Trzaskowski debatował o zarządzaniu miastem z burmistrzem Berlina, który zasłynął grą w tenisa w czasie blackoutu
Rafał Trzaskowski po przegranych wyborach prezydenckich najwyraźniej szuka nowych inspiracji do zarządzania Warszawą w najbliższych latach. Standardowo, jak na polityka KO przystało, zwrócił się w stronę „europejskiego wzorca” Niemiec – zapraszając do rozmowy burmistrza Berlina, który zasłynął m. in. grą w tenisa w czasie blackoutu.
"Eksperci" Trzaskowskiego z Berlina do zarządzania Warszawą
Rafał Trzaskowski lubi mówić o "europejskich standardach", współpracy i nowoczesnym zarządzaniu miastem. Nic więc dziwnego, że na debatę o tych kwestiach zaprosił "wzorowego" z punktu widzenia liberalnego establishmentu burmistrza Berlina Kaia Wegnera. Wydarzenie odbyło się w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie i dotyczyło „wyzwań społecznych i infrastrukturalnych europejskich miast”.
Brzmi poważnie. Problem w tym, że osiągnięcia Wegnera na tym polu są wyjątkowo marne. Berlin w ostatnich latach zmaga się z narastającą kumulacją problemów, których władze miasta nie potrafią skutecznie opanować: od rosnącej przestępczości i brutalizacji życia publicznego, w tym rekordowych poziomów przemocy oraz incydentów na dworcach i w przestrzeni miejskiej, przez gwałtowny wzrost przestępstw motywowanych politycznie i napięć społecznych związanych z migracją, aż po pogłębiający się kryzys mieszkaniowy i gospodarczy, który utrudnia dostęp do mieszkań i destabilizuje rynek nieruchomości. Do tego dochodzą problemy infrastrukturalne i bezpieczeństwa, czego symbolem był ostatni paraliżujący blackout dotykający dziesiątki tysięcy mieszkańców, a także chaos w polityce transportowej i cofanie się w rozwoju nowoczesnej mobilności miejskiej, co razem tworzy obraz miasta borykającego się z wielowymiarowym kryzysem zarządzania.
Berlin bez prądu, burmistrz na korcie
Gdy Berlin pogrążył się w blackoutcie, tysiące ludzi zostało bez prądu. Chaos, dezorganizacja, realny kryzys. Nie działały podstawowe usługi, mieszkańcy pozostawali bez informacji, a służby zmagały się z ogromną presją. W takiej sytuacji naturalnym oczekiwaniem jest jedno pełna mobilizacja władz miasta i osobiste zaangażowanie jego gospodarza. I co robił w tym czasie burmistrz? Grał w tenisa.
Niemieckie media ujawniły, że Kai Wegner zamiast być w centrum zarządzania kryzysowego, pojawił się na korcie. Gdy mieszkańcy próbowali odnaleźć się w sytuacji zagrożenia, on spędzał czas na sportowej aktywności. Późniejsze tłumaczenia, że „koordynował działania telefonicznie”, tylko pogłębiły wrażenie chaosu i braku odpowiedzialności. Był to co prawda krótki epizod, ponieważ po około godzinie wrócił do pracy, jednak trudno nie dostrzec w tej sytuacji symbolicznego obrazu podejścia do odpowiedzialności w momencie kryzysu.
I właśnie taka postać staje obok Rafała Trzaskowskiego jako partner do rozmowy o bezpieczeństwie i odporności miast.
Internauci celnie punktują, że dla prezydenta Warszawy ważniejszy jest chyba polityczny PR i „europejski szyld” niż realne kompetencje i odpowiedzialność. Bo trudno mówić o zarządzaniu kryzysowym z kimś, kto w czasie kryzysu… jest na korcie tenisowym.
Czy naprawdę wśród politycznych kolegów KO nie ma samorządowców, którzy w sytuacji kryzysowej stają na wysokości zadania zamiast znikać z pola widzenia?
Źródło: Republika, instagram.com/sghwarsaw/, dw.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Polecamy Hity w sieci
Wiadomości
Najnowsze
Szokujące słowa kard. Rysia w "GW". "Niepokoi relatywne podejście do zasad moralnych"
Lewandowski odcina się od własnej firmy! Kulisy problemów i nagła decyzja piłkarza
Wizyta papieża w Afryce. Cztery kraje na trasie
"Bez nich nie byłoby wolnej Polski". Morawiecki przypomina historię "Solidarności Walczącej"
Meghan Markle planuje kolekcję inspirowaną Dianą. Internauci nie zostawiają na niej suchej nitki
Nisztor w podcaście "13 Piętro" o tym, co piszczy w prokuraturze Żurka i na szczytach władzy Donalda Tuska