Za tydzień premiera wyjątkowej książki. Poznaliśmy szokujący wątek z kampanii prezydenckiej
„Kim naprawdę jest człowiek, który w 2025 roku został prezydentem Rzeczypospolitej? W tej książce poznajemy najważniejsze etapy jego życia – od dzieciństwa i młodości w Gdańsku, przez pracę w Grand Hotelu, sport, studia, historię, IPN i Muzeum II Wojny Światowej, aż po najbrutalniejszą kampanię wyborczą III RP i początek prezydentury.
Dr Karol Nawrocki zgodził się porozmawiać o sobie z człowiekiem, do którego ma pełne zaufanie – prof. Andrzejem Nowakiem” – tak brzmi zapowiedź nowej książki, która już 3 lipca ukaże się nakładem wydawnictwa Biały Kruk. Wydawnictwo ujawniło fragment książki, który z perspektywy roku od wyborów prezydenckich, może szokować.
Premiera już za tydzień
Wydawnictwo „Biały Kruk” zapowiedziało publikację książki „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, będącej obszernym wywiadem-rzeką prof. Andrzeja Nowaka z prezydentem Karolem Nawrockim. Na tydzień przed premierą można zapoznać się z fragmentami książki. Jednym z nich jest wątek opowiadający o dramatycznych wydarzeniach z czasu kampanii wyborczej w 2025 roku, gdy niespodziewanie przyszły prezydent poważnie zachorował.
Miałem wtedy sytuację naprawdę mocno podbramkową. Był moment grozy, który do dziś pamiętam bardzo wyraźnie. Mówię czasem, że wybory prezydenckie wygrałem w Dzierżoniowie – choć właściwie zaczęło się to jeszcze w Ząbkowicach Śląskich – wspomina Karol Nawrocki.
Ta sytuacja była naprawdę groźna
Prezydent opisuje, że do niepokojącego incydentu doszło podczas przejazdu pomiędzy Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Jak relacjonuje, świadkami całego zdarzenia byli jego najbliżsi współpracownicy – Mikołaj, Jarek i Jakub.
Świadkami tego byli Mikołaj, Jarek i Jakub, czyli cała ta trójka moich najbliższych współpracowników. Między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem wydarzyło się coś, co do dziś traktuję bardzo poważnie. W połowie maja w Ząbkowicach miałem spotkanie pod ratuszem. Wcześniej był jeszcze obiad na Dolnym Śląsku. Tego dnia strasznie padał deszcz. To było jedno z tych spotkań, które właściwie mogło się nie odbyć, bo lało tak mocno, że wszystko się rozpadało organizacyjnie. Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem. Nawet kiedy zjechałem z trasy, bo chciałem zobaczyć tereny popowodziowe – czego w ogóle nie było w planie – nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła jeszcze po tym obiedzie. Podeszli do nas, no dobrze, kandydat na prezydenta jest śledzony, to jeszcze można zrozumieć, ale oni byli dziwnie skupieni na jednym: czy ja na pewno wsiądę do pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Bo wyjątkowo miałem tę trasę pokonać normalnym pociągiem regionalnym, a nie swoim kampanijnym autobusem. To Michał Dworczyk przygotowywał ten przejazd. A oni dopytywali wszystkich wyłącznie o to: czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy pojedzie tym pociągiem – powiedział.
Jak relacjonuje, mimo złych przeczuć kontynuował zaplanowane spotkanie z mieszkańcami. Problemy zdrowotne pojawiły się tuż po zakończeniu przemówienia.
"Jakby ktoś wyłączył mi organizm"
Ja mówiłem: realizuję plan, jadę dalej. Ale oni nie odpuszczali. Pojechałem więc na spotkanie w Ząbkowicach Śląskich. Przemawiałem może pięć–siedem minut pod tym ratuszem. Czekał już autobus, który miał mnie zawieźć na peron do tego pociągu. To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – opowiada prezydent.
Co wydarzyło się dalej? O tym już w książce.
Źrodło: Republika, Wydawnictwo Biały Kruk
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X