Przejdź do treści
NBP Prezes NBP Prof. Adam Glapiński: Narodowy Bank Polski posiada w tej chwili ponad 632 tony złota. Jesteśmy w top 10 państw o największych zasobach złota na świecie. To historyczny moment
17:50 Tajlandia: Pięcioro pracowników szkoły zginęło w piątek z rąk 14-letniego ucznia, który otworzył ogień w placówce pod Bangkokiem. Wcześniej w domu zabił swoich dziadków. Nastolatek po ataku popełnił samobójstwo
17:37 Katarzyna Niewiadoma-Phinney wygrała 7. etap Tour de France i została liderką wyścigu
17:01 Hiszpania domaga się od Włoch zniesienia kontroli granicznych dla Hiszpanów i grozi odwetem
16:30 Szwajcarski kolarz Jan Christen wygrał na górze Kocierz piąty etap wyścigu Tour de Pologne
15:55 Kujawsko-pomorskie: Załogi kilkudziesięciu łodzi biorą udział w rozpoczętym w piątek we Włocławku 10. Festiwalu Wisły. W czasie rejsu uczestnicy odwiedzą dziewięć miejscowości w woj. kujawsko-pomorskim
15:34 Piotr Duda: „Solidarność” wznowi zbiórkę podpisów pod referendum klimatycznym. Związek ma już 450 tys. z 500 tys. potrzebnych podpisów
14:39 Podkarpackie: Ulewy zalały część Szpitala Uniwersyteckiego w Rzeszowie; wstrzymano przyjęcia
14:29 Polska: Prezydent podpisał nowelę ustawy o zastawie rejestrowym i w trybie kontroli następczej skieruje ją do TK
Ważne Ukazała się najnowsza książka "Reset" autorstwa prof. Sławomira Cenckiewicza, Michała Rachonia i Grzegorza Wierzchołowskiego. Szczegóły na stronie sklep.tvrepublika.pl oraz pod numerem tel. 22 232 37 70
Portal tvrepublika.pl Informacje z kraju i świata 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nie zasypiamy nigdy. Bądź z nami - TVREPUBLIKA.PL
Wydarzenie Klub "GP" Perth zaprasza na WYSTAWY: "Walka i Cierpienie. Obywatele polscy podczas II WŚ" oraz "STRATY WOJENNE POLSKI SPOWODOWANE PRZEZ NIEMCÓW PODCZAS II WŚ". Wystawy otwarte w weekendy do 17.08. Klub Gen. Sikorskiego, 7 Bellevue Road, Bellevue, Perth
Wydarzenie Klub Gazety Polskiej Międzyrzecz zaprasza na spotkanie z Piotrem Walentynowiczem (wnukiem Anny Walentynowicz), 8 sierpnia 2026 r., godz. 15.00. Sala na Plebanii przy Kościele pw. św. Wojciecha w Międzyrzeczu
Wydarzenie Prezydent Karol Nawrocki spotka się z mieszkańcami Skawiny. Otwarte spotkanie odbędzie się w niedzielę, 9 sierpnia, o godz. 14:00 na rynku. Organizatorzy proszą o wcześniejsze przybycie ze względu na kontrole bezpieczeństwa
Wydarzenie Niedziela, 9.08, godz. 11:00 | Kościół św. Stanisława Biskupa, ul. Bema 73, Warszawa | Msza św. dziękczynna z okazji 1. rocznicy zaprzysiężenia Prezydenta RP Karola Nawrockiego oraz w intencji Dziennikarzy i Pracowników TV Republika
Wydarzenie Festiwal Etnograficzny Powiatu Garwolińskiego, niedziela, 9 sierpnia, Miętne koło Garwolina. Na wielkie święto kultury ludowej zaprasza Iwona Kurowska, Starosta Powiatu Garwolińskiego
Wydarzenie Klub „Gazety Polskiej" Rawa Mazowiecka II zaprasza na msze św. oraz spotkanie z ks. prof. Jarosławem Wąsowiczem połączone z wystawą IPN, 14 sierpnia, g. 17:00, Kościół pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, Pl. Piłsudskiego 9, Rawa Mazowiecka
Wydarzenie Klub Gazety Polskiej w Działdowie zaprasza na spotkanie z posłem Prawa i Sprawiedliwości mec. Andrzejem Śliwką, które odbędzie się 11 sierpnia 2026 r. o godz. 17:00 na Zamku w Działdowie.
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Pabianice zaprasza na Festyn Patriotyczno-Rodzinny 15 sierpnia, rozpoczęcie godz. 16:00 Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, ul. Jana Pawła II 46, Pabianice
Wydarzenie Częstochowa: Trwa zbiórka podpisów pod referendum ws. odwołania prezydenta miasta i Rady Miasta. Podpisy można składać od poniedziałku do piątku w godz. 16.00–19.00 w punkcie „Kwadraty” przy al. Wolności 1

"To ja, Andrzej Duda". Wspomnienie katastrofy smoleńskiej - "widzimy się w poniedziałek" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Źródło: andrzejduda.pl

Telewizja podawała coraz gorsze informacje. Nadzieje szybko zostały rozwiane. W katastrofie zginęli wszyscy pasażerowie i załoga samolotu, łącznie 96 osób. Nie mogłem w to uwierzyć - czytamy we fragmencie książki prezydenta Andrzeja Dudy.

— Dzień dobry, panie prezydencie!
— Dzień dobry! No i wróciłem, pani Aniu.

Bardzo ucieszyłem się na jej widok.

Pani Anna pełni funkcję sekretarki prezydenta od 30 lat. Prezydenci się zmieniają, a ona jest. To profesjonalistka w każdym calu, chodząca dyskrecja. Za nic człowiek nie dowie się od niej, jak funkcjonowali poprzednicy — nie powie ani słowa! Można za to doradzić się w sprawach funkcjonowania samego urzędu. Jak coś działało wcześniej? Dlaczego trzeba to robić tak, a nie inaczej? Czy korespondencja, którą otrzymaliśmy, to coś rutynowego? Pani Ania to chodząca pamięć instytucjonalna kancelarii. Jest przy tym niezwykle miła. Ostatni raz widzieliśmy się w 2010 roku, gdy ze łzami w oczach opuszczałem Pałac Prezydencki. Teraz, w sierpniu 2015 roku, wracałem do znanego miejsca, choć przecież w zupełnie innej roli.

Z Sieni Wielkiej skierowałem się w lewo i wszedłem do Sali Chorągwianej. Wyglądała teraz inaczej, niż ją zapamiętałem. W 2013 roku prezydent Komorowski wyposażył ją w repliki historycznych polskich chorągwi — od Grunwaldu do Solidarności. Ale dla mnie to pomieszczenie już na zawsze pozostało miejscem pożegnania z przyjaciółmi z kancelarii. Trumna przy trumnie, każda owinięta biało-czerwoną flagą. Na jednej — harcerski kapelusz, na innej — bukiecik kwiatów. Przed trumnami rzędy składanych plastikowych krzeseł, na których rodziny mogły czuwać o każdej porze dnia i nocy.

Tutaj przyprowadzano i stąd wyprowadzano kondukty.

Niekończący się maraton pogrzebów. Dwa, trzy, cztery dziennie.
Wojskowe Powązki, Cmentarz Bródnowski, cmentarze poza Warszawą.

Odebranie flagi z trumny i przekazanie wdowie.

Ostatnie obowiązki wobec przyjaciół.

— Andrzej, wygłoś mowę pożegnalną dla Władka. Kilka słów w naszym imieniu — poprosili koledzy z kancelarii.

Mnie, najmłodszego, z najkrótszym stażem. Minęły ponad dwa lata, odkąd przyszedłem do kancelarii, ale wciąż mi się wydawało, że jestem nowy.

Do wypełnionego po brzegi kościoła Świętej Anny wchodziłem z gulą w gardle.

— Gdy coś było nie tak, pan prezydent wskazywał na ciebie i mówił: „Władku, idź”. Zawsze szedłeś i zawsze byłeś niezawodny — powiedziałem, patrząc na katafalk z ciałem Władka Stasiaka.

Ósmego kwietnia towarzyszyłem prezydentowi Kaczyńskiemu podczas wizyty roboczej na Litwie, razem z ministrami Mariuszem Handzlikiem i Pawłem Wypychem. Okoliczności poprzedzające wyjazd do Wilna były trudne. Po dwóch kadencjach prezydenta Valdasa Adamkusa, zaprzyjaźnionego z Lechem Kaczyńskim, prezydenturę objęła Dalia Grybauskaitė, uchodząca za prorosyjską.

Litewski parlament odrzucił projekt ustawy dopuszczającej pisownię polskich nazwisk zgodnie z ich brzmieniem. Był to poważny problem w relacjach z Litwą i cios w polską społeczność. W dodatku prezydent Kaczyński dowiedział się o tej decyzji Seimasu od razu po wylądowaniu w Wilnie. Powstało wrażenie, że był to umyślny afront, manifestacja niechęci i wrogości wobec polskiego prezydenta. Rozmowy toczyły się w oficjalnej, chłodnej atmosferze.

Około godziny dziewiętnastej lecieliśmy z powrotem do Warszawy. Prezydent wydawał się smutny, w refleksyjnym nastroju. Niby z nami rozmawiał, ale wpatrywał się w okno samolotu, za którym panowały ciemności. Mariusz Handzlik, minister odpowiedzialny za sprawy zagraniczne, zasnął. Zajmowałem miejsce obok Pawła Wypycha, z którym byłem zaprzyjaźniony. W pewnym momencie prezydent popatrzył na nas i oświadczył:

— Widzicie, mam już swoje lata. Moje pokolenie powoli będzie odchodzić, a na waszym spocznie ciężar prowadzenia dalej polskich spraw.

Piątek był zwyczajnym dniem roboczym. Miałem sporo pracy jako minister odpowiedzialny za kwestie związane z legislacją i wymiarem sprawiedliwości. Przed budynkiem kancelarii prezydenta przy Wiejskiej spotkałem byłego prokuratora krajowego, posła Zbigniewa Wassermanna.

— O, cieszę się, że pana widzę — powiedział Wassermann, krakowianin, tak jak ja. — Chciałem zaproponować panu prezydentowi ciekawego kandydata na zastępcę prokuratora generalnego do spraw wojskowych. Pracuje w prokuraturze wojskowej i nazywa się Marek Pasionek. Proszę zapytać prezydenta, czy zechce mnie przyjąć w tej sprawie.

Po południu pojechałem do Pałacu, aby przekazać wiadomość od Zbigniewa Wassermana. Sekretarki poinformowały mnie, że prezydenta nie będzie przez cały dzień. Usłyszałem, że nie można mu przeszkadzać, bo przygotowuje się w Belwederze do wystąpienia, które nazajutrz wygłosi w Katyniu.

— Jeśli sprawa jest bardzo pilna, niech pan minister nie jedzie, tylko lepiej zadzwoni.
Tak zrobiłem. Lech Kaczyński od razu zaczął planować, że zajmie się sprawą po powrocie z Rosji.
— Spotkam się ze Zbyszkiem Wassermannem we wtorek, z prokuratorem generalnym w środę, a ty w takim razie przyjdź do mnie w poniedziałek koło południa, jak pozałatwiasz pierwsze sprawy w biurze.
— Dobrze, to widzimy się w poniedziałek.
— Do zobaczenia.

To była nasza ostatnia rozmowa.

Zamknąłem za sobą drzwi gabinetu i pojechałem na Dworzec Centralny. Stamtąd wyruszyłem do domu, do Krakowa. Cieszyłem się na wspólny weekend z żoną i córką.

W sobotę lubiliśmy dłużej pospać. Przed dziewiątą usłyszałem dzwoniący telefon, ale nie bardzo chciało mi się rozmawiać. Ktoś dzwonił jednak tak natarczywie, że Agata podała mi komórkę, abym odebrał. Spojrzałem na wyświetlacz — dzwoniła przyjaciółka rodziny, sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku. Pomyślałem, że musiało się coś wydarzyć, skoro chce rozmawiać tak wcześnie.
— Dzień dobry, pani sędzio.
— Andrzej?
— Tak, to ja.

Rozpłakała się.

Miała ponad 70 lat i nie była w pełni sprawna. Zerwałem się i usiadłem na łóżku, próbując ustalić, co się stało.
— W Smoleńsku spadł samolot z prezydentem.

Zacząłem krzyczeć, że to niemożliwe. Po chwili przeprosiłem ją, odłożyłem słuchawkę. Do Agaty i do mnie dzwonili kolejni znajomi, by sprawdzić, czy byłem w samolocie do Rosji.

Telewizja podawała coraz gorsze informacje. Nadzieje szybko zostały rozwiane. W katastrofie zginęli wszyscy pasażerowie i załoga samolotu, łącznie 96 osób. Nie mogłem w to uwierzyć.

Natychmiast zacząłem organizować wyjazd do Warszawy. W kancelarii panował ogromny ruch, a widok opustoszałych gabinetów łamał nam serca. Zginęli Władysław Stasiak — szef kancelarii, wspomniani sekretarze stanu Paweł Wypych i Mariusz Handzlik, Barbara Mamińska — dyrektor biura kadr i odznaczeń, Izabela Tomaszewska — dyrektor zespołu protokolarnego w gabinecie prezydenta, Aleksander Szczygło — szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Dariusz Jankowski z biura obsługi kancelarii. Zginęło dziewięcioro funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu — wszystkich znałem. Ksiądz Roman Indrzejczyk — kapelan prezydenta RP, chodząca dobroć. Wojciech Lubiński — lekarz prezydenta. Kasia Doraczyńska — niespełna 32-letnia zastępca dyrektora gabinetu szefa kancelarii, podobnie jak ja harcerka. Osierociła czteroletnią córeczkę.

Wieczorem Jarosław Kaczyński dotarł do Smoleńska i zidentyfikował ciało brata. Dzień później zostało sprowadzone do Warszawy.

Dwunastego kwietnia ciało pierwszej damy, przewiezione do Instytutu Medycznego w Moskwie, zidentyfikował jej brat, Konrad Mackiewicz. Zostałem wyznaczony do zorganizowania transportu z Moskwy. Miała mi towarzyszyć Bożena Borys-Szopa, podobnie jak ja podsekretarz stanu w kancelarii, wraz z żołnierzami. Na pokład casy wzięliśmy trzy trumny o różnych krojach — dwie spore i jedną wyraźnie mniejszą. Spośród nich mieliśmy wybrać tę, w której spocznie pani prezydentowa.

Zajęliśmy miejsca w samolocie i patrzyliśmy na trumny, całkowicie zdruzgotani.

Bożena cichym głosem powiedziała:
— Andrzejku, te dwie wyglądają strasznie, jak szafy. Nie możemy do takiej trumny położyć Marylki. Ta trzecia jest subtelna, drobna jak nasza Marylka.
— Dobrze, jeśli tak uważasz, to tak zrobimy.

Wieczorem, po dwudziestej drugiej, byliśmy już w Moskwie. Na lotnisku czekali przedstawiciele strony rosyjskiej i polscy dyplomaci. Nalegali, że przewiozą nas do hotelu, a rano pojedziemy do Instytutu Medycznego. Nie zgodziłem się, chciałem jak najszybciej znaleźć się przy pani Marii i dopilnować, żeby każda czynność odbyła się z należytym szacunkiem.

Kostnica w Instytucie Medycznym była przerażającym miejscem. Spotkaliśmy Konrada Mackiewicza (ironia losu: był pułkownikiem Wojska Polskiego i jako ekspert pomagał komisjom badającym wypadki w lotnictwie wojskowym). Potwierdził, że rozpoznał ciało siostry. Noc spędziliśmy wspólnie na korytarzu.
Personel był kompletnie zaskoczony naszą obecnością, nie wiedzieli, co z nami zrobić.

Później atmosfera nieco się poprawiła, zaproponowano nam kawę, udostępniono pomieszczenie. Przychodzili do nas różni pracownicy, na czele z dyrektorem, który ze zmęczenia zasypiał na krześle.

Wiedzieliśmy, że gdzieś w tym wielkim budynku są ciała naszych kolegów z kancelarii. Usilnie prosiliśmy o możliwość pożegnania się z nimi. Gdy powtarzaliśmy żądania, natychmiast pojawili się funkcjonariusze rosyjskich służb.

— Tak, tak — mówili. — Za chwilę, za godzinę.

I nic się nie działo. Zwodzili nas całą noc. A czas płynął.

Dopiero o świcie zabrano nas do wyłożonej kafelkami piwnicy, do której przywieziono szczątki na metalowych wózkach. Dwa czarne worki były zapieczętowane i oznaczone napisami po rosyjsku: Wypych, Stasiak.

Upewniłem się, że rodzina dokonała identyfikacji. Położyłem ręce na każdym z worków i pomodliłem się cicho.
Później przetransportowano ciało Kasi Doraczyńskiej — odkryte, bez worka. Wyglądała spokojnie, jakby spała.
Na koniec przywieziono odkrytą trumnę z ciałem Marii Kaczyńskiej. Dookoła jej głowy ułożono ciemnobordowe róże. Pomyślałem wówczas, że to piękne i godne pożegnanie pierwszej damy. Rosjanie oświadczyli, że zabierają trumnę, aby ją zamknąć, ale powstrzymałem ich. Zażądałem, by wyszli, tak by brat Marii Kaczyńskiej mógł w samotności ją pożegnać. Ociągali się, wyraźnie nie chcieli nas spuścić z oka. W końcu ulegli i już nie dopuściłem ich do otwartej trumny. Zorientowałem się, że w pokoju obok czekają rosyjscy dziennikarze z kamerami i aparatami. Mieli w planie sfilmować ciało polskiej pierwszej damy! Oczywiście nie pozwoliłem na to.
Poprosiłem naszych żołnierzy, by zamknęli trumnę. Przywieźli ze sobą spawarkę, którą zasklepili wieko metalowego wkładu.

Trumnę wynieśli z budynku Rosjanie w polowych mundurach. Znoszonych, brudnych. Pomyślałem, że to poniżające. Karawan jechał przez ulice Moskwy. Mijaliśmy koszmarne, szarobure postsowieckie osiedla i podupadłe zakłady. Na lotnisku polscy żołnierze z kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego, w galowych mundurach, wnieśli trumnę na pokład, w promieniach słońca, pięknych jak ze snu.

Źródło: Republika, andrzejduda.pl

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google. 

Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube

Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB

Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X