„Pachną Braunem", czyli perfumy pani minister
Izraelska minister sprawiedliwości spryskała się kiedyś w spocie wyborczym perfumami „Faszyzm” i orzekła: mnie pachnie demokracją. Barbara Nowacka ogłosiła właśnie, że apele biskupów „pachną Braunem”. Różnica jest zasadnicza — Ayelet Shaked żartowała. A sprawa, którą minister edukacji powinna się naprawdę zająć, leży od trzech miesięcy w sejmowej zamrażarce z podpisami ponad pół miliona obywateli.
Perfumy pani minister
W marcu 2019 roku, w środku kampanii do Knesetu, Ayelet Shaked z partii Nowa Prawica wystąpiła w spocie stylizowanym na reklamę luksusowych perfum. Szeptany głos zza kadru wyliczał jej rzekome zbrodnie — rewolucja w sądownictwie, ograniczenie sędziowskiego aktywizmu — a na ekranie pojawiał się flakon z napisem „Fascism by Ayelet Shaked”. Minister spryskiwała się i mówiła do kamery: mnie to pachnie demokracją. Kpina była wymierzona w przeciwników, którzy każdej niewygodnej reformie przyklejali etykietę faszyzmu, bo zabrakło im argumentów.
Siedem lat później nad Wisłą ta sama figura wraca, tyle że odgrywana śmiertelnie serio. W poniedziałek 24 sierpnia Prezydium Episkopatu ogłosiło oświadczenie „Młody człowiek zasługuje na więcej” — w tonie trudnym do nazwania wojennym. Biskupi przypominają, że „lekcje religii nie są przywilejem Kościoła”, lecz konstytucyjnym prawem uczniów i rodziców, proszą o dialog i błogosławią nauczycielom na nowy rok szkolny. Odpowiedź przyszła błyskawicznie.
W „Fakcie” Barbara Nowacka mówiła o wywoływaniu „awantury”, a w TVN 24 oceniła, że apele biskupów w sprawie edukacji zdrowotnej „pachną Braunem”. Aż się prosi, żeby pani minister dokończyła dzieło i wystąpiła w spocie wody toaletowej „Braun” dla mężczyzn. Sęk w tym, że Shaked grała ironią, a Nowacka etykietą zastępuje argument — dokładnie tak, jak bohaterowie tamtej satyry.
„Jedynie statystyka”
Sednem sporu nie jest projekt obywatelski „TAK dla religii i etyki w szkole”, gwarantujący każdemu uczniowi wybór: religia albo etyka. W zaledwie trzy miesiące podpisało go ponad pół miliona obywateli. Po pierwszym czytaniu trafił do komisji — i tam ślad się urywa. 13 maja wspólne posiedzenie Komisji Edukacji i Nauki oraz Komisji Samorządu Terytorialnego zostało przerwane i od tamtej pory nikt projektu nie tknął. „Nie możemy pozwolić, aby ponad pół miliona podpisów pozostało jedynie statystyką” — apeluje Stowarzyszenie Katechetów Świeckich, przypominając, że do odmrożenia prac wystarczy jedna polityczna decyzja rządu Donalda Tuska.
Co istotne, w poniedziałkowym oświadczeniu za tym właśnie rozwiązaniem opowiedzieli się biskupi. „Zdecydowanie popieramy obywatelski projekt ustawy dążący do zagwarantowania każdemu uczniowi zajęć szkolnych kształtujących aksjologiczny fundament życia w ramach lekcji religii lub etyki” — czytamy w dokumencie Prezydium KEP. Trudno o mniej „braunowski” postulat: uczeń niewierzący albo innego wyznania wybiera etykę, nikt nikomu niczego nie narzuca. Minister zapewnia tymczasem, że jej zmiany — jedna godzina religii tygodniowo, obowiązkowo na pierwszej lub ostatniej lekcji — są „racjonalne, oczekiwane i pozytywnie odbierane”. Przez kogo? Nie wiadomo.
Charyzmatycy na bruku
Na pewno nie przez 4515 nauczycieli religii, którzy po rozporządzeniu z 17 stycznia 2025 roku stracili pracę. W jeden rok szkolny liczba katechetów stopniała z 27 393 do 22 876, czyli o ponad 16 procent — mimo że Trybunał Konstytucyjny rozporządzenie zakwestionował. Ci, którzy zostali, krążą między kilkoma szkołami, uczą łączone klasy i wysiadują wielogodzinne „okienka”.
Kościół mówi o tym, że chce uzupełnić brakującą lekcję religii w szkole, zajęciami w parafii. Biskup Marek Mendyk przekonuje: „Aby katecheza parafialna była skuteczna, potrzebni do jej prowadzenia są charyzmatyczni duszpasterze i katecheci. Trzeba szukać takich ludzi, którzy świadectwem swojego życia będą budzić zaufanie w młodym pokoleniu”. O zwalnianych nauczycielach mówi krótko: „Czynimy to, co możliwe, aby ich ochronić i umożliwić kontynuację pracy”.
Mróz konserwuje
Spór zastępczy o to, co czym pachnie, można ciągnąć przez cały rok szkolny. Przegrają na nim nie biskupi i nie minister, lecz uczniowie, którzy — jak piszą katecheci — tracą kolejną „przestrzeń rozmowy o wartościach, sensie życia, odpowiedzialności”.
Rząd może być jednak spokojny tylko pozornie. Zamrażarka ma bowiem tę właściwość, że niczego nie unieważnia — ona konserwuje. Pół miliona podpisów leży w niej w stanie nienaruszonym i doczeka każdych wyborów. Ayelet Shaked mogła zażartować z przyklejanej jej etykiety, bo wyborcy ten żart rozumieli. Polscy wyborcy też rozumieją coraz więcej. I coraz gorzej im to wszystko pachnie.
Miłosz Manasterski
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X