Przejdź do treści
NBP Prezes NBP prof. Adam Glapiński: Rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego wzrosły do 648 ton. Jesteśmy w TOP 10 największych posiadaczy złota na świecie. Naszym celem pozostaje 700 ton.
Wydarzenie Codziennie o godz. 17:30 spotkania w miasteczku przed Trybunałem Konstytucyjnym. 02.10 (piątek) spotkanie z dr. Michałem Sopińskim oraz sędzią dr. Jarosławem Teklińskim. Prowadzenie: Adrian Stankowski
WAŻNE! Stowarzyszenie „Prawnicy dla Polski” i Republika przygotowały „Poradnik dla funkcjonariuszy policji”. Czytamy w nim m.in. że policjant może w określonych okolicznościach odmówić wykonania rozkazu. Więcej na tvrepublika.pl
22:11 Francja: Około 900 blokad i incydentów w liceach, od poniedziałku zatrzymano blisko 1,8 tys. osób
22:02 W Dzienniku Ustaw opublikowano ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych
21:05 Domański: ceny paliw na stacjach będą niższe w przyszłym tygodniu
20:14 Mazowieckie: Sąd Rejonowy w Kozienicach zastosował tymczasowy areszt wobec mężczyzny podejrzanego o zaatakowanie pielęgniarki, fałszywy alarm bombowy oraz znieważenie policjantów
19:06 Argentyna: Eksport towarów rolnych do państw Unii Europejskiej wzrósł o 21 proc. w ciągu czterech miesięcy od wejścia w życie umowy handlowej pomiędzy UE a południowoamerykańskim blokiem Mercosur
18:02 Były wykładowca Akademii Wymiaru Sprawiedliwości Jarosław Sz. usłyszał zarzuty dotyczące popełnienia pięciu przestępstw na tle seksualnym. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów
17:21 Sport: Jagiellonia Białystok i Białostockie Centrum Onkologii wspólnie zachęcają kobiety do profilaktyki raka piersi. Różowe wstążki, symbol walki z tym nowotworem, znalazły się na szalikach klubowych Jagiellonii
17:05 Prezes PKP Cargo Zbigniew Prus oraz pozostali członkowie zarządu - Paweł Miłek i Michał Łotoszyński, zrezygnowali z pełnienia swoich funkcji. Od piątku obowiązki prezesa będzie wykonywać członek rady nadzorczej spółki Monika Starecka
Portal tvrepublika.pl Informacje z kraju i świata 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nie zasypiamy nigdy. Bądź z nami - TVREPUBLIKA.PL
Wydarzenie Powstał 569. Klub "Gazety Polskiej" Jelenia Góra II (woj. dolnośląskie) oraz 570. Klub "Gazety Polskiej" Tuluza (Francja). Nastąpiła zmiana Przewodniczącego Klubu "Gazety Polskiej" Jelenia Góra
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zduńska Wola zbiera podpisy pod projektem ustawy "Stop banderyzmowi", piątek, 2 października, w godz. 8.00-11.00 przy targowisku miejskim, ul. Adama Mickiewicza, wejście od strony parkingu samochodowego
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Gdańsk II zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI", w każdy czwartek w godz. 17-18 przy Bramie Wyżynnej w Gdańsku
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Kraków zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI", od poniedziałku do piątku w godz. 12:00-18:00 Księgarnia ZBROJA, plac Wszystkich Świętych 9, Kraków
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Los Angeles II zaprasza na spotkanie z Tomaszem Sakiewiczem, Prezesem TV Republika, 6 października, godz. 19:00 (7 PM) 3424 Adams Boulevard (sala parafialna) Los Angeles, CA 90018
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zamość zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI" od poniedziałku do piątku w godz. 16:00-18:00 ul. Staszica 31 (pierwsze piętro) w Zamościu
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zgorzelec zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI" 2 października od godz. 14:00 ul. Kościuszki, okolice szkoły podstawowej nr. 5, Zgorzelec
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Bytom zaprasza na spotkanie z dr. Oskarem Kidą 2 października, godz. 17:00. Aula przy parafii WNMP w Bytomiu
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zamość zbiera podpisy pod projektem ustawy "STOP BANDERYZMOWI" 4 października w godz. 9:00-13:00 na giełdzie w Mokrem koło Zamościa
Wydarzenie Klub „Gazety Polskiej” Kościerzyna zaprasza na spotkanie z dr. Markiem Wochem oraz Radnym Waldemarem Hetmańskim. 4 października, godz. 14:00. Restauracja Gryf, ul. Ogrodowa 1, Kościerzyna
Wydarzenie Ruch Obrony Granic zaprasza na manifestację sprzeciwu wobec planowanego składowiska odpadów w kopalni soli w Kłodawie! 2 października godz. 12.00, parking przed wejściem do kopalni (na przeciwko sklepu firmowego)
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Głogów i poseł Wojciech Zubowski zapraszają do złożenia podpisu pod projektem ustawy STOP BANDERYZMOWI, w każdy poniedziałek i środę w godz. 9-13, czwartek godz. 11-15 w biurze przy ul. Poczdamskiej 1 w Głogowie
Wydarzenie W dniach 2–4 października w Lourdes we Francji odbędzie się X Zjazd Klubów „Gazety Polskiej” Europy Zachodniej
Ważne Prezydent RP Karol Nawrocki odwiedzi 2 października Stargard. Spotkanie odbędzie się o godz. 17 na ul. Rynek Staromiejski 1. Wejście na plac - do godz. 16.30
Wydarzenie ROG zaprasza na spotkanie z dr Oskarem Kidą dot. sporu o Trybunał Konstytucyjny, 3.10 o godz. 17 w sali spotkań przy Kościele św. Jadwigi Śląskiej w Zgorzelcu
Wydarzenie ROG zaprasza na spotkanie z dr Oskarem Kidą dot. sporu o Trybunał Konstytucyjny, 4.10 (niedziela), godz. 14:00, Sala konferencyjna Lubomierskiego Centrum Kultury, Plac Wolności 66a, Lubomierz - wejście obok kościoła

Czy to oni odpowiadają za śmierć Andrzeja Leppera

Źródło: Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska

Fragment książki pt. „Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera” – premiera „Dobre Miejsce” przy UKSW ul. Dewajtis 3 w Warszawie – 29 listopada godz. 18 00.

Przewodniczący Samoobrony miał długofalowy plan i właśnie rozpoczynał jego realizację. Czy jednak był to plan realny, czy tylko stek pobożnych życzeń?

Do rozwiązania pozostały trzy kwestie: skąd wziąć pieniądze na spłatę długów i zbliżającą się kampanię wyborczą? Jak doprowadzić do szybkiego i pozytywnego zakończenia procesów? W jaki sposób zabezpieczyć przyszłość?

Stosunkowo najprostsze wydawało się rozwiązanie pierwszego problemu.

Nie wiele osób wiedziało, że Andrzej Lepper miał przyznaną promesę kredytową na dziesięć milionów dolarów w jednym z banków w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pieniądze te, rzecz jasna, nie były przeznaczone w całości dla niego, bo lwią część mieli otrzymać ludzie, którzy zorganizowali przedsięwzięcie – protektorzy z WSI. A jednak to, co miało zostać, wystarczało na bieżącą działalność i zabezpieczenie kampanii wyborczej. Pełnomocnikiem operacji był Walendzik, do którego Lepper miał ograniczone zaufanie, ale to nie on decydował o roli Walendzika w tej historii. Nie wiadomo, co stało się z tymi pieniędzmi po śmierci byłego wicepremiera - to nigdy nie zostało wyjaśnione. Jedyne, co wiadomo na pewno, to fakt, że niedługo później Walendzik wyjechał do Emiratów. I jeszcze to, że mieszka tam po dziś dzień.

Tak więc Andrzej Lepper miał wizję, jak pozyskać pieniądze i jak je wydać. Wiedział jednak, że aby zakończyć złą passę i realnie myśleć o korzystnym rozwiązaniu najważniejszych problemów, musiał uderzyć bardzo mocno, do tego w miejsce na tyle czułe, by odeprzeć oskarżenia i odzyskać inicjatywę. Wiedział, co to za miejsce. I wiedział jak w nie uderzyć.

W relacjach między ludźmi w świecie władzy i brudnej polityki, podobnie jak w działalności służb specjalnych, zawsze chodzi o osiągnięcie „celu operacyjnego”, czyli specyficznie rozumianej przewagi. Przewaga zaś danego polityka nad innym – podobnie jak jednego państwa nad innym - nie musi być pochodną zajmowanego stanowiska bądź siły, ale po prostu pochodną informacji. Doskonale wiedzieliśmy o tym w ABW, gdzie zawsze, odkąd tylko sięgam pamięcią, najważniejszą jednostką był Departament Zabezpieczenia Technicznego, powstały w 1999 roku z połączenia Biura Techniki i Biura Obserwacji. Departament ów zajmował się inwigilacją osób będących w zainteresowaniu ABW za pomocą obserwacji i techniki operacyjnej, czyli podsłuchu telefonicznego, podsłuchu pokojowego i podglądu dyskretnej fotografii (PDF). Informacje uzyskiwane z jednostek ZT w centrali i delegaturach stanowiły kopalnię wiedzy, niemożliwą do uzyskania metodami pracy operacyjnej, zresztą kiepsko prowadzonej przez ABW. Szacuje się, że około 80 procent informacji wykorzystywanych przez „firmę” pochodzi z Departamentu Zabezpieczenia Technicznego, stąd powiedzenie: „kto panuje w DZT, ten rządzi w ABW, a kto rządzi w ABW, ten rządzi w kraju”.

Tak więc podstawą sukcesu w tym brudnym świecie była informacja i Andrzej Lepper miał do niej dostęp, choć nie zawsze znał źródło jej pochodzenia. Szef Samoobrony znał wiele tajemnic, spraw opatrzonych klauzulą tajności i zamierzał zrobić z nich użytek. Zwłaszcza dwa z moich „kanałów informacyjnych”, zawodowo i towarzysko związane z Konradem Rękasem i Bolesławem Borysiukiem, do roku 2007 zarządzającym Samoobroną na Lubelszczyźnie i kierującym zespołem doradców Leppera, miały świetne rozpoznanie. By to wyjaśnić, trzeba cofnąć się do wydarzeń z roku 2002.

W owym czasie w wyborach samorządowych do sejmików wojewódzkich i organów samorządu terytorialnego partia Andrzeja Leppera uzyskała 16 procentowe poparcie w skali kraju, tymczasem w województwie lubelskim aż 22 procentowe. To z kolei pozwoliło na wygranie wyborów i stworzenie koalicji rządzącej z SLD. Przewodniczącym sejmiku został z ramienia Samoobrony Konrad Rękas, dziennikarz i samorządowiec z Chełma - człowiek mało ciekawy, który później złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego wskutek afery ze sfałszowanym indeksem, obecnie funkcjonujący w środowiskach zbliżonych do zatrzymanego za szpiegostwo na rzecz Rosji Mateusza Piskorskiego. Dwaj moi informatorzy brali udział w „imprezach integracyjnych” polityków lubelskiej Samoobrony, zarazem jednak stanowili doskonałe źródła informacji o kontaktach członków tej partii na Ukrainie i Białorusi. Potwierdzenie prawdziwości ich informacji uzyskałem później dodatkowo od Marcina S., działacza Samoobrony, a w następnych latach dyplomaty.

Działacze Samoobrony, w większości ludzie prości, nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństw czyhających za wschodnią granicą i nie przypuszczali, że ich wyjazdy są monitorowane przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, a zdobyte informacje trafiają bezpośrednio do bratniej Federalnej Służby Bezpieczeństwa w Moskwie. Trzeba przypomnieć, że w owym czasie SBU dowodził generał Wołodymyr Radczenko prywatnie przyjaciel i kolega z kursów KGB w Mińsku ówczesnego szefa rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa Nikołaja Patruszewa. Przy braku zabezpieczenia kontrwywiadowczego i co tu dużo kryć, przy sporej infantylności polityków Samoobrony, na terenie tak newralgicznym z punktu widzenia rosyjskich interesów, jakim była i jest Ukraina – jeszcze całkiem niedawno rosyjskie służby specjalne działały tu swobodnie, traktując Ukrainę jako kraj przyjazny – podopieczni Leppera pozostawali w przekonaniu, że z dala od oczu żon i kamer dziennikarzy, można do woli oddawać się uciechom życia. I oddawali się, niekiedy „tylko” do granicy dobrego smaku, częściej daleko poza tą granica. A wszystko to przy pełnej rejestracji ze strony SBU i FSB.

Nie potrafię powiedzieć, jak dalece zostało to później wykorzystane przez wspomniane służby, ale sam fakt, że zostało wykorzystane, nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości. Nie było zresztą w tym nic dziwnego, bo tak stanowiła pragmatyka służb specjalnych - i dopiero brak wykorzystania takich materiałów byłby czymś zgoiła nienormalnym i stanowił zwyczajne marnotrawstwo.

Mając dwa świetnie ulokowane kanały informacyjne w kierownictwie Samoobrony, a nadto dysponując obszerną wiedzą spoza tych źródeł, już później, z dystansu, z niejakim rozbawieniem myślałem o przebiegu wątku lubelskiego seks-afery bo doskonale wiedziałem, że obciążające Leppera zeznania żony Piotra Podgórskiego i Agnieszki Kowal były niczym innym, jak tylko elementem gry zainicjowanej przez Rękasa i Podgórskiego, którzy zresztą sami byli w tej rozgrywce pionkami  wykorzystanymi do robienia wrzawy. Gdy rejwach minął, gdy wszyscy się już nakrzyczeli i nakłamali w mediach do woli, a ludzie zapomnieli, co jest istotą sprawy, Anna Podgórska usunęła się po cichu na bok – dzięki wpływom ojca, Krzysztofa Dudy, zamojskiego przedsiębiorcy, usunęła się w miarę skutecznie. Z kolei Agnieszka Kowal po złożeniu zeznań w prokuraturze przestraszyła się wezwaniami do sądu i możliwością ujawnienia kasety z seksualnej orgii w jej wiejskim domu pod Lublinem – kaseta była źródłem nacisku, dla którego zdecydowała się składać zeznania w prokuraturze – i najzwyczajniej w świecie uciekła do Włoch, uniemożliwiając tym samym przesłuchanie w charakterze świadka, w toku procesu.

Takimi znaczonymi kartami odbywała się ta brudna gra. Ja zaś sam, dzięki dobrze ulokowanym informatorom, z perspektywy czasu, mogłem doskonale rozeznać się w mniej lub bardziej interesujących aspektach działań dotyczących tej znaczącej w pewnym okresie III RP partii politycznej.

Obok dwóch źródeł w postaci informatorów dodatkowym zaworem bezpieczeństwa dla prawdziwości moich informacji były działania operacyjne, o szczegółach których mówić mi nie wolno, i jeszcze jeden człowiek - wspomniany Marcin S., który funkcjonował w środowisku byłych działaczy Samoobrony, także po roku 2007 i kandydował na stanowisko jednego z dyrektorów w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Ostatecznie nie trafił do KRRiT, a zamiast tego został radcą handlowym polskiej ambasady w Chinach. W oparciu o wieloletnią praktykę oficera ABW czułem to, że Marcin nie jest zdolny do konfabulacji. Przeciwnie, należał do ludzi, którzy analizują i potwierdzają uzyskane informacje.

Któregoś razu w 2012 roku, gdy przyjechał na urlop z placówki dyplomatycznej, powiedział mi, że ma ważne informacje, pewne i wiarygodne - uzyskane prywatnie i nie związane z pracą zawodową. Według jego relacji wiosną 2011 roku podczas spotkania nad Jeziorem Świteź na pograniczu ukraińsko - białoruskim Andrzej Lepper otrzymał od Ukraińców materiały, także w formie audio, dotyczące nieprawidłowości skandalicznego kontraktu podpisanego w 2010 roku przez wicepremiera Waldemara Pawlaka z wicepremierem Rosji Igorem Sieczinem, generałem KGB, a ówcześnie drugą osobą w Rosji, po premierze Putinie - wbrew pozorom prezydent Miedwiediew w ogóle nie liczył się w tym rozdaniu - odpowiedzialną za sprawy energetyczne, w tym za dostawy rosyjskiego gazu do Polski. Były to informacje najwyższej wagi, a tym samym szalenie niebezpieczne dla ich dysponenta, z gatunku tych, które windują mocno w górę lub zakopują człowieka półtora metra pod ziemią.

Dlaczego właśnie te informacje zwróciły moją uwagę?

Nawet nie dlatego, a przynajmniej nie przede wszystkim dlatego, że takich informacji nie dostaje się ot tak, i było dla mnie oczywistą oczywistością, że Lepper musiał zaoferować coś w zamian – miałem tu swoje hipotezy, bo te same się narzucały. Najważniejsze dla mnie w tej historii było co innego: stanowiła uzupełnienie wiedzy pozyskanej wieloma niezależnymi „kanałami”  oraz nieomal dosłowne potwierdzenie tego, co na ten temat słyszałem wcześniej od dwóch informatorów.  Ani Marcin S. ani nikt z jego kręgu nie wiedział, kim są moje osobowe źródła informacji. Zadałem więc sobie pytanie, które na moim miejscu zadałby sobie każdy: jak to możliwe, że opowiedział mi dokładnie tę samą historię, nieomal kropka w kropkę, co nieznani mu dwaj inni informatorzy? Na gruncie logiki i zdrowego rozsądku nie było tu innego wyjaśnienia, jak tylko takie, że są to po prostu informacje prawdziwe.

Początkowo zlekceważyłem wiadomości od moich dwóch informatorów, gdy jednak teraz uzyskałem ich potwierdzenie, zacząłem wszystko rozumieć – niekiedy, by coś zrozumieć, wystarczy błysk chwili – bo wszystkie elementy tej układanki zaczęły do siebie idealnie przystawać. Gdybym jednak jeszcze miał w tym zakresie jakieś wątpliwości, musiałbym je stracić definitywnie po uzyskaniu kolejnej informacji.   

Okazało się, że w tym samym czasie, co Andrzej Lepper, nad Świteź przyjeżdżał Aleksiej Miller, prezes Gazpromu. Przyjeżdżał pod pozorem wizyt u rodziny żony, w rzeczywistości jednak co najmniej dwa razy spotkał się z Lepperem! Łącząc wszystkie te kropeczki, wszystkie informacje, jakie miałem teraz przed sobą, wiedziałem już, co Andrzej Lepper chciał zrobić i wiedziałem, jak chciał to zrobić…

Pierwsza umowa z Rosjanami w ramach tak zwanego kontraktu jamalskiego z 1993 roku, była punktem wyjścia dla późniejszych negocjacji na dostawy gazu do Polski. Przewidywała dostarczanie Polsce rocznie 7,4 miliardów metrów sześciennych gazu oraz tranzyt tego surowca w czterokrotnie większej ilości polskimi rurociągami do Niemiec. Rosyjskie dostawy gazu pokrywały większość zapotrzebowania Polski, a pozostała część zaopatrzenia pochodziła z wydobycia w Polsce i ze złóż norweskich. Na jakiej zatem podstawie w kontrakcie z 2009 roku polscy decydenci zobowiązali się do odbioru ponad 11 miliardów metrów sześciennych gazu z Rosji rocznie, co stanowiło ilość znacznie przekraczającą zapotrzebowanie Polski? Nie zostało to nigdy wyjaśnione. Wiadomo za to, że zgodnie z zapisami umowy aż do 2022 roku Polska na własne życzenie zobowiązała się kupować od Rosji półtora razy więcej gazu, niż tego potrzebowała. Nie wiedzieć czemu niejako „przy okazji” strona polska zrezygnowała z 1,2 miliarda złotych, które Gazprom był winien z tytułu niedopłat za lata 2006 – 2009. Co zdumiewające, rząd nie tylko rezygnował z dywersyfikacji źródeł gazu, całkowicie uzależniając nasz kraj od dostaw Gazpromu, ale jednocześnie zmniejszył kontrolę nad strategiczną spółką EuRoPol Gaz SA, a jakby jeszcze tego było mało, zgodził się na skrajnie niekorzystne dla Polski zapisy dotyczące trybu podejmowania decyzji.

Umowę podpisano aż do roku 2022 - i „tylko” do roku 2022. Rząd Donalda Tuska chciał bowiem, by obowiązywała do roku 2037, uzależniając całkowicie Polskę od rosyjskiego gazu na całe dziesięciolecia. Dopiero wskutek ostrych protestów opozycji i burzliwej debaty w Sejmie zwołanej na wniosek PiS, ostatecznie rząd zgodził się odstąpić od najdłuższej wersji, co jednak i tak stawiało Polskę w fatalnej pozycji na wiele następnych lat. Podpisany kontrakt był - i jest - dla Polski skrajnie niekorzystny, bo cenę gazu w umowie oparto odnosząc ją do ceny ropy naftowej, co spowodowało, że do dziś płacimy najwyższą stawkę w Unii Europejskiej – znacznie wyższą, niż odbiorcy w Niemczech, Francji czy Włoszech. W całej tej sprawie jest szereg pytań, na które mimo upływu lat nikt nie odpowiedział.

Jak to możliwe, że dodatkowe zakupy gazu były negocjowane na szczeblu rządowym, nie zaś na poziomie PGNiG – Gazprom, czyli firm bezpośrednio zaangażowanych w wypełnianie warunków kontraktu?

Dlaczego premierowi Pawlakowi tak bardzo zależało, by utajniono część dokumentów dotyczących negocjacji? I dlaczego, choć po latach samą umowę ostatecznie opublikowano, nie ujawniono instrukcji negocjacyjnych zatwierdzonych przez Donalda Tuska, a tym samym uniemożliwiono porównanie tego, co zamierzano osiągnąć z tym, co osiągnięto?

Dlaczego, gdy ceny gazu gwałtownie spadały na skutek kryzysu gospodarczego i rewolucji łupkowej w USA, Donald Tusk nawet nie podjął próby zmiany formuły cenowej w kontrakcie jamalskim, choć w tym samym czasie zachodnie koncerny zmuszały Gazprom do obniżki cen kontraktowych?

Dlaczego Waldemar Pawlak, już jako minister gospodarki w rządzie Donalda Tuska, storpedował rozpoczęty przez rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego projekt budowy gazociągu do Danii o nazwie Baltic Pipe, dzięki któremu już w grudniu 2010 roku do Polski mogło trafić ponad 2 miliardy metrów sześciennych gazu z duńskiego systemu przesyłowego?

Skąd brała się determinacja ministra Pawlaka, by zadowolić Gazprom, któremu przeszkadzało operatorstwo spółki Gaz - System na gazociągu jamalskim, co umożliwiało zawieranie poza Gazpromem małych kontraktów gazowych z partnerami z Europy Zachodniej? I dlaczego minister Pawlak tak bardzo troszczył się o interesy Gazpromu w Polsce kosztem polskiego operatora?

Dlaczego organy państwa powołane do dbałości o bezpieczeństwo energetyczne Polski nie zareagowało w żaden sposób na tak jawnie szkodliwe dla Polski działanie najważniejszych ówcześnie polskich polityków, które już tylko na gruncie logiki i zdrowego rozsądku wyglądało na ordynarny przekręt? Czy wpływ na to mógł mieć fakt, że jednym z zastępców ówczesnego szefa ABW był Zdzisław Skorża, kolega ze studiów Waldemara Pawlaka? 

Ostatnie pytanie możemy sobie darować, bo są sytuacje, gdy nie trzeba stawiać kropki nad „i”. To właśnie jest jedna z takich sytuacji.

Fakty wskazują, że ludziom na wysokich stołkach w rządzie PO - PSL bardzo zależało, by Polska aż do 2022 roku płaciła za rosyjski gaz kwotę opartą o wygórowaną formułę cenową z 2006 roku, w następstwie czego do dziś płacimy za gaz o kilkaset milionów dolarów rocznie więcej (równowartość nawet

Telewizja Republika