„Ktoś śledził działania służb?” Niepokojące ustalenia po akcji w domu rodziny prezydenta RP
Seria fałszywych zgłoszeń dotyczących pożarów i zagrożenia życia przybiera na sile, a najnowsze ustalenia wskazują, że sprawcy mogli działać w sposób znacznie bardziej zaawansowany, niż początkowo sądzono. Jak informuje „Rzeczpospolita”, autor alarmu dotyczącego mieszkania należącego do rodziny prezydenta Karola Nawrockiego mógł mieć dostęp do komunikacji między służbami podczas prowadzonej interwencji. Śledczy badają również, czy do ukrycia tożsamości wykorzystano tzw. onion routing, czyli technikę anonimowego przesyłania danych w sieci.
Fałszywy pożar, potem zgłoszenie o dziecku bez oznak życia
Do zdarzenia doszło po sobotnim alarmie dotyczącym mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Najpierw służby otrzymały zgłoszenie o pożarze, a następnie informację o dziecku, które miało nie dawać oznak życia. W efekcie strażacy i policjanci zdecydowali się wyważyć drzwi i wejść do środka. Jak się okazało, pożaru nie było, a w mieszkaniu znajdowały się jedynie zwierzęta.
Dzień wcześniej podobne zgłoszenie dotyczyło mieszkania byłego szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza. Według medialnych ustaleń sprawcy w obu przypadkach mieli bardzo dobre rozpoznanie – interweniowano w czasie, gdy w mieszkaniach nie było domowników.
Śledczy badają wykorzystanie „trasowania cebulowego”
Jak podaje „Rzeczpospolita”, sprawca miał skorzystać z aplikacji Alarm 112 i wysłać wiadomość SMS z numeru telefonu, który został już ustalony przez służby. Gdańska prokuratura prowadzi śledztwo w tej sprawie.
Według ustaleń dziennika fałszywe zgłoszenia mogły zostać wysłane przy użyciu sieci Tor oraz tzw. onion routingu, czyli mechanizmu pozwalającego ukrywać źródło komunikacji internetowej. Technika ta opiera się na wielowarstwowym przekazywaniu danych przez kolejne serwery, co utrudnia identyfikację rzeczywistego nadawcy oraz miejsca wysłania wiadomości.
Śledczy biorą pod uwagę, że podobnie jak w przypadku wcześniejszych fałszywych alarmów dotyczących dziennikarzy Telewizji Republika, numer telefonu użyty do wysłania zgłoszenia mógł należeć do osoby niezwiązanej ze sprawą.
Możliwy dostęp do działań służb
Najwięcej pytań budzi jednak przebieg samej interwencji w Gdańsku. Jak wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej”, po pierwszym zgłoszeniu służby nie zdecydowały się od razu na siłowe wejście do mieszkania. Dopiero drugi SMS – dotyczący dziecka bez oznak życia – miał przesądzić o eskalacji działań.
Według rozmówców gazety mogło to wyglądać tak, jakby sprawcy na bieżąco obserwowali przebieg akcji lub posiadali dostęp do komunikacji między służbami. Nie wyklucza się również, że ktoś monitorował działania policji i straży pożarnej z okolicy miejsca interwencji. Z tego powodu zabezpieczony został monitoring z pobliskich ulic i budynków.
W sprawę zaangażowano ABW i CBZC
Fałszywe zgłoszenia zostały zakwalifikowane jako sabotaż internetowy. W działania zaangażowani są funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz wojskowi specjaliści.
Według nieoficjalnych ustaleń, przy wcześniejszych zgłoszeniach wykorzystywano serwery znajdujące się w krajach skandynawskich, natomiast przy kolejnych – serwery mające znajdować się w Rosji.
Źródło: Republika, Rzeczpospolita
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X