuje ponad 600 schronów. Metro nie zapełni tej luki
Zapaść w ochronie zdrowia. Protestują szpitale i przedsiębiorcy!
Spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z białoruskim obrońcą praw człowieka Alesiem Bialackim
HIT DNIA