Gen. Kraszewski: Rosjanie już wiedzą, że nasze systemy obrony są uśpione
Eksplozja rakiety Ch-101 w Tarnawie-Kolonii to dowód na poważną dysfunkcję systemu obrony cywilnej i Rosjanie już to wiedzą – ocenia gen. Jarosław Kraszewski.
System alarmowy w ogóle nie zadziałał w 10 powiatach, w pozostałych w nieprawidłowy sposób. “Okazało się, że mamy do czynienia z poważną dysfunkcją tego systemu obrony cywilnej” - mówi były szef Wojsk Rakietowych i Artylerii.
W jego opinii ten incydent należy potraktować jako kolejny dzwonek alarmowy. “Niestety, dzięki temu Rosjanie dowiedzieli się, że polskie systemy obrony cywilnej są uśpione, więc w razie potencjalnego ataku Polacy zareagują z opóźnieniem. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dojdzie wtedy do chaosu, który doprowadzi do blokady dróg, utrudniając przemieszczanie się wojska, policji, straży pożarnej, itd.” - mówi gen. Kraszewski w wywiadzie dla PAP.
Nie wystarcza rządowe broszurki
Krytycznie odnosi się też do przyjętej przez rząd strategii informowania, jak zachowywać się w sytuacji takiego zagrożenia. W jego ocenie, brakuje szkoleń i regularnych ćwiczeń, praktycznego sprawdzania wiedzy i umiejętności.
“Nie wystarczy wysłać ludziom poradnik bezpieczeństwa w postaci broszurki czy linku do ściągnięcia go z internetu. Obywateli trzeba najpierw wyszkolić, a potem sprawdzić ich wiedzę i gotowość w praktyce. Lokalne centra zarządzania i reagowania kryzysowego powinny organizować regularne ćwiczenia. Odpowiednich zachowań trzeba uczyć od przedszkola” - podkreśla gen. Kraszewski.
Jego zdaniem nie wystarczy też wprowadzenie na wzór ukraiński specjalnej aplikacji, która ostrzega przed atakiem. “Najpierw trzeba nauczyć ludzi, jak się mają zachowywać w razie zagrożenia, a dopiero potem pomyśleć o odpowiedniej aplikacji” - ocenia.
Pierwszy dzwonek - rakieta Ch - 55
Według Kraszewskiego pierwszym dzwonkiem ostrzegawczym była rakieta Ch-55, która ponad trzy lata temu spadła pod Bydgoszczą.
“Wbrew powszechnej opinii uważam, że Rosjanie wybrali to miejsce nieprzypadkowo. W Bydgoszczy działają: głównie komórki Sojuszu Północnoatlantyckiego w Polsce (...). Swą siedzibę ma w tym mieście ważny dla funkcjonowania sił zbrojnych Inspektorat Wsparcia. Działają tam też Wojskowe Zakłady Lotnicze (...). Wybierając Bydgoszcz na cel upadku "zabłąkanej" rakiety, Rosjanie chcieli pokazać, że tak ważny obszar jest w ich zasięgu - ocenia.
Jako rakietowiec i artylerzysta Kraszewski jest zwolennikiem jak najszybszego strzelania do takich pocisków. Szczególnie jeśli na terytorium Polski wlatuje Ch-101, która służy również do przenoszenia głowic jądrowych. I najlepiej byłoby to robić nad Ukrainą.
“Jeżeli taka rakieta zostanie strącona kinetycznie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że głowica atomowa się nie uzbroi i nie dojdzie do wybuchu atomowego. W ten sposób minimalizujemy straty. Problem w tym, że Federacja Rosyjska może uznać fakt zestrzelenia swojej rakiety nad terytorium Ukrainy jako bezpośrednie zaangażowanie się Polski w wojnę. Kiedy strzelamy do rosyjskich rakiet na terytorium naszego kraju, wysyłamy jasny sygnał, że z nami się nie igra! - stwierdza generał.
Źródło: Republika/pap
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X