Steczkowska nie kryje żalu po Eurowizji. „Płakałam z żalu” – kulisy konfliktu z TVP w likwidacji wyszły na jaw
Po ogromnym sukcesie na Eurowizji Justyna Steczkowska przeżyła bolesne rozczarowanie. Artystka nie została zaproszona na festiwal w Opolu, mimo wcześniejszych ustaleń. Dziś ujawnia, jak bardzo ją to dotknęło.
Występ Justyny Steczkowskiej z utworem „Gaja” przyniósł jej ogromne wsparcie fanów i rekordowe zainteresowanie. Tym większym szokiem okazała się decyzja o pominięciu jej podczas Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. W rozmowie z Żurnaliście wokalistka przyznała, że sytuacja była dla niej niezrozumiała i bolesna.
„Tam była taka sytuacja, której ja po prostu nie rozumiałam, naprawdę to było dla mnie trudne przeżycie. Wróciliśmy z tej Eurowizji i okazało się, że ludzie totalnie za mną stanęli, TVP miała 6 mln oglądalności, co znaczy, że zarobiła mnóstwo pieniędzy, dzięki temu, co tam zrobiliśmy. Więc w zasadzie byłam osobą, która przyniosła te pieniądze, a właściwie oddała ponad 100% tego, co oni tam wsadzili” – wyznała.
Steczkowska podkreśliła, że wcześniej wszystko wskazywało na to, że pojawi się w Opolu. Nagła zmiana decyzji i brak jasnego powodu wywołały w niej ogromne emocje.
„Mieliśmy zagrać w Opolu i wcześniej już się dogadaliśmy w tym temacie, a tu nagle odmowa. Gdybym wiedziała, o co poszło, to bym ci powiedziała. Tam było tyle informacji. Jeden powiedział, że ‘nie’, bo zaraz po Eurowizji wystąpiłam na festiwalu w Polsacie, na który zostałam zaproszona. Drugi, że tylko gdybym była na Eurowizji w pierwszej trójce, to mogłabym wystąpić w Opolu, trzeci jeszcze coś innego... Tysiące głosów, a gdzie jest prawda? Przede wszystkim, kto to mówi, możecie dać jakieś nazwisko? ‘Nie, nie mogę’. To się nakręcało, ja zaczęłam płakać, denerwować się, aż w końcu pomyślałam, ale nad czym ja płaczę, po co się denerwuję. Nie, to nie, mam to gdzieś, zajmuję się sobą, idę dalej” – dodała.
Jak się okazało, po czasie doszło do pojednania. Artystka otrzymała telefon z przeprosinami i zaproszenie na spotkanie z władzami stacji.
„Odpuściłam to wszystko. No i co się wtedy stało, gdy człowiek odpuszcza? Sami zadzwonili do mnie z przeprosinami. Zostałam w tej energii żalu i pretensji, naprawdę płakałam z żalu, zastanawiając się, dlaczego mi się to wydarzyło, aż w końcu wróciłam do siebie – bez pretensji i oczekiwań (…). Nie mija kilka dni, a oni dzwonią, zapraszają na spotkanie z prezesem (…). Przyszłam, przyjęłam kwiaty, powiedziałam, że było mi przykro, ale spoko, już nie mam problemu” – podsumowała.
Źródło: youtube.com/@zurnalistapl
Źródło: Żurnalista, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X