„Kresy wewnętrzne”. Grzybobranie
Nadszedł czas grzybobrania, więc warto napisać parę słów o tym istotnym elemencie życia tutejszych ludzi. Niestety, pewnie wielu czytelników będzie rozczarowanych. Do tej pory, w swoich kresowych felietonach, często ukazywałem romantyczny, poetycki obraz tutejszych stron. Pewnie niektórzy i tu spodziewają się opisu grzybobrania à la „Pan Tadeusz”. Niestety, nic z tego.
W grzybobraniu tutejszego kresowego ludu nie ma nic romantycznego ani poetyckiego. Grzybobranie jest jak leśne wykopki. Jak po ziemniaki ludzie idą w pole, tak po grzyby idą do lasu.
W przypadku ludzi mniej zamożnych jest to zrozumiałe. Wykopki „żółtego złota”, czyli kurek, zwanych po tutejszomu „pliskami” to istotny element budżetu biednych ludzi w od późnej wiosny do jesieni. Pliski są najbardziej popularne, gdyż dobrze za nie płacą, od kiedy zaczęły być masowo wysyłane za granicę i można je zbierać przez cały sezon. Nazywane są także „żółtymi tabletkami”, bo wielu starych i chorych obłożnie ludzi, nagle wstaje i ciągnie do lasu.
Jednak bogatsi mieszkańcy też uczestniczą w grzybobraniu i to nie po to by zaspokoić swoje potrzeby konsumpcyjne, ale by też oddać grzyby do skupu. Chodzi w tym o to, by nie być gorszym od innych. Poza tym dopiero zarobienie na grzybach jest czymś nobilitującym, nawet dla bogatych. Grzybobrania nie traktuje tu się jak jakąś formę rekreacji, ale jako robotę. Pobożni ludzie nie chodzą więc na grzyby w niedzielę i święta.
Polecamy Po 10 Adrian Klarenbach
Wiadomości
UJAWNIAMY. Kolejna afera w policji. Naczelnik składał propozycje seksualne podwładnym. Przeniesiono go na inny komisariat
Nazwał działania koalicji 13 grudnia "kryptodyktaturą". Został wyłączony od sprawy ponownego ENA wobec Romanowskiego
Najnowsze
Wysoki rangą policjant w Szczecinie zawieszony. Był agresywny i wyzywał kobietę
Nazwał działania koalicji 13 grudnia "kryptodyktaturą". Został wyłączony od sprawy ponownego ENA wobec Romanowskiego
Cieszyński w Republice ostro o rządzie Tuska: „To są działania stricte reżimowe”