Biurokracja w gabinecie lekarskim, czyli dlaczego lekarz nie patrzy na pacjenta
"Zamordyzm, paraliż systemu, chora biurokracja, marnotrawstwo i czyhanie na niespełnione wymagania żeby obciąć środki", tak podsumował politykę zdrowotną koalicji 13 grudnia jeden z lekarzy. Pan Grzegorz (nazwisko znane redakcji), przesłał do nas list, w którym nie zostawia suchej nitki na ekipie Donalda Tuska w zakresie ochrony zdrowia (choć nie tylko).
"Proszę pokażcie ludziom kolejne piętra utrudnień w wypisywaniu recept lekarskich. Usiłujemy pracować tak, żeby te absurdy jak najmniej rzutowały na pracę z pacjentem, ale się nie da. Temat prędzej czy później dotyka każdego Polaka, który ogląda lekarza głównie zza biurka. Ekipa Tuska posuwa codzienną pracę lekarza do granic dawno głęboko wbitych w mroczne pokłady absurdu", tak zaczyna się przesłany do nas mail.
W dalszej części listu czytamy: "Gdy w poradniach pozbieramy żuchwy z podłogi, okazuje się że może być jeszcze gorzej. Od 4.09. wchodzą kolejne komplikacje, o które nikt nie prosił, z obowiązkowym zaznaczaniem terminu kuracji. Już " poprawiono" moduł na gov.pl służący do wypisywania recept pro auctore i na wizytach domowych np. w POZ. Ta wtyczka jest tak niewyobrażalnie głupia, że po prostu trzeba ją zobaczyć na żywo! To jest żywy poemat na temat indolencji twórców i pogardy dla użytkowników".
Autor listu nie ma litości dla byłej ministry zdrowia Leszczyny. Pisze: "w spadku po mgr Leszczynie mamy nadal obowiązek na każdej wizycie POZ, 10 minut dla pacjenta, wpisywać wagę i wzrost pacjenta, oraz za każdym razem na nowo zaznaczać na powtarzanych receptach dla każdego leku z osobna powód refundacji (to zajmuje sumarycznie przy codziennych powtórkach recept bez przesady dodatkową godzinę dziennie). Pani nauczycielce z podstawówki zawdzięczamy również program Moje Zdrowie, za który POZ i tak częściowo płaci, a do odklikania w kartotece niezbędnych do rozliczenia programu danych potrzebne jest 15 minut. Program zawiera JEDNO badanie spoza listy badań POZ i algorytm zleca je ok. 10% pacjentów, jak dobrze napiszą ankietę".
Polityka zdrowotna koalicji 13 grudnia budzi zgrozę nie tylko środowiska medycznego, wstrząśnięci są także pacjenci, którzy do niedawna nie zdawali sobie sprawę ze stopnia zbiurokratyzowania ochrony zdrowia. "Zdarza mi się pokazać pacjentom jak pracuję, dlaczego gapię się tyle w ekran. Są zszokowani. Przecież lekarz powinien skupiać się na kontakcie z pacjentem, zebrać wywiad, zbadać, przeanalizować leczenie i działania profilaktyczne, a nie przez połowę wizyty odklikiwać informacje niepotrzebne mu do leczenia. Jeżeli to nie jest kolejny element planowej dywersji wobec kolejnego krytycznego elementu państwa, to naprawdę nie wiem jaki cel ma ta seria działań.
Jestem lekarzem specjalistą chorób wewnętrznych, pracuję w POZ i na SORze. Pacjenci kilka razy zgłaszali mnie do plebiscytu Hipokratesa, bo kocham i szanuję to co robię. Jeszcze. Z każdym rokiem coraz trudniej opieram się pokusie porzucenia upokorzeń biurokratycznej pańszczyzny z listą pacjentów, niejednego wysłanego w porę do szpitala, paru wyciągniętych wspólną pracą z nałogów, wielu żyjących długo dzięki ustawionemu ciśnieniu i cukrzycy. Nowych chętnych do pracy w tej chorej babraninie brak i trudno się dziwić".
Według autora listu, obecny system ochrony zdrowia to "państwo Tuska w pigułce". "Zamordyzm, paraliż systemu, chora biurokracja, marnotrawstwo i czyhanie na niespełnione wymagania żeby obciąć środki", podsumowuje krótko. Lekarz nie ma także litości dla kolegów i koleżanek po fachu. "W 75% głosują na KO bądż dlatego, że tkwią w postkomunistycznych klikach na różnych śmiesznych dziedzicznych uniwersytetach medycznych, plasowanych w rankingach na poziomie Bangladeszu, bądź, bo "takie są standardy europejskie", myląc autorytety medyczne z, pożal się Boże, "autorytetami" politycznymi. Ciekawe czy nadążają kto w Strasburgu już, a kto jeszcze nie siedzi za korupcję. I gdzie poszły mityczne przełomowe środki z KPO. Szanowni koledzy tak jak ja siedzą jak myszki pod miotłą i odklikują, odklikują, odklikują, zatwierdzają, zatwierdzają, a niezbadany pacjent czeka, czeka. A NFZ zapłaci, albo nie zapłaci...", kończy list w bardzo minorowym tonie.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Nielegalny imigrant zgwałcił kobietę, potem pobił policjanta, a sąd... zwolnił go z aresztu
Niebezpieczny pakunek na warszawskiej Pradze. Trwa akcja służb
Głos Prezydenta na Westerplatte zabrzmiał donośnie. Niemiecka prasa atakuje Karola Nawrockiego