Blisko limitu zadłużenia. Czy czekają nas cięcia i wyższe podatki?
Zadłużenie Skarbu Państwa przekroczyło historyczną barierę dwóch bilionów złotych. Dużo bardziej niepokojący jest fakt, że zadłużenie zaczęło ocierać się o konstytucyjny limit wynoszący 60 procent PKB. "To sygnał alarmowy dla rządu i portfeli wszystkich Polaków". - alarmuje portal money.pl.
Dług EDP niemal na poziomie 60 proc. PKB. Czas trudnych decyzji
Z komunikatu Ministerstwa Finansów wynika jasno:
Według wstępnych szacunkowych danych, zadłużenie SP na koniec lutego 2026 r. wyniosło ok. 2.037,5 mld zł, co oznaczało wzrost o 39,2 mld zł (+2,0 proc.) m/m.
- czytamy.
To oznacza, że w zaledwie miesiąc zadłużenie wzrosło o ponad 39 miliardów złotych. Skala tego wzrostu pokazuje tempo, w jakim zwiększa się obciążenie finansowe państwa.
Największą część zadłużenia stanowi dług krajowy, który wynosi około 1 bln 627,4 mld zł. Dług zagraniczny to z kolei około 410,1 mld zł, co stanowi ponad 20 proc. całkowitego zadłużenia. To oznacza, że Polska wciąż w dużej mierze finansuje się wewnętrznie, jednak znaczący udział zobowiązań zagranicznych pozostaje istotnym elementem całej struktury. Jeszcze bardziej niepokojąco wyglądają dane dotyczące całego sektora finansów publicznych. Państwowy dług publiczny na koniec 2025 roku wyniósł 1 bln 913,5 mld zł. W samym IV kwartale wzrósł o ponad 91 mld zł, a w skali roku aż o 302,1 mld zł.
Relacja długu do PKB również rośnie i wynosi już 49,1 proc. To wyraźny sygnał pogarszającej się kondycji finansów publicznych.
Miliardy na odsetki zamiast na usługi. Jak dług wpłynie na Polaków
Jeszcze bardziej alarmujące są dane dotyczące tzw. długu EDP, czyli liczonego według unijnej metodologii. Na koniec 2025 roku wyniósł on 2 bln 335,2 mld zł. Relacja tego długu do PKB sięgnęła 59,97 proc., czyli niemal dokładnie granicy 60 proc. określonej w kryteriach z Maastricht. To oznacza, że Polska znalazła się bardzo blisko przekroczenia jednego z kluczowych progów fiskalnych obowiązujących w Unii Europejskiej.
Jak zauważa portal money.pl dla przeciętnego obywatela taki scenariusz oznaczałby bolesne cięcia i głębokie zmiany w portfelu.
W sytuacji przekroczenia konstytucyjnego progu rząd nie mógłby uchwalić budżetu z deficytem. To z kolei wymusiłoby drastyczne cięcia wydatków publicznych – od wstrzymania kluczowych inwestycji, przez zamrożenie płac w sferze budżetowej, aż po potencjalną rewizję transferów socjalnych. Zbliżenie się do granicy 60 proc. to wyraźny sygnał ostrzegawczy, że przestrzeń na kolejne, niepokryte w dochodach obietnice polityczne została ostatecznie wyczerpana
- możemy przeczytać.
Wraz z gigantycznym długiem pojawia się problem dotyczący jego obsługi.
Odsetki od długu przekraczającego 2 biliony złotych to dziesiątki miliardów złotych rocznie, które muszą zostać zapłacone inwestorom kupującym polskie obligacje. Te pieniądze bezpowrotnie znikają z systemu – nie sfinansują budowy nowych szpitali, modernizacji szkół czy obniżek podatków dochodowych. Obecna sytuacja wymusi na decydentach powrót do trudnej sztuki konsolidacji finansów publicznych, ponieważ rachunek za lata stymulacji fiskalnej zaczyna ciążyć całej gospodarce
- informuje money.pl
Opanowanie rosnącego długu może oznaczać konieczność podwyższenia podatków lub radykalnych cięć m.in. w programach socjalnych.
Źródło: Republika, money.pl, gov.pl
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X