Odwołany ze stanowiska dyrektora Instytutu Pileckiego Ruchniewicz pozostaje jego szefem w... Internecie

Wydawałoby się, że co jak co, ale odwołanie szefa ważnej instytucji zasługuje na wzmiankę na jej stronie internetowej i w kontach społecznościowych. W przypadku Krzysztofa Ruchniewicza, usuniętego ze stanowiska szefa Instytutu Pileckiego tak jednak nie jest. Choć odwołała go kilka dni temu ministra kultury, wzmianki o tym nie znajdziemy na profilu Instytutu Pileckiego, a także na FB, czy x.com Instytutu. Wody w usta nabrała nawet rzecznik instytucji. Więcej - na stronie internetowej Instytutu Pileckiego nie dokonano żadnych zmian w zakładce "kierownictwo" - szefem jest, wedle tej zakładki, nadal Ruchniewicz.
Mimo woli przypomina się dowcip z czasów PRL o tym jak to tow. Breżniew zaprosił Napoleona na defiladę na Placu Czerwonym. Dumny ze swojej armii sekretarz generalny KPZR zapytał cesarza, który zaczytał się w "Prawdzie" i na maszerujące oddziały nie zwracał większej uwagi, co sądzi o żołnierzach sowieckich? Napoleon mruknął tylko: "co tam armia. Gdybym ja miał taką gazetę, do tej pory nikt by nie wiedział, że przegrałem pod Waterloo".
Przy takich lojalnych współpracownikach, odwołany szef Instytutu Pileckiego może długo jeszcze nim pozostać - przynajmniej w Internecie.
Dla porządku zaznaczmy jeszcze, że Ruchniewicza ministra kultury odwołała 29 sierpnia, a jego miejsce, jak poinformowała tego samego dnia na konferencji - "po zakończeniu procedury odwoławczej - jako p.o. dyrektora zajmie Karol Madaj".
Źródło: Republika, Instytut Pileckiego
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X