Poród na SORze? To nie tylko dyskomfort, to zagrożenie życia
Dyskusje na temat przyjmowania rodzących kobiet na szpitalnych oddziałach ratunkowych ma niewielu zwolenników, natomiast cała rzeszę przeciwników. W przestrzeni publicznej pojawiają się jednak również przemyślenia i refleksje zwykłych ludzi, pacjentów, obserwatorów. Oderwane od politycznych emocji i ekonomicznych pseudoargumentów. Jeden z naszych widzów opisał swoje doświadczenia.
Ok 22, sobota, ból brzucha z lewej, dziwny, ale spać nie dał. Narasta, jadę na SOR.
22:30 wypytali, pasek na rękę że nie zagraża życiu. Czekam. Tłum się kłębi, twarde krzesła, tyłek boli już bardziej niż ten brzuch.
5 rano, pierwsze badanie. 6-7 rano brzuch maca internista, nic nie widzi
– opisuje nasz widz.
Do domu, prochy, czekam do poniedziałku, boli. Rodzinny po południu, żona do pracy (szkoła), a tam rozmawia ze sprzątaczką, która po oplotkowaniu stwierdziła, że taki objaw daje PÓŁPASIEC!! Mam!... od wczoraj. Choroba zakaźna!!! Na SOR spędziłem noc, badali na oddziale na szczęście daleko od położnictwa
– dodaje i podsumowuje:
Wiem!! teraz dziecko się rodzi na SORze i od razu jest zaszczepione na ospę, grypę, gronkowca i co tam kto przywlecze okazyjnie. Ma być oszczędnie.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X