Niezalezna.pl: Ewakuacja Warszawy skrajnie niemożliwa. Głównie przez autobusy elektryczne
Jak ustalił portal Niezalezna.pl, z przeprowadzonych w ostatnich kilkunastu miesiącach symulacji ewakuacji Warszawy na wypadek wojny lub głębokiego kryzysu płynie przerażający wniosek: sprawna ewakuacja stolicy jest skrajnie niemożliwa. Informację tę potwierdziliśmy w trzech niezależnych źródłach. Głównym winowajcą paraliżu, który grozi niemal dwumilionowemu miastu, jest postępująca elektryfikacja miejskiej floty autobusowej. Co gorsza, instytucjonalna schizofrenia władz i unijne przepisy sprawiają, że odsetek bezużytecznych w czasie wojny „elektryków” będzie tylko rósł.
Z informacji Niezalezna.pl wynika, że choć na pozór odsetek autobusów elektrycznych w Warszawie nie wydaje się potężny – w marcu 2026 roku wynosił on we flocie Miejskich Zakładów Autobusowych (MZA) ok. 13-15 proc. – to w warunkach wojennych taka proporcja wystarczy, by całkowicie sparaliżować plany ratowania ludności.
Dlaczego autobusy na prąd stają się w czasie kryzysu śmiertelną pułapką? Aby to zrozumieć, wystarczy wyobrazić sobie próbę masowej ewakuacji mieszkańców stolicy choćby do oddalonej o 140 kilometrów Łodzi. W sytuacji zagrożenia wojennego należy założyć ataki na infrastrukturę krytyczną, a co za tym idzie – blackout i całkowity brak dostępu do sieci energetycznej. W takich warunkach elektrycznego autobusu po prostu nie da się naładować.
Nawet jeśli pojazdy wyruszyłyby z pełnymi bateriami, ich papierowy zasięg (200-400 km latem) drastycznie spada. Specyficzne, ogromne obciążenie ewakuacyjną falą uciekinierów wraz z bagażami to pierwszy czynnik. Drugim jest pogoda. Jak pokazała miniona zima, przy mrozach sięgających kilkunastu stopni poniżej zera, zasięg elektryków spada o 30-40 proc. Zimą w Warszawie dziesiątki e-busów utknęły na trasach, a kierowcy musieli wyłączać ogrzewanie, by w ogóle zjechać do zajezdni, po czym zastępowano je... autobusami z silnikami Diesla. Po trzecie: zupełnie inaczej autobusy elektryczne radzą sobie w mieście, a zupełnie inaczej – na szlakach międzymiastowych. Problemem jest też oczywiście wątła infrastruktura ładowania pojazdów.
W scenariuszu ewakuacyjnym taki pojazd po prostu zatrzymuje się w szczerym polu lub w połowie drogi do wspomnianej Łodzi. Nie ma możliwości dowiezienia mu prądu kanistrem – jak w przypadku diesla. Rozładowane, wielotonowe maszyny zablokowałyby kluczowe szlaki komunikacyjne, tworząc gigantyczne zatory, dezorganizując akcję ratunkową (po uwięzionych w autobusie ludzi trzeba przecież wysłać kolejne pojazdy) i utrudniając lub wręcz uniemożliwiając ucieczkę kolejnym kolumnom ewakuacyjnym oraz przejazd wojska.
Decydenci wpadli w panikę
Według informacji Niezalezna.pl pierwsze wyniki symulacji ewakuacyjnych (chodzi bowiem nie o jedno badanie, a raczej o ciąg wniosków wypływających z rozciągniętych w czasie analiz) tak bardzo przestraszyły władze, że w stołecznym ratuszu i podległych mu spółkach wszczęto gorączkowe działania ratunkowe. Już w połowie sierpnia 2025 r. warszawski Zarząd Transportu Miejskiego (ZTM) ogłosił przetarg na zakup 120 przegubowych autobusów napędzanych... tradycyjnymi silnikami diesla (Euro 6). Pojazdy te zostały specjalnie przystosowane do zadań ewakuacyjnych – ich wnętrza mają umożliwiać szybki montaż czterech noszy dla rannych. W grudniu 2025 r. podpisano umowę z firmą Solaris opiewającą na 324 mln zł. ZTM wprost poinformował, że liczy na dofinansowanie tego zakupu z rządowego Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.
Rzecznik ZTM Tomasz Kunert wprost przyznał w sierpniu 2025 r., że "doświadczenia ostatnich lat pokazały, iż w sytuacjach kryzysowych najlepiej sprawdza się napęd konwencjonalny".
Warszawa nie jest zresztą jedyna. Podobne kroki podjął Wrocław, który jesienią 2025 r. wziął w dzierżawę 100 nowych autobusów spalinowych Mercedes Conecto. Prezes MPK Wrocław Witold Woźny argumentował to m.in. gotowością do ewakuacji ludności i pomocy w kryzysach. Dosłownie wczoraj wrocławska spółka miejska poinformowała o wyborze dostawcy (Solaris) kolejnych 40 autobusów z silnikiem diesla (przetarg ogłoszono jeszcze w 2025 r.).
Z ustaleń Niezalezna.pl wynika, że po symulacji ewakuacji Warszawy zapadła nieoficjalna decyzja, by w ogóle nie brać pod uwagę „elektryków” w planach ratunkowych miast. Współgra z tym zresztą oficjalna wypowiedź rzecznika stołecznego MZA Adama Stawickiego z listopada 2025 r.:
Cały artykuł na portalu Niezalezna.pl: UJAWNIAMY. Ewakuacja Warszawy skrajnie niemożliwa. Głównie przez autobusy elektryczne
Źródło: Niezalezna.pl, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Polecamy Czarnek w Republice
Wiadomości
Najnowsze
Świątek w kolejnej rundzie Indian Wells. Wiemy, z kim zagra o ćwierćfinał
TRZEBA ZOBACZYĆ!
Kaczyński: Ci ludzie znajdą się tam, gdzie powinni być. Jedni w więzieniach, inni w zakładach psychiatrycznych
Generał Gromadziński: Nie da się zapanować nad krajem z powietrza