Kraskowski po wyjściu z aresztu: nie zrobił tego samotny szaleniec
-Byłem przekonany, że jest to dzieło szaleńca, który ewentualnie podpiął się pod Silnych Razem, ale zaczynam zmieniać zdanie. Cała ta robota została wykonana profesjonalnie, że tego nie robił samotny szaleniec, ale za tym stałą grupa ludzi - mówił Leszek Kraskowski tuż po wyjściu z aresztu śledczego na Białołęce w Warszawie. Było to możliwe dzięki Tomaszowi Sakiewiczowi, który bez wahania wpłacił wymaganą kwotę.
Dziennikarz Leszek Kraskowski zatrzymany po działaniach służb wyszedł dzisiaj (3 lipca) na wolności dzięki wpłacie poręczenia finansowego prezesa Telewizji Republika, Tomasza Sakiewicza.
Chciałbym podziękować Telewizji Republika i prezesowi Sakiewiczowi. Powiedzmy sobie szczerze, nie stać by mnie było na takie poręczenie. Gdyby nie to poręczenie, to byśmy tutaj w tej chwili nie rozmawiali, tylko bym nadal tkwił za tymi murami
- mówił Kraskowski.
W rozmowie z dziennikarzem Telewizji Republika Michałem Gwardyńskim Leszek Kraskowski powiedział, że podczas dni, które spędził w areszcie śledczym najgorsze wcale nie były pluskwy, ale nieznośny upał.
Te pluskwy nie były najgorsze, ale upał. W niedzielę mieliśmy wręcz bunt więźniów
- mówił.
Dziennikarz śledczy odniósł się również do zarzutów kierowania gróźb karalnych wobec szefa piaseczyńskiej policji, które mu zarzucono i nielegalnego posiadania broni.
Powtarzam od początku, że ja tego maila z groźbami nie napisałem. Nie trzeba być dziennikarzem śledczym z 36-letnim stażem pracy, żeby to stwierdzić. Wysyłając maila za pośrednictwem sieci TOR, żeby prokuratura nie mogła dojść do tego kto faktycznie tego maila wysłał
- zauważył.
Następnie stwierdził, że sprawa ta to nie tylko kompromitacja policji, prokuratury, ale również sądu w Piasecznie. To, co wyrabiał "sędzia wojskowy, który wydawał postanowienie o tymczasowym moim aresztowaniu, to coś nieprawdopodobnego".
Czułem się, jakby był rok 1952. Brakowało tylko portretu marszałka Stalina i kalendarza z datą 1952. Sędzia walił pięścią w stół, krzyczał. Pozwolił mi mówić przez trzy minuty, po czym odesłał mnie tutaj (do aresztu śledczego Warszawa Białołęka -red.), bym odpoczął sobie od pracy w charakterze dziennikarza
- oznajmił.
Kraskowski mówił też o kwestii zarzutów dotyczących posiadania w samochodzie przez 6 godzin pożyczonego pistoletu strzelającego pieprzem, za co grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.
Instruktor pożyczył mi broń i nie powiedział ani słowem, że na ten kaliber 9 mm trzeba mieć pozwolenie
- powiedział Kraskowski.
Źródło: Republika, X.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X