Bartkiewicz: rząd nie może zbagatelizować sprawy wejścia do domu Sakiewicza
„Rząd nie może zbagatelizować sprawy wejścia policji do mieszkania redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza, bo obecna koalicja rządząca dochodziła do władzy, m.in. obiecując obronę zagrożonych wolności, wśród których wolność słowa zajmuje niepoślednie miejsce” – napisał w „Rzeczpospolitej” Artur Bartkiewicz.
Jednym wolno więcej, innym mniej?
Autor w swoim komentarzu zwraca uwagę na kilka ważnych aspektów sprawy.
W całej sprawie łatwo zachować się zgodnie z plemienną logiką, która – niestety – często rządzi postrzeganiem sytuacji politycznej w Polsce. Sprowadza się ona do dobrze znanej sienkiewiczowskiej zasady, że moralna ocena sytuacji uzależniona jest od tego, czy to Kali kradnie krowę, czy też to jemu krowę kradną.
Zgodnie z tą logiką, gdy PiS próbował doprowadzić do zmiany właściciela TVN, to był to skandal, ale gdy policja wchodzi do mieszkania Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego krytycznej aż do granic wrogości wobec obecnego rządu Telewizji Republika, i skuwa w kajdanki jego asystentkę, to w zasadzie jest to sprawiedliwość dziejowa – a jeszcze można pożartować z tego, co asystentka tam właściwie robiła – czytamy w felietonie red. Bartkiewicza.
Czytaj więcej: Policja wtargnęła do domu prezesa Republiki: „Zachowali się jak bandyci”
Wyjaśnienie sprawy w interesie rządu
Autor pisze także o tym, że każde polskie medium „powinno mieć możliwość korzystania z wolności słowa i nie być poddawane żadnej formie presji z tym związanej”, a dziennikarze muszą być, „w kontaktach z państwem, być traktowani przez nie w sposób szczególnie ostrożny”.
Bartkiewicz dodaje na koniec, że to w interesie rządu powinno być wyjaśnienie sprawy i doprowadzenie do sytuacji, aby nie zostały żadne wątpliwości co do okoliczności pojawienia się policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza. Wg autora można za szefem Republiki nie przepadać, ale trzeba wypowiadać się w tej kwestii bardzo powściągliwie.
Bo jeśli wszystko sprowadzi się po ich stronie do epatowania Schadenfreude i kpin, w ostatecznym rachunku doprowadzi to do osłabienia wolności słowa w Polsce. A nie wydaje się, by była to jedna z obietnic wyborczych obecnej koalicji – kończy red. Artur Bartkiewicz.
Źródło: Republika, Rzeczpospolita
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X