87 lat temu Niemcy rozpoczęli "mord sądowy" w Bydgoszczy. Trwał do 27 stycznia 1945 roku
W kalendarzu - licząc od 1 września 1939 do 8 maja 1945 roku - nie ma ani jednego dnia, w którym Niemcy nie mordowaliby Polaków. Niemcy - naród, który przedstawiany jest obecnie jako nasi "przyjaciele" - nigdy nie ponieśli najmniejszych konsekwencji za swoje zbrodnie, dziś ośmielają się nas pouczać, czym jest praworządność i uczyć demokracji. Czyni tak m. in. bezczelny ambasador Berger, czy ubolewający nad wynikiem wyborów prezydenckich w Polsce kanclerz Friedrich Merz. Ten ostatni leje teraz krokodyle łzy nad sukcesem AfD. Biorąc pod uwagę, że dziadek Merza był wysokim hitlerowskim urzędnikiem - jako członek NSDAP, SA i burmistrz miasta Brilon do roku 1937 - herr Merz powinien być bardziej powściągliwy w swoim oburzeniu.
Ojciec Merza wybrał karierę prawniczą, podobnie jak sam obecny kanclerz. To zresztą charakterystyczne dla Niemców. Ten naród, który od zarania gwałcił wszystkie prawa - boskie i ludzkie - najchętniej występował i występuje w todze. Ambicją Niemców było zawsze dorabianie "prawnych podstaw" do aktów gwałcących elementarną sprawiedliwość.
Tak było m.in. w przypadku Sondergericht Bromberg ("Sądu Specjalnego w Bydgoszczy"), którego 87 rocznicę powstania dziś obchodzimy. Był to niemiecki sąd specjalny (Sondergericht), działający w okupowanej Bydgoszczy w okresie od 9 września 1939 do 26 stycznia 1945 roku.
W pierwszych miesiącach niemieckiej okupacji Sąd Specjalny w Bydgoszczy rozpatrywał przede wszystkim sprawy Polaków oskarżanych o rzekome prześladowanie miejscowych volksdeutschów podczas wydarzeń tzw. bydgoskiej „krwawej niedzieli” (3–4 września 1939). W późniejszym okresie Sondergericht Bromberg stał się narzędziem terroru okupacyjnego, służącym do ujarzmiania i represjonowania ludności polskiej, zamieszkującej rejencję bydgoską prowincji Gdańsk-Prusy Zachodnie. Do chwili wyzwolenia Bydgoszczy w styczniu 1945 bydgoski Sąd Specjalny wydał 358 wyroków śmierci. Większość z nich można zakwalifikować jako mord sądowy.
W trakcie rozpraw prowadzonych przed "sądem" permanentnie łamano zasadę rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. Podsądnym uniemożliwiano pod błahymi pretekstami powoływanie świadków na swą obronę. Nie tłumaczono zeznań świadków na język polski, jak również nie pozwalano oskarżonym na zadawanie świadkom pytań. Oskarżonym, którzy znali język niemiecki i kwestionowali zeznania volksdeutschów sąd odmawiał prawa do składania obszerniejszych wyjaśnień (mogli oni jedynie udzielać krótkiej odpowiedzi na zadane im pytania), a nawet zarzucał bezczelność. Zeznaniom Polaków z zasady nie dawano zresztą wiary, gdy były one sprzeczne z zeznaniami Niemców. Częstą praktyką stosowaną przez niemieckich sędziów była zwłaszcza rezygnacja z zaprzysiężenia polskich świadków, przy jednoczesnym utrzymaniu tego obowiązku w stosunku do świadków narodowości niemieckiej. W przypadku, gdy zeznania okazywały się wzajemnie sprzeczne, polskich świadków – jako nie zaprzysiężonych – uznawano za niewiarygodnych. Zdarzały się wypadki, gdy Polaków skazywano na śmierć, na podstawie zeznań jednej tylko osoby. 22 letnią Wandę Bryś – matkę rocznego dziecka – skazano na śmierć za wydanie polskim żołnierzom Niemca Bucholza, choć nie udowodniono między jego śmiercią a jej działaniami żadnego związku przyczynowo-skutkowego. W sprawie braci Weynów (skazanych na śmierć i rozstrzelanych 12 września 1939), nie przedstawiono nawet aktu zgonu rzekomo zamordowanego przez nich volksdeutscha.
Żaden z pracowników Sondergericht Bromberg nie został po wojnie pociągnięty do odpowiedzialności karnej za swą działalność w latach 1939–1945. Niektórzy z nich znaleźli po wojnie pracę w zachodnioniemieckim wymiarze sprawiedliwości. Sędzia Dally (25 wyroków śmierci) objął na przykład funkcję przewodniczącego wydziału Sądu Krajowego w Duisburgu, a sędzia Deike (6 wyroków śmierci) pracował jako sędzia w Herford. Nawet sędziowie Michalowski i Kruschewski, którzy uczestniczyli w wydaniu dziesiątków wyroków śmierci kontynuowali po wojnie pracę w zawodzie (jako sędziowie w Mönchengladbach i Hamm).
Tacy byli, i są, Niemcy i ich "praworządność"!
Źródło: Republika, Wikipedia
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X