Zacharski o gwałcie: Kluczowym aspektem jest próba zatuszowania sprawy
W bezpiecznym wydawałoby się miejscu, jakim jest komisariat policji, doszło do obrzydliwej zbrodni – gwałtu na młodej policjantce-kadetce. Jak podkreśla politolog prof. Jacek Reginia-Zacharski z Uniwersytetu Łódzkiego w rozmowie w Radiu Republika, ten incydent nie tylko odsłania poważne problemy kadrowe i kryzys wizerunkowy policji, ale także uderza w całą instytucję państwa, prowokując pytania o erozję struktur władzy i reakcje decydentów.
Incydent, który wstrząsnął opinią publiczną, dotyczy gwałtu dokonanego na młodej policjantce-kadetce w miejscu, które powinno być synonimem bezpieczeństwa. Jak podkreśla prof. Jacek Reginia-Zacharski, politolog z Uniwersytetu Łódzkiego:
Ta kobieta była w miejscu, młoda policjantka, kadetka, która już jest stróżem prawa, chyba najbezpieczniejszym pod słońcem wydawałoby się i tam doszło do przestępstwa.
Ten fakt, jak zauważa ekspert, może mieć daleko idące konsekwencje dla rekrutacji do policji, zwłaszcza wśród młodych kobiet.
Możemy odgadywać, z dosyć dużym prawdopodobieństwem, jak to wpłynie na chęć młodych pań do rekrutowania się w szeregu policji – dodaje profesor, wskazując na problemy kadrowe, z którymi policja boryka się od dłuższego czasu.
W rozmowie podkreślono dwoistość reakcji w środowisku policyjnym. Z jednej strony, incydent może zniechęcać do służby w "hierarchicznej, ale też zepsutej formacji", co pogłębia kryzys wizerunkowy państwa i policji jako instytucji. Z drugiej, policjanci mają nadzieję, że sprawa zachęci do mówienia o nieprawidłowościach. Jednak, jak ocenia prof. Zacharski, "dla samej instytucji jedna i druga opcja nie jest pożądanym rozwiązaniem, zatem w samą instytucję policji jest to potężne uderzenie i to chyba ze wszystkich możliwych stron".
Sprawca, dokonując tej "obrzydliwej zbrodni", de facto uderzył w całą instytucję - podkreślił raz jeszcze Zacharski.
Kluczowym aspektem jest próba zatuszowania sprawy. Profesor wskazuje, że społeczeństwo nie zostało poinformowane przez oficjalne kanały, takie jak rzecznik policji czy minister, lecz "kanałem dziennikarskim".
Założenie zatem było takie, że to miało być jakoś tam osłonięte pewną, nie boję się tak powiedzieć, zmową milczenia – mówi ekspert, dodając, że początkową strategią było "przemilczenie, może nikt się nie dowie".
Taka postawa jest "nieakceptowalna" i nie przysparza zaufania do instytucji. W kontekście reakcji władz, profesor przyłącza się do apelu senatora Libickiego, by konsekwencje sięgnęły wysoko, nie ograniczając się do "obcinania po niskich szarżach". Zgłoszenie incydentu o godzinie 10:15 musiało trafić do wyższych szczebli, w tym do komendanta głównego policji i ministra Kierwińskiego.
Jeżeli wiedział komendant główny, możemy założyć, że wiedział minister Kierwiński. No a jeżeli nie wiedział, to też wcale nie jest okolicznością łagodzącą – ocenia prof. Zacharski.
Minister sprawuje nadzór nad instytucją, co rodzi pytania o erozję struktur władzy.
Czy możemy mówić o erozji struktur władzy? Z jednej strony tak, z drugiej strony nawet jeżeli się wydarzy, no bo patologie się zdarzają, próbą jest reakcja na tego typu zdarzenia i tutaj po raz kolejny państwo i instytucje nie reagują tak, jak powinny reagować.
Reakcja ministra Kierwińskiego budzi kontrowersje. Politycy Prawa i Sprawiedliwości domagają się jego dymisji, podczas gdy minister oskarża opozycję i dziennikarzy o wykorzystywanie tragedii politycznie, nazywając ich "hienami". Profesor porównuje to do dawnych strategii, takich jak "taniec na trumnach" czy skupianie się na pobocznych kwestiach, jak w aferze podsłuchowej Sowa & Przyjaciele, gdzie zamiast istoty problemu dyskutowano o wulgaryzmach czy legalności nagrań.
Wreszcie, profesor zwraca uwagę na hipokryzję w kontekście praw kobiet. Opozycja, dziś rządząca, kiedyś organizowała masowe protesty w sprawie praw kobiet, jak marsz miliona w sprawie pani Joanny.
A tutaj ja nie widzę oburzenia tą sytuacją – mówi, wskazując, że rządzącym zależy na wrażeniu kontroli, a ruchy feministyczne traktują kwestie kobiet narzędziowo, w zależności od celów politycznych. - Część czy duża część tych ruchów praw kobiet tak naprawdę ona się nie zajmuje prawami kobiet, tylko traktuje je narzędziowo po to, ażeby osiągnąć określony cel polityczny.
Sprawa ujawnia szersze problemy systemowe. Jak podsumowuje prof. Zacharski, reakcja przyszła za późno, a incydent wpisuje się w "łańcuch" kryzysów, pozostawiając "potężny niedosyt".
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X