Zniknęły akta dotyczące Polnordu i Giertycha. Kraskowski: mam cyfrowe kopie
Dziennikarz Leszek Kraskowski poinformował, że odnalazł część swojego dobytku w opuszczonym gospodarstwie niedaleko Piaseczna. Jak twierdzi, wśród rzeczy nie było jednak jego archiwum, w tym dokumentów dotyczących afery Polnordu i Romana Giertycha. Brakuje również tysięcy książek należących do jego rodziny.
Kraskowski: nie ma całego mojego archiwum
Największe znaczenie mogą mieć brakujące materiały zgromadzone przez dziennikarza w związku z jego wcześniejszą pracą. Kraskowski wskazał wprost na dokumenty dotyczące Polnordu oraz Romana Giertycha:
– W opuszczonym gospodarstwie rolnym niedaleko Piaseczna znalazłem kartony z moimi rzeczami. Niestety, nie wszystkimi – poinformował.
Następnie wyliczył, czego – według niego – brakuje:
– Nie ma całego mojego archiwum, w tym kopii słynnego archiwum Aleksandra Gudzowatego i Marcina Koska. Nie ma akt Polnordu i Romana Giertycha; ale w tym przypadku mam na szczęście cyfrowe kopie – napisał Kraskowski.
Dziennikarz wcześniej zajmował się interesami Romana Giertycha i sprawą Polnordu. Jak podaje źródło, swoje publikacje przygotowywał na podstawie około 25 tys. stron dokumentów. W części materiałów formułował zarzuty pod adresem Giertycha i Ryszarda Krauzego. Giertych je kwestionował.
To jednak nie wszystko. Kraskowski twierdzi, że nie odnalazł także rodzinnego księgozbioru liczącego około 4 tys. pozycji. O jego sprzedaż oskarżył swoją żonę Violettę Kraskowską, z którą pozostaje w konflikcie:
– Brakuje 4 tysięcy książek mojego dziadka i moich rodziców, które moja żona Violetta Kraskowska – bez mojej wiedzy i zgody – sprzedała firmie @tezeusz_pl – napisał.
Kraskowski w swoim wpisie odniósł się również w ostrych słowach do trwającego konfliktu małżeńskiego. Jego żona wcześniej publicznie oskarżała go o wieloletnią przemoc, w tym awantury, szarpanie i popychanie. W rozmowie z Onetem mówiła, że w związku miało dochodzić także do interwencji policji.
Sprawa dziennikarza stała się głośna po jego zatrzymaniu 9 czerwca. Kraskowski usłyszał m.in. zarzuty dotyczące kierowania gróźb karalnych wobec komendanta policji oraz nielegalnego posiadania broni i amunicji. Został tymczasowo aresztowany. 3 lipca prokuratura uchyliła areszt i zastosowała wobec niego środki wolnościowe. Śledczy poinformowali wówczas o istotnej zmianie sytuacji dowodowej dotyczącej wiadomości e-mail zawierającej groźby:
– Poczynione dotąd ustalenia (…) zdezaktualizowały przesłankę dużego prawdopodobieństwa popełnienia przez Leszka K. tego przestępstwa – przekazała prokuratura.
Jednocześnie śledczy zaznaczyli, że nie można wykluczyć, iż wiadomość wysłała inna osoba. Zgromadzony materiał nie pozwalał jednak na kategoryczne przypisanie jej wysłania ani Kraskowskiemu, ani osobom wskazywanym przez jego obronę.
19 sierpnia Kraskowski ponownie zabrał głos w tej sprawie. Powołując się na opinie biegłego informatyka sądowego, stwierdził, że ktoś miał się pod niego podszyć:
– Dysponując kilkoma opiniami biegłego informatyka sądowego (…), który stanowczo stwierdził, że ktoś się pode mnie podszył, podtrzymałeś pan wszystkie absurdalne zarzuty wobec mnie i wszystkie prokuratorskie sankcje – napisał, zwracając się do prokuratora Arkadiusza Buśkiewicza.
Dziennikarz wskazał również Pawła Kunza, twierdząc, że to on miał z prawdopodobieństwem „na 99 procent” wysłać groźby. Tych oskarżeń prokuratura nie potwierdziła.
Źródło: Republika, x.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Na weselu zawaliła się podłoga, pięć osób zostało poszkodowanych!
SPRAWDŹ TO!
Mocny cios w narrację Kosiniaka-Kamysza. Polacy boją się o gotowość armii
AKTUALIZACJA
[AKTUALIZACJA] Uwaga: Policja poszukuje dwóch nastolatków. Nie wrócili do domu