Ukraińcy znaleźli rosyjski słaby punkt. Ich aplikację ma niemal każdy Rosjanin
Ukraińskie ataki na centra logistyczne Wildberries – największej rosyjskiej platformy e-commerce, nazywanej „Amazonem Rosji” – okazują się dla Kremla bardziej bolesne niż bombardowania rafinerii. Firma stała się kluczowym kanałem zaopatrzenia wojsk walczących w Ukrainie, a jej zniszczenie uderza bezpośrednio w mieszkańców Moskwy i Petersburga, niszcząc iluzję normalności, którą Władimir Putin starannie chronił.
Od miesięcy Ukraina prowadzi szeroko zakrojoną kampanię uderzeń w rosyjską infrastrukturę energetyczną, wojskową i logistyczną. Najnowszym celem stały się jednak depozyty i centra logistyczne Wildberries. Platforma, z której codziennie korzystają dziesiątki milionów Rosjan, przekształciła się w ogromny, prywatny łańcuch dostaw dla armii rosyjskiej.
Oficjalna logistyka wojskowa od dawna boryka się z opóźnieniami, nieudolnością i korupcją. Żołnierze na froncie coraz częściej zamawiają więc sprzęt na własną rękę – kamizelki kuloodporne, hełmy, komponenty do dronów, apteczki taktyczne czy systemy walki elektronicznej. Do niedawna Wildberries miał nawet specjalną kategorię „Wszystko do specjalnej operacji wojskowej” zawierającą ponad 200 tysięcy pozycji. Choć kategorię usunięto, sprzęt nadal jest dostępny pod innymi nazwami.
Pierwsze uderzenia skierowano w główne centrum logistyczne pod Moskwą. Pożar wywołał ogromną chmurę dymu widoczną nawet z kosmosu, która zasłoniła niebo nad całym obszarem metropolitalnym. Kolejne ataki objęły magazyny w Sankt Petersburgu, Twerze, Symferopolu (okupowany Krym), Krasnodarze, Tambowie i Woroneżu. Zginęło kilku pracowników firmy.
Prezydent Wołodymyr Zełenski podkreślił, że zniszczone obiekty służyły do dostarczania armii rosyjskiej komponentów do dronów, systemów nawigacyjnych i innego sprzętu wojskowego. Zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym obiekt cywilny staje się legalnym celem, gdy przynosi wyraźną korzyść militarną. Wildberries spełnia ten warunek – w przeciwieństwie do rosyjskich ataków na ukraińskie bloki mieszkalne, centra handlowe czy szpitale.
Skutki ataków odczuwają nie tylko żołnierze. Dziesiątki milionów Rosjan korzysta z platformy codziennie, a miliony zarabiają na sprzedaży przez nią. W mediach społecznościowych mnożą się nagrania ludzi wściekłych i zrozpaczonych z powodu zniszczonych towarów i utraty źródła utrzymania. Wielu z nich wydaje się szczerze zaskoczonych, że wojna, którą wcześniej wspierali, nagle uderzyła w ich codzienne życie.
Analitycy wskazują, że zniszczenie magazynów Wildberries boleśniej dotyka rosyjskie społeczeństwo niż problemy z paliwem po atakach na rafinerie. Władze priorytetowo chroniły zaopatrzenie Moskwy i Petersburga, ale infrastruktura szybkich dostaw w kraju rozciągającym się na 11 stref czasowych nie da się szybko odbudować. Ukraina zniszczyła już około 10 proc. zdolności logistycznych Wildberries. Straty samej firmy szacuje się na co najmniej 400 milionów dolarów, a sprzedawców nawet na 2 miliardy.
Dowódca ukraińskich sił bezzałogowych Robert „Magyar” Brovdi otwarcie przyznał, że celem jest zburzenie „iluzji komfortowego pokoju”, w której żyła duża część rosyjskiego społeczeństwa, podczas gdy armia prowadzi brutalną wojnę tuż za granicą. Wildberries jest aplikacją na telefonach niemal wszystkich Rosjan – dlatego wojna stała się niemożliwa do zignorowania.
Po czterech latach propagandy zapewniającej, że walki w Ukrainie nie dotkną zwykłych obywateli, wojna wróciła do domu. Dla Władimira Putina utrzymanie pozorów normalności staje się coraz trudniejsze.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X