„Pozór” wystarczy, by podważyć polski sąd. To jakby wycofać VAR
Sędzia Kamila Boroszowska-Moszowska ostro skrytykowała wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 16 lipca 2026 r., uznając go za narzędzie rozszerzania kompetencji TSUE kosztem suwerenności Polski w sprawach ustroju sądów. Zdaniem sędzi, Trybunał zastępuje konkretny dowód stronniczości „pozorem” i „wrażeniem”, nakazując polskim sądom pomijać krajowe ustawy.
Sędzia Kamila Boroszowska-Moszowska, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Świdnicy, publicznie wyraziła głęboki niepokój w związku z najnowszym orzeczeniem TSUE w połączonych sprawach C-96/24, C-103/24 i C-112/24. Na swoim profilu na platformie X napisała:
Powiem wprost: jako sędzia nie chciałabym być sądzona przez sąd stosujący standard zaprezentowany dziś przez TSUE.
Sędzia podkreśla, że Trybunał sam przyznał, iż postępowania główne nie dotyczą wykładni ani stosowania konkretnego przepisu prawa Unii, a art. 47 Karty Praw Podstawowych nie ma w nich bezpośredniego zastosowania. Mimo to wykorzystuje standard Karty poprzez art. 19 TUE i nakazuje polskiemu sądowi pominąć ustawę.
Kluczowym problemem jest zastąpienie rzeczywistego dowodu stronniczości sędziego samym „pozorem” i „wrażeniem” – zauważa autorka komentarza. Tymczasem zarówno art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, jak i art. 45 Konstytucji RP gwarantują prawo do sądu niezależnego, bezstronnego i ustanowionego ustawą. Orzekanie powinno opierać się na prawie, faktach i dowodach, a nie na domysłach i odczuciach.
Borszowska-Moszowska zwraca uwagę na mechanizm, w którym TSUE poszerza swoje kompetencje, powołując się przede wszystkim na własne wcześniejsze orzecznictwo, a nie na jasny tekst traktatów.
To nie jest już zwykła interpretacja traktatów. TSUE nadaje im nowe znaczenie i nowe skutki, na które państwa członkowskie nigdy wyraźnie się nie zgodziły – pisze sędzia.
Według niej wyrok prowadzi do systemowego podważania składów sądowych, w tym tych z udziałem sędziów powołanych przez Prezydenta RP na wniosek obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. Wystarczy „pozór” wadliwości procedury nominacyjnej, by zakwestionować bezstronność sędziego, a nawet całego składu orzekającego. Jedna osoba może „skażać” cały sąd, niezależnie od tego, czy jej głos był decydujący.
Konsekwencje dla Polski są daleko idące. Wyrok umożliwia kwestionowanie niemal całego modelu powoływania sędziów, nakazuje pomijanie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym i tworzenia zastępczych procedur bez wyraźnej podstawy ustawowej.
W praktyce oznacza to funkcjonalne ograniczenie prerogatywy Prezydenta RP oraz ingerencję w materie ustrojowe, które zgodnie z zasadą kompetencji powierzonych powinny pozostawać w gestii państwa członkowskiego. Sędzia podkreśla, że pierwszeństwo prawa Unii nie może służyć do tworzenia kompetencji, których państwa nigdy nie przekazały. Deklaracja nr 17 do Traktatu z Lizbony nie stanowi bowiem blankietowej zgody na nieograniczony prymat każdej wykładni TSUE nad konstytucyjnym porządkiem krajowym.
W ocenie Kamili Boroszowskiej-Moszowskiej standard, w którym „wrażenie” zastępuje dowód, a orzecznictwo samo staje się źródłem nowych kompetencji, nie wzmacnia prawa do sądu, lecz je osłabia. Wyrok z 16 lipca 2026 r. staje się więc narzędziem kontroli nad procesem nominacji sędziowskich w Polsce i kolejnym krokiem w kierunku integracji poprzez orzecznicze przejmowanie kompetencji.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X