Trwa protest w obronie szpitala w Lesku. Przypomnieli Tuskowi jego obietnicę
Pracownicy szpitala w Lesku protestują przed Sejmem i żądają spotkania z Donaldem Tuskiem. Chcieli mu przekazać ponad 5,6 tys. podpisów pod apelem ratowanie zadłużonej placówki, której dalsze funkcjonowanie jest niepewne. - Zebraliśmy podpisy z ogromną łatwością. 95 proc. mieszkańców podpisywało się pod apelem – podkreślił szef społecznego ruchu w obronie szpitala Duszan Augustyn. Protestujący zabrali ze sobą drewnianą skrzynię z podpisami mieszkańców zebranymi pod apelem do premiera.
Tusk obiecał i zapomniał
Głównym problemem szpitala Specjalistycznego w Lesku, do którego trafiają mieszkańcy Bieszczad i Podkarpacia, jest jego zadłużenie – prawie 130 milionów złotych, które zwiększa się o około milion złotych miesięcznie. To wpływa również na zmniejszenie zarobków jego pracowników, którzy otrzymują 75 proc. należnych wynagrodzeń, ma też zaległości wobec personelu, kontrahentów, a także dostawców.
Szef społecznego ruchu w obronie szpitala Duszan Augustyn zwracał uwagę, że obecny system, który sprawia, że „pieniądze idą za pacjentem, dla takich regionów jak nasz, słabo zaludnionych, po prostu nie działa”. Zwracał uwagę na specyfikę szpitala i to, że w tym regionie wiele osób mieszka daleko dużych skupisk ludzi. Zaznaczył, że protestujący chcieliby spotkać się z premierem Donaldem Tuskiem i "przypomnieć mu o obietnicach, które składał w 2023 roku". Ten bowiem mówił wtedy, że szpital w Lesku w oczywisty sposób zabezpiecza mieszkających w tym regionie ludzi.
Do szpitala trafiają ludzie nieraz z odległych bieszczadzkich miejscowości, a dojazd dla nich do innych szpitali jest utrudniony. Jeśli zaś dojdzie do jego zamknięcia, to, jak oceniali przemawiający na proteście pracownicy, może to oznaczać dla części pacjentów śmierć.
Problemy finansowe szpitala zaczęły się w 2022 roku, po zmianie zasad finansowania placówek medycznych przez NFZ, gdyż wcześniej środki na podwyżki trafiały bezpośrednio do szpitali, a później zostały włączone do ryczałtu kontraktowego, co jednak nie pokryło realnych kosztów. Doprowadziło to do sytuacji, że szpital zaczął się zadłużać, a część zobowiązań pokrywano kredytem, m.in. w parabanku.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X