NASZ NEWS: Ludzie Kropiwnickiego tracą stanowiska – czystka w Orlenie, Totalizatorze i KGHM?
Nieoficjalnie: 17 listopada Walne Zgromadzenie PKN Orlen ma odwołać Katarzynę Łobos z rady nadzorczej — prawniczkę wprowadzoną z rekomendacji dziś już odwołanego wiceministra Roberta Kropiwnickiego. Łobos to bliska współpracowniczka prof. Marka Chmaja: pracowała w jego kancelarii, a on był promotorem jej doktoratu. Decyzja ma być kolejnym etapem czyszczenia spółki z „ludzi Kropiwnickiego”.
Trwa rozliczanie wpływów byłego wiceministra aktywów państwowych Roberta Kropiwnickiego. Z nieoficjalnych informacji dziennikarza śledczego Republiki Piotra Nisztora z Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP) wynika, że 17 listopada na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu PKN Orlen planowane jest odwołanie Katarzyny Łobos z funkcji członka Rady Nadzorczej. Łobos była sekretarz RN Orlenu i uchowała się w składzie tego gremium mimo ostatnich przetasowań kadrowych. Jej nazwisko trafiło do rady Orlenu z rekomendacji Roberta Kropiwnickiego, do niedawna wpływowego wiceministra MAP odpowiedzialnego m.in. za nadzór nad spółkami Skarbu Państwa. Łobos prywatnie jest kojarzona z prof. Markiem Chmajem, z którym współpracowała w kancelarii prawnej – Chmaj to z kolei znajomy Kropiwnickiego, a nawet promotor jej pracy doktorskiej, co unaocznia sieć towarzysko-biznesowych powiązań otaczających byłego wiceministra.
Dymisja Katarzyny Łobos – prawniczki z doktoratem i doświadczeniem w państwowych instytucjach kontrolnych – byłaby kolejnym etapem czystki w Orlenie. W październiku doszło już do wymiany kluczowych osób w radzie nadzorczej koncernu. Na wniosek Skarbu Państwa 28 października odwołano przewodniczącego RN Wojciecha Popiołka, jego zastępcę Michała Gajdusa oraz członka rady Kazimierza Mordaszewskiego. Nowym przewodniczącym został Przemysław Ciszak – przedstawiciel resortu aktywów państwowych, blisko związany z aktualnym kierownictwem MAP. Co istotne, w radzie nadzorczej pozostawiono wówczas tylko część składu z nominacji obecnej koalicji rządzącej, m.in. sekretarz Katarzynę Łobos oraz prawnika Mikołaja Pietrzaka. Tę ostatnią dwójkę uznawano za osoby z rekomendacji Kropiwnickiego, który miał duży wpływ na obsadę spółek Skarbu Państwa po objęciu władzy przez nową ekipę w 2024 roku. Teraz, gdy Kropiwnicki odszedł z rządu, jego protegowani najwyraźniej tracą oparcie.
Starcie w resorcie aktywów: spór o czystkę w Orlenie
Kulisy odwołania Roberta Kropiwnickiego z funkcji wiceministra MAP wiele mówią o wojnie frakcyjnej wokół państwowych spółek. Jak ustalił portal Money.pl, u podstaw nagłego odejścia Kropiwnickiego leżał narastający konflikt z obecnym szefem MAP, ministrem Wojciechem Balczunem. Poszło właśnie o zmiany kadrowe w Orlenie – minister Balczun zamierzał gruntownie wymienić kadrę, podczas gdy Kropiwnicki sprzeciwiał się temu, uznając część obecnych menedżerów za kompetentnych. W praktyce chodziło o ludzi, których Kropiwnicki sam wcześniej wprowadził lub firmował w strukturach Orlenu i innych firm. Nie chciał sygnować własną twarzą ich wyrzucania. Jednak Balczun pozostał nieugięty, a spór zakończył się dymisją niesubordynowanego wiceministra.
Zmiany w Orlenie faktycznie nastąpiły – i przyniosły efekty uboczne. Z rady nadzorczej Orlenu z hukiem zrezygnował znany prawnik Mikołaj Pietrzak, który 28 października br. odszedł ze stanowiska ze skutkiem natychmiastowym. Był on jednym z nowych członków RN wprowadzonych za rządów koalicji i uchodził za fachowca niezależnego, jednak napięcia wokół wymiany władz Orlenu prawdopodobnie skłoniły go do rzucenia mandatu. To wymowne ostrzeżenie, że polityczne tąpnięcia wokół spółek mogą odstraszać nawet renomowanych specjalistów. Pietrzak uchodził za osobę niezwiązaną partyjnie, więc jego odejście komentowano jako szkodliwy skutek wewnętrznych porachunków w MAP.
Jeśli potwierdzą się informacje o planowanej dymisji Katarzyny Łobos 17 listopada, będzie to oznaczać całkowite usunięcie ostatniego „człowieka Kropiwnickiego” z organów nadzorczych Orlenu. Balczun konsekwentnie czyści zatem spółkę z osób kojarzonych z poprzednim układem. Jeszcze na początku 2024 roku, tuż po zmianie władzy, to ludzie wskazani przez polityków obecnej koalicji (w tym Roberta Kropiwnickiego) masowo weszli do rad nadzorczych koncernów. Przykładowo 6 lutego 2024 r. na NWZ Orlenu odwołano cały stary skład rady nadzorczej z czasów poprzedniego rządu i powołano dziewięciu nowych członków zgłoszonych przez ministra Borysa Budkę – wśród nich właśnie Katarzynę Łobos, Mikołaja Pietrzaka czy Wojciecha Popiołka. Obecnie tamten „nowy” skład również jest przemeblowywany przez Balczuna. Rozgrywki personalne pokazują, że deklarowana przez obecną władzę apolityczność spółek okazała się iluzją – zastąpiono jedną ekipę nominowanych inną, a teraz dokonuje się weryfikacja nawet wewnątrz tej grupy.
Totalizator Sportowy: kumoterstwo i kontrowersje wokół wiceprezesa
Na liście osób związanych z Robertem Kropiwnickim, które mogą niebawem stracić posady, znajduje się też Szymon Gawryszczak – wiceprezes Totalizatora Sportowego. Gawryszczak to wieloletni znajomy i współpracownik Kropiwnickiego, ich relacja sięga jeszcze czasów działalności w Unii Wolności i wspólnego zakładania fundacji Instytut Rozwoju Społecznego. Panowie mają również wspólną historię pełną cieni: byli uwikłani w głośną aferę Arleg sprzed dekady. Spółka Arleg, zarządzana przez Kropiwnickiego (dyrektor) i innego lokalnego działacza PO, zasłynęła przelewaniem setek tysięcy złotych do firm powiązanych z politykami Platformy. Jednym z beneficjentów był Szymon Gawryszczak, który kierował agencją ARI wygrywającą podejrzanie łatwo przetargi. Po ujawnieniu tych praktyk przez media doszło do rozwiązania lokalnych struktur PO w Legnicy, a Kropiwnicki i jego koledzy stanęli przed sądem partyjnym – ostatecznie jednak większych konsekwencji politycznych nie ponieśli. Kropiwnicki kontynuował karierę, a Gawryszczak zajął się biznesem... aż do czasu, gdy zmiana władzy otworzyła im obu drogę powrotu do państwowych stanowisk.
W marcu 2024 roku Szymon Gawryszczak został powołany do zarządu Totalizatora Sportowego jako wiceprezes ds. marketingu. Stało się to mimo opisanej kontrowersyjnej przeszłości – widać dawny kompan wiceministra Kropiwnickiego mógł liczyć na drugą szansę. Co więcej, po objęciu przez Gawryszczaka funkcji w Totalizatorze zaczęły pojawiać się zatrudnienia kolejnych osób z jego otoczenia, bez konkursów. Według ustaleń Onetu i PAP, w państwowej spółce posady otrzymali m.in.: Katarzyna Sapa – bliska współpracowniczka Gawryszczaka z fundacji i spółki ARI, przyjęta od razu na głównego specjalistę we wrocławskim oddziale; Bartłomiej Bogulski – prywatnie wspólnik Gawryszczaka, dawny pływak, który nagle został wicedyrektorem oddziału Totalizatora w Zielonej Górze; czy Przemysław Wajman – zaledwie 23-letni działacz młodzieżówki PO, któremu po pozorowanym naborze przekazano etat specjalisty. Wszystkie te decyzje kadrowe odbyły się z pominięciem transparentnych procedur, co wzbudziło sprzeciw części pracowników spółki i opinie o recydywie partyjnego kumoterstwa.
Sprawę opisały media, nazywając zjawisko wprost „grupą wiceministra na stołkach w Totalizatorze”. Efekt? Zarząd Totalizatora odwołał prezesa spółki Rafała Krzemienia, zapewne próbując zatrzeć złe wrażenie afery kadrowej. Jednak wiceprezes Gawryszczak – centralna postać układanki – pozostał na stanowisku, a politycy KO bronili go w mediach. Jan Grabiec, szef kancelarii premiera Tuska, jeszcze w marcu 2025 przekonywał, że „nie widzi powodów” do dymisji Gawryszczaka, skoro ten wygrał konkurs. Bagatelizował przy tym fakt, że Gawryszczak do niedawna kontrolował spółkę powiązaną z osławionym hejterskim profilem „Sok z Buraka”, który służył internetowej propagandzie anty-PiS. Dla opinii publicznej powiązanie menedżera państwowej spółki z fabryką politycznego hejtu było jednak szokujące – i rzucało cień na wiarygodność haseł o nowych, lepszych standardach.
Obecnie, po odejściu Kropiwnickiego z MAP, los protegowanego kolegi w Totalizatorze wisi na włosku. Choć oficjalnie nic jeszcze nie ogłoszono, źródła branżowe mówią, że Szymon Gawryszczak „pakuje już pudła” i szykuje się na odwołanie. Minister Balczun, mający nadzór nad spółką, zapewne nie chce firmować osoby uwikłanej w tak wiele skandali i uosabiającej polityczny nepotyzm. Jeżeli Gawryszczak zostanie odwołany, będzie to czytelny sygnał kontynuacji sprzątania po kadrowych eksperymentach Kropiwnickiego.
KGHM: legnicka pajęczyna wpływów do demontażu
Robert Kropiwnicki, jako wiceminister MAP, objął latem 2024 roku bezpośredni nadzór nad gigantem miedziowym KGHM Polska Miedź. Wykorzystał tę władzę błyskawicznie: zaledwie w kilka tygodni obsadził ważne stanowiska w KGHM ludźmi z legnickiego układu PO, z którego sam się wywodzi. Przykłady? Karolina Karwicka, żona prezydenta Legnicy Macieja Kupaja, wcześniej pracownica biura prasowego KGHM, została awansowana na dyrektora departamentu komunikacji w spółce. Aleksandra Krzeszewska – prywatnie matka wiceprezydenta Legnicy – otrzymała posadę specjalisty ds. sprzedaży w Hucie Miedzi Legnica, choć nieoficjalnie mówi się, że wcześniej pracowała jedynie na dziale mięsnym w dyskoncie. Na liście nominacji znalazły się też osoby związane z lokalnymi mediami sprzyjającymi Platformie: Andrzej Trzeciak, prowadzący portal internetowy w Legnicy, wskoczył na intratny etat w spółce KGHM Metraco, a jego żona również dostała pracę w jednej z firm zależnych kombinatu. Taka pajęczyna powiązań towarzysko-politycznych rozlokowana w strategicznej spółce państwowej wywołała oburzenie – zwłaszcza że rządząca koalicja szła do władzy z hasłami transparentności i odpolitycznienia państwowych firm.
Dziś, gdy Roberta Kropiwnickiego nie ma już w MAP, wiele z tych kontrowersyjnych nominacji może zostać cofniętych. W kuluarach mówi się, że kilku menedżerów KGHM kojarzonych z „klucza Kropiwnickiego” wkrótce pożegna się ze stołkami. Nowe kierownictwo resortu może uznać, że utrzymywanie osób z tak jaskrawymi koneksjami godzi w wiarygodność spółki i podważa zaufanie inwestorów. Minister Wojciech Balczun już zapowiadał, że priorytetem jest przywrócenie merytorycznego zarządzania w spółkach Skarbu Państwa, bez względu na barwy partyjne nominantów. Oznacza to prawdopodobnie cięcie po skrzydłach wszystkich politycznych układów – także tego zbudowanego przez Kropiwnickiego w KGHM i innych firmach.
Przykład KGHM unaocznia skalę rozdawnictwa stanowisk według klucza partyjnego. Kropiwnicki w szczytowym momencie sprawował nadzór nad ponad 40 spółkami państwowymi – w tym takimi gigantami jak KGHM, PGE, Tauron czy Enea. W każdej z nich pojawiły się nominacje budzące pytania o kompetencje i powiązania.
Rozliczanie nepotyzmu – prawdziwa zmiana czy wojna frakcji?
Trwające czystki kadrowe w Orlenie, Totalizatorze Sportowym czy KGHM to sygnał, że era Roberta Kropiwnickiego w MAP definitywnie się kończy. Jego sieć wpływów – od przyjaciół z Legnicy po znajomych z warszawskich kancelarii – jest demontowana kawałek po kawałku. Oficjalnie przekaz brzmi: przywracamy porządek i walczymy z patologiami nominacyjnymi. Warto jednak zadać pytanie, czy to rzeczywiste naprawianie standardów, czy raczej porachunki wewnątrz obozu rządzącego, gdzie silniejsza frakcja eliminuje ludzi kojarzonych z rywalami. Balczun, podejmując ostre decyzje personalne, może chcieć zaznaczyć swoją władzę i odciąć się od wizerunkowych obciążeń, jakie zafundował jego poprzednik (bądź partner koalicyjny) w resorcie.
Nie zmienia to faktu, że wiele z usuwanych obecnie osób nigdy nie powinno było znaleźć się na eksponowanych posadach. Skala nepotyzmu, który obnażyły media – od legnickich układów rodzinnych w KGHM po towarzyskie rekrutacje w Totalizatorze – kłóci się z deklaracjami transparentności składanymi przez obecną władzę.
Gdy koalicja 13 grudnia obejmowała rządy, zapowiadała konkursy i koniec „znajomości rodzinnych i partyjnych” przy obsadzie stanowisk w spółkach Skarbu Państwa. Tymczasem przykład Kropiwnickiego i jego ludzi pokazuje, że mechanizmy znane z poprzednich rządów Donalda Tuska wciąż mają się dobrze – tylko beneficjenci zmienili barwy.
Czy zaprowadzanie porządków przez ministra Balczuna oznacza faktyczne zerwanie z tym układem, czy jedynie wymianę jednych protegowanych na innych, bardziej lojalnych nowemu rozdaniu? Odpowiedź na to pytanie poznamy w nadchodzących tygodniach. Jeśli wraz z dymisjami Łobos, Gawryszczaka czy legnickich nominantów przyjdą prawdziwie merytoryczne konkursy na ich miejsca, będzie to krok w dobrą stronę.
Źródło: Piotr Nisztor, Money.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X