Przejdź do treści
NBP Prof. Adam Glapiński, jako pierwszy Prezes NBP, osobiście dokonał inspekcji zasobów złota wchodzących w skład oficjalnych aktywów rezerwowych NBP, zdeponowanych w skarbcu Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku.
21:33 Otrzymaliśmy 2974 zgłoszenia dotyczące możliwych nieprawidłowości podczas niedzielnych wyborów parlamentarnych, czyli ponad trzy razy więcej niż podczas ostatnich wyborów z 2024 roku - poinformował p.o. szefa MSW Bułgarii Emil Deczew
20:09 Papież Leon XIV w drugim dniu wizyty w Angoli odwiedził w niedzielę sanktuarium maryjne w mieście Muxima, gdzie modlił się o pokój i sprawiedliwość, o świat bez nędzy i nieuczciwości
16:18 Norwegia ma rezerwy strategiczne paliw na 20 dni. Premier Jonas Gahr Stoere powiedział, że rząd rozważa powszechne wprowadzenie pracy zdalnej, by zmniejszyć mobilność obywateli i zredukować popyt na paliwa transportowe
15:49 Prezydent USA Donald Trump powiedział w niedzielę, że amerykańskiej delegacji na rozmowy z Iranem nie będzie tym razem przewodził wiceprezydent J.D. Vance, powołując się na względy bezpieczeństwa
14:41 Donald Trump: przedstawiciele USA będą w poniedziałek w Islamabadzie; w razie fiaska rozmów irańska infrastruktura zostanie zniszczona
Portal tvrepublika.pl informacje z kraju i świata 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Nie zasypiamy nigdy. Bądź z nami!
NBP Prof. Adam Glapiński, Prezes NBP: Zasoby złota NBP urosną do 700 ton, a Polska znajdzie się na liście TOP 10 z największymi zasobami złota.
Wydarzenie Zapraszamy mieszkańców Wrocławia do podpisywania się przeciwko wejściu w życie paktu migracyjnego. Przedstawiciele Ruchu Obrony Granic czekają od poniedziałku do piątku w godz. 15:30-19:00 przy Pl. Solidarności (obok tunelu)
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Rumia zaprasza na spotkanie z radnym Michałem Kryżą oraz posłem Michałem Kowalskim. 20 kwietnia, godz. 18:00 I Liceum Ogólnokształcące im. Książąt Pomorskich Starowiejska 4, Rumia
Wydarzenie Klub Gazety Polskiej w Piotrkowie Tryb. zaprasza 20 kwietnia o godz. 18.00 do sali OSP w Sulejowie (PL.Straży) na spotkanie z posłami Anna Gembicka, Anna Milczanowska i Antonim Macierewiczem
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Wrocław i Poseł Paweł Hreniak zapraszają na spotkanie z Mariuszem Błaszczakiem 20 kwietnia, godz. 18.30, Pomnik Bolesława Chrobrego, ul. Świdnicka, Wrocław
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Gdańsk II zaprasza na spotkanie z Robertem Bąkiewiczem - 21 kwietnia, godz. 18:00, Szkoła REMEDIUM, ul. Chopina 3, Pruszcz Gdański
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Kościerzyna zaprasza na spotkanie z konstytucjonalistą dr. Oskarem Kidą, Reporterem TV Republika Krzysztofem Puternickim, Radnym Waldemarem Hetmańskim. 21 kwietnia, godz. 17:30 Sala Miejska, ul. 3 maja 9, Kościerzyna
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Dąbrowa Górnicza II zaprasza na spotkanie z Posłami, Patrykiem Jakim i Robertem Warwasem 22 kwietnia, godz. 14:00 Sala Audytorium Maximum Akademii WSB, ul. Cieplaka 1C, Dąbrowa Górnicza
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Kraków zaprasza na spotkanie z Oskarem Kidą, 22 kwietnia, godz. 16:30 Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, pl. Szczepański 8, Kraków
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Bytów zaprasza na spotkanie z posłami Michałem Moskalem i Michałem Kowalskim, 22 kwietnia, godz. 17.30, Dom Kultury, ul. Strażacka 1, Karsin
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Elbląg - Pasłęk oraz poseł Teresa Wilk zapraszają na spotkanie z Robertem Bąkiewiczem. 23 kwietnia, godz. 17:00, Wyższa Szkoła im. Bogdana Jańskiego, ul. Stoczniowa 10, Elbląg
Wydarzenia Klub "Gazety Polskiej" Łuków zaprasza na spotkanie z kapelanem Prezydenta RP ks. prof. Jarosławem Wąsowiczem. 23 kwietnia, godz. 18:00 Msza Św. Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Łukowie, po Mszy Św. o godz. 18:45 spotkanie w sali konferencyjnej
Wydarzenia Klub "Gazety Polskiej" Bytom II zaprasza na spotkanie z posłem Wojciechem Szaramą - 23 kwietnia, godz. 18:00 w salce parafialnej Kościoła Mariackiego przy ulicy Karola Koziołka 3 w Bytomiu
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Płock i Poseł Wioletta Kulpa zapraszają na spotkanie z Oskarem Kidą i Oskarem Szafarowiczem, 24 kwietnia, godz. 18.00, Sala Harcerskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Dzieci Płocka”, Al. Jachowicza 35, Płock
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Nowy Sącz im. J. Olszewskiego zaprasza na spotkanie z autorem, publicystą Gazety Polskiej, Gazety Polskiej Codziennie Leszkiem Galarowiczem, 24 kwietnia, godz. 18.00, RESTAURACJA PIEROSZKI.PL ul. Wiśniowieckiego 57, Nowy Sącz
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Piotrków Tryb. zaprasza na spotkanie dot. sądów doraźnych KBW z Pawłem Wąsem, 24 kwietnia, godz. 18.30, Sala Oratorium przy kościele OO. Bernardynów, ul. Słowackiego 2, Piotrków Trybunalski
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Ryki II zaprasza na spotkanie z Marianem Kowalskim - 25 kwietnia, godz. 17:00, CKiS ("Pałacyk"), ul. Warszawska 11, Ryki
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Łomża zaprasza na spotkanie z mecenasem Krzysztofem Wąsowskim - 25 kwietnia, godz. 15:30, Aula kard. Stefana Wyszyńskiego, Uczelnia Jańskiego w Łomży
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Głogów i poseł Wojciech Zubowski zapraszają na spotkanie z Europoseł Anną Zalewską 25 kwietnia, godz. 17.00. Aula św. Gerarda przy kościele pw. św. Klemensa, ul. Sikorskiego 23, Głogów
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Banino oraz poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk zapraszają na spotkanie z posłami: Arkadiuszem Mularczykiem i Kazimierzem Smolińskim - 25 kwietnia, godz. 17:30, Centrum Kultury Spichlerz, ul. 3 Maja 9c, Żukowo
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Hel oraz poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk zapraszają na spotkanie z posłami Arkadiuszem Mularczykiem i Kazimierzem Smolińskim. 25 kwietnia, godz. 15:00 Hotel Nadmorski ul. Ejsmonda 2, Gdynia
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Częstochowa wraz z Młodzieżowym Częstochowskim Klubem "Gazety Polskiej" zapraszają na spotkanie z posłami Dariuszem Mateckim, Mariuszem Goskiem 25 kwietnia, godz. 16:00 Aula Solidarności ul. Łódzka 8/12, Częstochowa
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Nowy Sącz im. ks. Gurgacza zaprasza na spotkanie z Andrzejem Szelążkiem, autorem książki "Dzieci wojny" - 25 kwietnia, godz. 11:00, MCK "Sokół" w sali Sichrawy, ul. Długosza 3, Nowy Sącz
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Aleksandrów Łódzki zaprasza na spotkanie z byłym premierem Mateuszem Morawieckim - 27 kwietnia, godz. 18:00, ul. Wojska Polskiego 128, Aleksandrów Łódzki
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Konstantynów Łódzki zaprasza na spotkanie z dr. Oskarem Kidą. 28 kwietnia, godz. 19:00. Dom parafialny przy Kościele pw. Nawiedzenia NMP w Srebrnej ul. Kościelna 9
Wydarzenie Klub „GP" Gliwice oraz Młodzieżowy Klub "GP" Gliwice zapraszają na spotkanie z Tomaszem Sakiewiczem, Ewą Wójcik, Pawłem Piekarczykiem. Spotkanie poprowadzi Sabina Treffler. 29 kwietnia, godz. 18.00, Centrum Edukacyjne, ul. Jana Pawła 2, Gliwice

Chaos na francuskiej scenie politycznej – czy Macron doprowadzi do przedterminowych wyborów?

Źródło: Telewizja Republika

Emmanuel Macron znów pod ścianą. Prezydent Francji spotkał się właśnie z przewodniczącą Zgromadzenia Narodowego i przewodniczącym Senatu – co zgodnie z art. 12 francuskiej konstytucji jest wymagane, jeśli zamierza rozwiązać parlament. Czy oznacza to przyspieszone wybory parlamentarne we Francji? W Paryżu huczy od spekulacji. Choć Pałac Elizejski nie potwierdza jeszcze takiego scenariusza, kryzys polityczny nad Sekwaną osiągnął punkt krytyczny. Po dymisji kolejnego premiera i fiasku prób sklecenia koalicji rządzącej Macron musi wybierać: albo znajdzie cudowną receptę na większość parlamentarną, albo zaryzykuje rozpisanie nowych wyborów, wiedząc, że może na tym stracić władzę. Tymczasem francuska prawica z Marine Le Pen na czele już zaciera ręce, prezentując się jako gotowa alternatywa dla pogrążonej w chaosie prezydentury Macrona.

Prezydent bez większości 

Aby zrozumieć obecny impas, trzeba cofnąć się do wyborów parlamentarnych z czerwca 2022 roku. Były one zimnym prysznicem dla świeżo wybranego na drugą kadencję Macrona. Jego centrowa koalicja Ensemble („Razem”) zdobyła co prawda najwięcej mandatów, ale tylko 245 na 577 – daleko od bezwzględnej większości 289 głosów. Po raz pierwszy od dekad nowo wybrany prezydent nie dysponował większością w Zgromadzeniu Narodowym, co oznaczało paraliżującą konieczność szukania głosów u opozycji. Drugie miejsce zajęła lewicowa koalicja NUPES (Nowa Unia Ludowa) z 131 mandatami, a prawdziwą sensacją był wynik Marine Le Pen. Jej dotąd izolowana partia Zjednoczenie Narodowe (RN) wprowadziła aż 89 deputowanych – podczas gdy w poprzednich wyborach w 2017 r. miała ich zaledwie ośmiu. To historyczny sukces francuskiej prawicy narodowej, czyniący z RN drugą największą siłę opozycyjną w izbie niższej. Tradycyjna centroprawica (Republikanie) zdobyła 61 miejsc, co ustawiło ją w roli języczka u wagi.

Prezydencka koalicja „Ensemble” znalazła się w sytuacji bez precedensu: musiała rządzić jako mniejszość. W systemie Piątej Republiki, gdzie silna władza prezydencka opiera się zwykle na parlamentarnej większości, taki układ to przepis na destabilizację. Macron wprawdzie pozostawił na stanowisku premier Élisabeth Borne, licząc że doświadczona technokratka zdoła pozyskać umiarkowanych Republikanów dla rządu jedności. Szybko okazało się to mrzonką. Podzielony politycznie parlament ugrzązł w klinczu – każda ustawa wymagała targów i ustępstw, a opozycja raz po raz rzucała prezydentowi kłody pod nogi. Dość powiedzieć, że w ciągu kilkunastu miesięcy rząd Borne 17 razy sięgał po kontrowersyjny art. 49.3 konstytucji, pozwalający przyjmować ustawy bez głosowania (o ile opozycja nie obali rządu wotum nieufności). Ten tryb, de facto rządzenie dekretami, wywoływał wściekłość opozycji i oskarżenia Macrona o arogancję władzy.

Mniejszościowy rząd i bunt Francuzów

Symbolicznym punktem zapalnym stała się forsowana przez Macrona reforma emerytalna. Prezydent uparł się, by podnieść wiek emerytalny z 62 do 64 lat, mimo masowych protestów społecznych. Gdy w marcu 2023 r. rząd Borne zdecydował się przepchnąć tę reformę bez głosowania, powołując się na art. 49.3, opozycja z lewej i prawej strony jednym głosem potępiła taki krok jako „zamach na demokrację”. Na ulice francuskich miast wyszły setki tysięcy oburzonych obywateli, doszło do strajków i starć z policją. W parlamencie zaś złożono wnioski o wotum nieufności wobec rządu. Jeden z nich omal nie obalił gabinetu – zabrakło zaledwie 9 głosów, by rząd Borne upadł. To pokazuje skalę politycznego wrzenia: nawet umiarkowani posłowie prawicy byli o krok od wywrócenia rządu Macrona w porozumieniu z lewicą i narodowcami. Prezydent przetrwał ten szturm, ale jego pozycja chwiała się w posadach, a notowania popularności runęły do rekordowo niskich poziomów.

Macron, znany z ambicji i nieustępliwości, zarzekał się wówczas, że nie rozwiąże parlamentu pod presją ulicy. Obawiał się – zapewne słusznie – że nowe wybory w apogeum społecznego gniewu mogłyby zakończyć się dla niego katastrofą. Sondaże już wtedy pokazywały bowiem dalszy wzrost poparcia dla Marine Le Pen. Francuzi rozczarowani chaosem w państwie zaczynali patrzeć przychylniej na ugrupowanie długo uznawane za „niedemokratyczne”. W Zgromadzeniu Narodowym posłowie RN, wcześniej polityczni outsiderzy, zachowywali się zaskakująco zdyscyplinowanie i merytorycznie, odcinając się od burd urządzanych czasem przez skrajną lewicę. Le Pen konsekwentnie łagodziła swój wizerunek, kreując się na głos rozsądku i spokoju w kontraście do „panicza” Macrona i radykałów spod znaku Jean-Luca Mélenchona. Paradoks francuskiej sceny politycznej polegał na tym, że właśnie Marine Le Pen – od lat określana mianem „skrajnej prawicy” – jawiła się coraz liczniejszym wyborcom jako gwarant normalności w państwie pogrążonym w permanentnym kryzysie.

Macron stawia wszystko na jedną kartę

Mijają kolejne miesiące impasu. Emmanuel Macron próbuje przetrwać resztę kadencji (ma mandat prezydenta aż do 2027 r.) bez oddawania pola opozycji. Jednak parlamentarnego pata nie udaje się przełamać. Prezydent co prawda nieformalnie dogaduje się z częścią Republikanów, by popierali niektóre rządowe ustawy, lecz to wciąż za mało do stabilnych rządów. Opozycja urządza mu regularne polityczne przesłuchania – przez półtora roku urządzono 17 głosowań nad wotum nieufności i choć każdy rząd się obronił, zużycie polityczne obozu Macrona rosło. Francja ugrzęzła w dryfie, bez reform i z narastającym długiem publicznym (ok. 116% PKB). W czerwcu 2024 Macron w końcu zdecydował się na desperacki krok: rozwiązał Zgromadzenie Narodowe i rozpisał przedterminowe wybory parlamentarne. Decyzja ta zaskoczyła nawet wielu jego zwolenników – jeszcze niedawno zapewniał przecież, że tego nie zrobi. Wyglądało to na hazardową zagrywkę: prezydent liczył, że nowe rozdanie w izbie niższej pozwoli odzyskać kontrolę nad państwem. W razie sukcesu mógłby ostatnie lata kadencji poświęcić realizacji swojego programu, a w razie powtórki impasu – zrzucić winę na nieodpowiedzialną opozycję.

Wybory odbyły się w lipcu 2024 r. i rzeczywiście zapisały się w historii, choć nie tak, jak marzył Macron. Już pierwsza tura przyniosła sensację: najwięcej głosów zdobyło Zjednoczenie Narodowe Le Pen – 32%. W drugiej turze jednak do gry weszła francuska ordynacja większościowa i tzw. „front republikański” – nieformalny sojusz wszystkich od centrum po komunistów, byle tylko nie dopuścić RN do władzy. Ponad 200 kandydatów lewicy i centrum wycofało się przed dogrywką, by nie rozbijać antylepenowskiego elektoratu. Ta mobilizacja przyniosła skutek: najwięcej mandatów ostatecznie zdobył blok lewicowy Nowy Front Ludowy (NFL) – 182 posłów. Marine Le Pen wprowadziła do Zgromadzenia 125 deputowanych RN (143 razem z kilkunastoma sprzymierzonymi konserwatystami), co dało jej partii dopiero trzecią pozycję. Macron zaś poniósł spektakularną porażkę – jego centryści stopnieli do 168 mandatów (utrata 77 miejsc). Żadne ugrupowanie nie zbliżyło się nawet do progu większości absolutnej 289 posłów. Francuzi wybrali parlament w jeszcze większym rozsypaniu niż poprzedni. Prezydent zapłacił polityczną cenę za swój gambit – zamiast wzmocnienia władzy, rozwiązanie parlamentu osłabiło jego obóz i przyspieszyło erozję jego autorytetu.

Po wyborach z lipca 2024 zaczęły się prawdziwe schody. Skoro lewica miała najwięcej mandatów, prezydent stanął przed dylematem: albo powołać rząd z opozycji (tzw. kohabitacja, np. z lewicowym premierem), albo próbować sklecić własny gabinet mniejszościowy z tymi centrowcami i prawicowcami, którzy zechcą z nim współpracować. Macron wybrał to drugie, ryzykowniejsze wyjście – nie chciał oddawać steru rządów swoim przeciwnikom. Jednak żaden z jego nowych rządów nie przetrwał długo. Najpierw na premiera mianowany został François Bayrou (lider centrowej partii MoDem, dawny sojusznik Macrona). Jego gabinet upadł jesienią 2024, kiedy posłowie odrzucili rządowy projekt budżetu cięć – opozycja przegłosowała wtedy wotum nieufności i Bayrou musiał odejść. Macron spróbował więc innej taktyki: powierzył misję utworzenia rządu Michelowi Barnierowi, doświadczonemu politykowi kojarzonemu z umiarkowaną prawicą (Republikanami). Ten ruch miał przeciągnąć na stronę władzy część konserwatystów. Nic z tego – wiosną 2025 r. Barnier również poległ w głosowaniu nad wotum nieufności, znów na tle sporów o budżet i cięcia wydatków. Francja biła rekordy w liczbie zmian premiera, a media z przekąsem zaczęły porównywać sytuację V Republiki do chronicznej niestabilności politycznej Włoch.

Anarchia w Paryżu – nadchodzi czas Le Pen?

Kulminacja nastąpiła jesienią 2025. W ciągu zaledwie kilku tygodni Francja miała trzech premierów! Po dymisji Barniera Macron powołał na szefa rządu Sébastiena Lecornu – młodego technokratę z własnego obozu, uchodzącego za kompromisowego negocjatora. Lecornu próbował stworzyć „rząd ponad podziałami”, wciągając do gabinetu paru konserwatystów, m.in. wpływowego Bruna Retailleau (lidera Republikanów w Senacie) jako ministra spraw wewnętrznych. To jednak okazało się przepisem na katastrofę. Gdy w październiku ogłoszono skład nowego rządu, rozległa się krytyka z każdej strony. Prawica poczuła się oszukana obecnością w gabinecie Bruno Le Maire’a – starego ministra finansów Macrona, którego obwinia za wysokie zadłużenie kraju. Już kilkanaście godzin po nominacjach doszło do buntu: Retailleau publicznie skrytykował Lecornu za złamanie obietnicy „zerwania z polityką poprzedników”. To z kolei wywołało burzę po stronie prezydenckiej. Nowy rząd jeszcze nie zdążył powstać, a już się rozpadł – premiera posypała się lawina dymisji i żądań rekonstrukcji. W rezultacie Sébastien Lecornu podał się do dymisji po 27 dniach urzędowania, stając się najkrócej urzędującym premierem w nowoczesnej historii Francji. Trzeci premier w ciągu roku stracił stanowisko, a państwo pogrążyło się w kompletnym chaosie.

W tej sytuacji rozległy się nawoływania: „Macron musi odejść!”. Nawet bliscy niegdyś sojusznicy prezydenta zaczęli publicznie kwestionować jego przywództwo. Były premier Edouard Philippe stwierdził, że jeśli trzech kolejnych premierów nie jest w stanie uzyskać większości, prezydent powinien „odejść z urzędu w uporządkowany sposób” po uchwaleniu budżetu, by umożliwić przełamanie impasu. Skrajnie lewicowa „Francja Nieujarzmiona” poszła dalej – jej lider Jean-Luc Mélenchon domagał się wręcz impeachmentu Macrona. Coraz głośniej brzmi jednak głos prawicy narodowej, bo to ona wydaje się największym wygranym politycznego zamętu. Marine Le Pen i jej partia RN konsekwentnie apelują o rozpisanie zarówno nowych wyborów parlamentarnych, jak i nawet wcześniejszych wyborów prezydenckich. „Przyspieszone wybory są konieczne” – powtarza Le Pen, wskazując, że obecny parlament nie odzwierciedla już woli narodu. Jej następca na stanowisku szefa RN, 28-letni Jordan Bardella, deklaruje bez ogródek: „Jesteśmy gotowi do rządzenia”.

Niegdyś establishment traktował możliwość dojścia Marine Le Pen do władzy jak political fiction. Dziś taki scenariusz jest całkiem realny. Zjednoczenie Narodowe cieszy się dużym i stabilnym poparciem – przed zeszłorocznymi wyborami prowadziło w sondażach z wynikiem 36%. Choć ordynacja większościowa w 2024 r. pozbawiła je zwycięstwa, kolejna kampania mogłaby potoczyć się inaczej. W obozie Le Pen panuje przekonanie, że Francuzi mają dość „cyrku” fundowanego przez Macrona i lewicę, i w końcu dadzą szansę prawicy na samodzielne rządy. „Kordon sanitarny” wokół RN pękł już zresztą w wielu miejscach – we władzach Zgromadzenia Narodowego narodowcy obsadzili w 2022 r. dwa stanowiska wicemarszałków, bo posłowie obozu władzy nie byli w stanie ich zablokować. Nawet część Republikanów skłania się ku współpracy z RN, widząc w tym mniejsze zło niż dalsze trwanie chaosu. W ostatnich dniach Bruno Retailleau – ten sam, który storpedował rząd Lecornu – oświadczył, że jego partia gotowa jest wejść do rządu w ramach kohabitacji, byle prawica „nie rozpłynęła się” w macronistowskim obozie. To wyraźny sygnał: tradycyjna prawica dystansuje się od skompromitowanego prezydenta i szuka nowego układu sił.

Jaka przyszłość polityczna czeka Francję?

Kiedy piszemy te słowa, Emmanuel Macron wciąż waha się nad decyzją. Konsultacje w Pałacu Elizejskim z szefami obu izb parlamentu sugerują, że realnie rozważa on rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego. Ma jednak świadomość, że to zagranie va banque. Kolejne przyspieszone wybory – drugie w ciągu półtora roku – mogą pogrążyć resztki jego obozu. Jeśli faktycznie do nich doprowadzi, będzie to akt desperacji, ostatnia próba odzyskania inicjatywy. Warto pamiętać, że zgodnie z konstytucją po rozwiązaniu parlamentu prezydent nie mógłby tego zrobić ponownie przez kolejny rok. Innymi słowy, Macron nie ma już wielu ruchów. Alternatywą byłaby zgoda na premiera spoza własnego kręgu (np. z opozycji), co oznaczałoby upokarzającą kohabitację i oddanie sterów rządu rywalom politycznym. Jak dotąd prezydent twardo odrzucał wezwania do takiego kroku. Równie stanowczo dementuje sugestie, jakoby rozważał swoją własną dymisję – mimo apeli nawet ze strony dawnych sprzymierzeńców. Macron najwyraźniej zamierza trwać na stanowisku do końca kadencji w 2027 r., licząc na cud lub szczęśliwy zbieg okoliczności, który pozwoli mu przełamać impas.

Cudu jednak nie widać. Francja pogrąża się w kryzysie politycznym o niespotykanej skali. W ciągu zaledwie dwóch lat rządów Macrona doszło do takiej rotacji premierów, że publicyści piszą o „francuskim tasiemcu”, a inwestorzy z niepokojem patrzą na skaczące rentowności obligacji w reakcji na wieści z Paryża. Państwo uważane dotąd za ostoję stabilności w Unii Europejskiej zaczyna przypominać rozchwianą IV Republikę sprzed dekad lub politycznie podzielone Włochy. Jednocześnie narasta frustracja społeczeństwa – obywatele czują, że władza nie jest w stanie realizować podstawowych zadań, a kolejne wybory nie rozwiązują problemu. W takich warunkach skrajności zyskują wiatr w żagle. Marine Le Pen już trzykrotnie bez powodzenia kandydowała na prezydenta, ale nigdy dotąd nie miała tak sprzyjającej koniunktury, by sięgnąć po realną władzę. Jeśli Macron zdecyduje się na przedterminowe wybory parlamentarne, istnieje duże prawdopodobieństwo, że tym razem to obóz Le Pen wyjdzie z nich wzmocniony, być może nawet jako zwycięzca. A wtedy scenariusz, w którym za kilka lat – albo i szybciej – na czele Francji staje pierwsza kobieta-prezydent o nacjonalistycznych poglądach, przestanie być political fiction. Francuski parlamentarny cyrk może więc mieć swój finał w postaci radykalnej zmiany politycznej władzy. Czy będzie to lekarstwo na chaos, czy tylko jego nowa odsłona – o tym zadecydują już francuscy wyborcy.

Źródła: Euronews, PAP, Portal TV Republika

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google. 

Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube

Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB

Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X