Mieszkańcy są przerażeni: w kotlinie Wigierskiego Parku Narodowego ma powstać... blokowisko
To prawdziwy, a nie wydumany skandal ekologiczny. W kotlinie Wigierskiego Parku Narodowego ma powstać duże osiedle bloków mieszkalnych. Ma powstać mimo sprzeciwu mieszkańców, którzy napisali do nas w tej sprawie, i rzeczywistego zagrożenia przyrody. To wszystko dzieje się w "uśmiechniętej Polsce" Tuska i Hennig-Kloski, której marzeniem jest nadanie statusu osoby prawnej rzece Odrze.
Sprawa dotyczy planowanej budowy dużego osiedla mieszkaniowego w miejscowości Płociczno-Tartak w gminie Suwałki. Inwestycja ma powstać na terenie dawnego tartaku, który obecnie nie pełni już funkcji przemysłowej i w znacznym stopniu uległ naturalnej degradacji.
Jak zwracają uwagę mieszkańcy, kluczowe jest jednak to, gdzie ta inwestycja ma być realizowana. Teren ten znajduje się jednocześnie: w obszarze Natura 2000 „Puszcza Augustowska”, w otulinie Wigierskiego Parku Narodowego, oraz w Obszarze Chronionego Krajobrazu „Puszcza i Jeziora Augustowskie”.
"Mówimy więc o miejscu objętym wielopoziomową ochroną przyrody, gdzie każda większa ingerencja powinna być szczególnie dokładnie przeanalizowana. Tymczasem w tej sprawie doszło do sytuacji odwrotnej – najważniejsze elementy tej analizy zostały pominięte", podkreślają mieszkańcy i piszą dalej, że ich najważniejszym zarzutem jest fakt, że dla tej inwestycji nie przeprowadzono pełnej oceny oddziaływania na środowisko.
Piszą: "Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska uznała, że taka ocena nie jest konieczna. W praktyce oznacza to, że nie powstał raport środowiskowy, który powinien szczegółowo odpowiedzieć na pytania: jaki będzie wpływ inwestycji na przyrodę, czy zagrożone są siedliska i gatunki chronione, jakie środki ochronne powinny zostać zastosowane. W przypadku inwestycji zlokalizowanej w obszarze Natura 2000 i w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Narodowego, taka decyzja budzi poważne wątpliwości. Standardem w takich sytuacjach jest przeprowadzenie pełnej analizy, zgodnie z przepisami krajowymi i unijnymi. Brak tej oceny oznacza, że decyzja została wydana bez pełnej wiedzy o skutkach środowiskowych".
Mieszkańców niepokoi także to, że "Wigierski Park Narodowy nie został włączony do postępowania na etapie wydawania decyzji środowiskowej. W praktyce oznacza to, że instytucja, której zadaniem jest ochrona tego konkretnego obszaru, nie miała możliwości wypowiedzenia się w kluczowym momencie procedury. Trudno uznać to za zwykłe niedopatrzenie. W sytuacji, gdy inwestycja znajduje się w otulinie parku i może wpływać na jego ekosystem, udział tego organu powinien być oczywisty i obligatoryjny. Pominięcie Parku w takiej sprawie podważa sens całego systemu ochrony przyrody, który zakłada, że decyzje dotyczące takich terenów są podejmowane przy udziale wyspecjalizowanych instytucji."
Kolejnym poważnym zarzutem jest to, że, jak twierdzą, dokumentacja inwestycji kłóci się ze stanem faktycznym obszaru, na którym ma być przeprowadzona. "W Karcie Informacyjnej Przedsięwzięcia wskazano, że na terenie inwestycji funkcjonuje tartak, który generuje hałas i w związku z tym uniemożliwia bytowanie zwierząt. W rzeczywistości tartak nie działa od wielu lat. Teren przestał pełnić funkcję przemysłową i zaczął się naturalnie odtwarzać – pojawiła się roślinność, a wraz z nią potencjalne siedliska zwierząt", tłumaczą w liście.
Mieszkańcy sugerują tu wyraźnie złą wolę osób odpowiedzialnych za dopuszczenie do inwestycji. Jak napisali, rzeczywisty stan terenu nie jest trudny do ustalenia. "Jest to fakt powszechnie znany lokalnie, a także znany organowi gminy. Wójt miał świadomość rzeczywistego stanu terenu, między innymi w związku z wcześniejszymi procedurami i udziałem w działaniach dotyczących tej nieruchomości, w tym postępowaniami przetargowymi", tłumaczą, by następnie podkreślić, że "mimo tego w dokumentacji przyjęto założenie o działającym zakładzie. To założenie miało konkretne konsekwencje: odstąpiono od badań przyrodniczych, nie wykonano inwentaryzacji gatunków, nie przeanalizowano faktycznego oddziaływania inwestycji. W efekcie organy opiniujące mogły podejmować decyzje na podstawie obrazu terenu, który nie odpowiada rzeczywistości".
"Brak przeprowadzenia badań przyrodniczych w takim miejscu jest szczególnie poważny", alarmują mieszkańcy i podkreślają, że teren inwestycji znajduje się pomiędzy zbiornikami wodnymi a kompleksem leśnym, co sprawia, że może pełnić funkcję korytarza migracyjnego dla wielu gatunków. Obszar Natura 2000 „Puszcza Augustowska” jest jednym z najcenniejszych przyrodniczo terenów w Polsce. Występuje tam kilkadziesiąt gatunków ptaków objętych ochroną na poziomie Unii Europejskiej, w tym gatunki zagrożone i ujęte w Polskiej Czerwonej Księdze. Inwestycja może doprowadzić do zniszczenia siedlisk chronionych gatunków bez wcześniejszej identyfikacji tego ryzyka.
Mieszkańcy zwracają też uwagę, że inwestycja nie ma charakteru punktowego – a jest dużym przedsięwzięciem obejmującym zabudowę wielorodzinną, drogi wewnętrzne, parkingi oraz infrastrukturę techniczną.
"Znaczna część terenu ma zostać utwardzona, co prowadzi do: zmiany stosunków wodnych, zwiększonego spływu wód opadowych, ryzyka zanieczyszczenia gleby i wód gruntowych. Z dokumentacji wynika, że ilość odprowadzanych wód może być bardzo duża, liczona w setkach litrów na sekundę. Bez przeprowadzenia pełnej analizy środowiskowej nie wiadomo, jak te zmiany wpłyną na okoliczne tereny chronione, w tym Wigierski Park Narodowy", alarmują.
Nie tylko przyroda jest jednak zagrożona. "Płociczno-Tartak to miejscowość o charakterze wiejskim, z dominującą zabudową jednorodzinną i niską intensywnością zabudowy. Planowana inwestycja wprowadza zupełnie inny model – wielokondygnacyjne budynki wielorodzinne, które zmieniają skalę i charakter przestrzeni. Z uwagi na te wątpliwości została zlecona niezależna ekspertyza dotycząca ładu przestrzennego, przygotowywana przez Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Dodatkowo konserwator zabytków odmówił uzgodnienia inwestycji, wskazując na jej negatywny wpływ na krajobraz i brak dopasowania do otoczenia", podkreślają mieszkańcy.
Zwracają też oni uwagę, że spore wątpliwości budzi sposób oraz termin prowadzenia całego postępowania. Piszą: "procedura była prowadzona w okresie obejmującym czas świąt, w tym również świąt prawosławnych, które w regionie mają istotne znaczenie społeczne. W praktyce oznacza to, że znaczna część mieszkańców była w tym czasie wyłączona z bieżącego życia publicznego i nie miała realnej możliwości zapoznania się z dokumentacją ani zajęcia stanowiska. Okres na składanie uwag był ograniczony, a jego przebieg przypadł na czas, w którym aktywność społeczna jest naturalnie mniejsza. W praktyce oznacza to, że decyzja dotycząca inwestycji o dużym wpływie na otoczenie została podjęta bez realnej możliwości pełnego udziału społeczności lokalnej".
Mieszkańcy stworzyli profil społecznościowy pn. STOP Blokowisku w Płocicznie-Tartak. Podkreślili w nim, że są stanowczo przeciwni budowie blokowiska w ich wsi ("Nie zgadzamy się na betonowanie naszej wsi i niszczenie jej charakteru"). Nie sprzeciwiają się jednak budowie nowych domów - jednorodzinnych lub w zabudowie szeregowej.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Mieszkańcy są przerażeni: w kotlinie Wigierskiego Parku Narodowego ma powstać... blokowisko
TSUE stanął po stronie LGBT. Ten wyrok dotyczy nie tylko Węgier
Biały Dom zareagował na wywiad Tuska. Kolejna próba wypychania USA z Europy?