Historia upadku Michała Kołodziejczaka! Od AgroUnii przez ministerstwo do afery z taśmami...
Nagrania rozmów, oskarżenia byłych współpracownic o przemoc i nakłanianie do zażywania narkotyków, wreszcie zawieszenie w klubie KO. Michał Kołodziejczak, który miał reprezentować wieś u boku Donalda Tuska, znalazł się w najcięższym kryzysie swojej kariery. Polityk zaprzecza zarzutom. Jego droga do obecnego upadku prowadziła przez znacznie więcej kompromitujących historii, od porzucanych sojuszników i nieprzejrzystych rozliczeń partyjnych po konflikt w ministerstwie i sprawę dyplomów.
Rolniczy bunt na użytek lidera
Kilka minut po północy 13 grudnia 2020 roku działacze AgroUnii z Michałem Kołodziejczakiem przyjechali w okolice domu Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Żoliborzu. Na jezdnię trafiły produkty rolne oraz świńskie tusze. Protest miał zwrócić uwagę na niskie ceny skupu. Lider ruchu zapowiadał następne podobne akcje, przypominając, że zna adresy innych polityków...
W grudniu 2021 roku w Radiu Plus przekonywał, że większym zagrożeniem dla Polski niż Rosja są konflikty wewnętrzne. Niespełna trzy miesiące później Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Wypowiedź lidera AgroUnii pozostała świadectwem politycznej krótkowzroczności, szczególnie kłopotliwym dla człowieka aspirującego do współdecydowania o państwie.
Przy budowaniu wyborczych sojuszy wykazywał znacznie większą elastyczność. W lutym 2023 roku ogłosił współpracę z Porozumieniem Magdaleny Sroki. W maju projekt był już zakończony. Sroka wskazywała rozbieżności programowe, Kołodziejczak wypominał partnerom ich przeszłość u boku PiS. Do wspólnego startu w wyborach nie doszło. Kolejne otwarcie miało nastąpić z Markiem Materkiem i jego Nową Demokracją TAK.
Jeszcze 14 sierpnia Kołodziejczak występował z Materkiem i zapewniał, że wspólnie zbiorą podpisy pod listami w całym kraju. Dwa dni później Donald Tusk ogłosił go liderem listy KO w Koninie. Materek zakończył zbiórkę pod wspólnym projektem. Rolniczy bunt okazał się dla Kołodziejczaka wyjątkowo skuteczną rekomendacją do obozu Tuska.
Jesienią zdobył mandat, a w grudniu 2023 roku został sekretarzem stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Akt powołania odebrał 20 grudnia. Premier Donald Tusk zaakceptował nominację na wniosek Czesława Siekierskiego. Koalicja 13 grudnia powierzyła państwowy urząd politykowi, którego doświadczenie kojarzyło się przede wszystkim z organizowaniem protestów. Teraz miał pokazać, jak rozwiązuje problemy, kiedy sam ponosi odpowiedzialność za decyzje.
Państwowy urząd i partyjny bałagan
Tymczasem partyjne zaplecze Kołodziejczaka nie potrafiło rozliczyć własnej działalności. W lutym 2024 roku PKW odrzuciła sprawozdanie Polski Praworządnej, czyli dawnej partii Agrounia, za 2022 rok. Wykazano w nim 550 zł wpływów ze składek. Brakowało umowy rachunku bankowego, a dostarczona historia operacji obejmowała jedynie okres od 6 do 31 grudnia, choć ugrupowanie zarejestrowano w marcu. Komisja nie mogła ustalić rzeczywistych przychodów partii ani sposobu finansowania jej działalności.
Pytania o koszty siedziby, spotkań i materiałów pozostały bez odpowiedzi. Prawnik partii potwierdził otrzymanie korespondencji elektronicznej, lecz wyjaśnień nadal nie przesłano. PKW przyjęła domniemanie pozyskiwania majątku z niedozwolonych źródeł i gromadzenia środków poza rachunkiem bankowym.
Za niezłożenie sprawozdań za 2023 rok sąd wykreślił z ewidencji 8 stycznia 2025 roku Ruch Społeczny Agrounia Tak, którego prezesem był Kołodziejczak. Zapewniał, że partia powstała z przyczyn formalnych, a jej wykreślenie nie zmienia działalności ruchu.
Objęcie urzędu zmieniło również jego stosunek do rolniczego nacisku. W marcu 2023 roku sam ogłaszał rozpoczęcie obstrukcyjnej okupacji ministerstwa po rozmowach o kryzysie zbożowym. Zapowiadał pozostanie w budynku, domagając się porozumienia. Ostatecznie wyszedł tego samego wieczoru. Rok później, 4 kwietnia 2024 roku, jako wiceminister odmówił rozmów z rolnikami okupującymi ten sam resort. Ich działanie oceniał jako polityczny szantaż. Zastrzegł, że wypowiada się we własnym imieniu.
Wewnątrz resortu narastał także konflikt między Kołodziejczakiem a ministrem rolnictwa Czesławem Siekierskim. Po odejściu Kołodziejczaka ze stanowiska wiceministra Siekierski ujawnił, że wcześniej przejął część jego obowiązków z powodu problemów w relacjach zastępcy z pracownikami i dyrektorami departamentów. Minister zarzucał Kołodziejczakowi dążenie do działania na skróty oraz publiczną krytykę szkodzącą spójności koalicji. Kołodziejczak tłumaczył natomiast konflikt powolnym tempem prac ministerstwa i różnicami w podejściu do zarządzania resortem. Dawny lider blokad nie potrafił porozumieć się z przełożonym, gdy sam odpowiadał za sprawy polskiej wsi.
W odpowiedzi z 24 lipca 2025 roku na interpelację poselską Siekierski ujawnił kadrowe zamiary Kołodziejczaka. Według ministra jego zastępca chciał ograniczyć zatrudnienie, szczególnie wśród pracowników związanych z poprzednią ekipą rządzącą. Siekierski deklarował sprzeciw wobec masowej wymiany urzędników i zapewniał, że ocenia ich według sposobu wykonywania obowiązków. Z relacji własnego przełożonego Kołodziejczaka wynikało więc, że pod hasłem redukcji zatrudnienia miała się odbyć kadrowa czystka według politycznego klucza.
Sprawa dyplomu i nagrania po dymisji
W czerwcu 2025 roku doszedł problem znacznie poważniejszy od sporu o tempo urzędniczej pracy. Goniec opublikował ustalenia dotyczące dyplomów Kołodziejczaka. Według ustaleń Piotra Krysiaka pośrednik Bernard K. miał organizować mu przyspieszoną drogę do wykształcenia, z wykorzystaniem fałszywego zaświadczenia o wcześniejszych studiach. Redakcja powoływała się na zeznania co najmniej czterech osób, które miały zajmować się organizowaniem mu dyplomu.
Według Gońca plan uzyskania dyplomu w Collegium Humanum przerwało zatrzymanie rektora. Kołodziejczak miał następnie uzyskać licencjat w Wyższej Szkole Nauk Prawnych i Administracji w Wołominie. Bernard K., według opisanego przez redakcję zeznania, pomagał mu również w pracach zaliczeniowych. Polityk zaprzeczył kupowaniu dyplomu. Utrzymywał, że zdał egzamin, czuł się oszukany i nigdy uzyskanego dokumentu nie wykorzystał. Tłumaczył także, że nie uważał za swój obowiązek sprawdzania wiarygodności profesora przedstawiającego mu ofertę kształcenia.
18 czerwca Kołodziejczak ogłosił rezygnację z funkcji wiceministra, uzasadniając ją rozbieżnościami z Siekierskim. Półtora roku w ministerstwie zakończył publiczną wymianą pretensji z przełożonym. Sprawa wykształcenia nie zniknęła wraz z odejściem z urzędu. W sierpniu 2026 roku Rzeczpospolita nieoficjalnie wymieniła Kołodziejczaka wśród polityków objętych przygotowanymi przez śledczych wnioskami o uchylenie immunitetów w sprawie Collegium Humanum.
Niespełna cztery miesiące po odejściu Kołodziejczaka z ministerstwa pojawiły się oskarżenia jego byłych współpracownic. 9 października 2026 roku Kanał Zero opublikował relacje dwóch kobiet, które zarzuciły mu agresję i przemoc. Jedna z nich opowiedziała o intymnej relacji z politykiem, w której miała doświadczać poniżania i strachu. Twierdziła również, że Kołodziejczak nakłaniał ją do zażycia kokainy. Według jej relacji po przyjęciu środka poczuła się tak źle, że obawiała się o życie.
Druga rozmówczyni opowiadała o zależności zawodowej w Agrounii, wyzwiskach i zastraszaniu. Opisała sytuację, w której Kołodziejczak miał rzucić obok niej puszką, a po jej proteście sięgnąć po nóż i dać do zrozumienia, że potrafiłby w nią trafić. Kołodziejczak odrzucił oskarżenia jako pomówienia.
Opublikowane fragmenty rozmów telefonicznych przyniosły następne obciążające wątki. Kobieta wypominała rozmówcy nakłanianie jej do narkotyków. W innym fragmencie zarzucała mu, że mówił o posiadaniu nagrań ich kontaktów seksualnych. W odpowiedzi padała propozycja pieniędzy, z kwotą sięgającą 30 tys. zł. Rozmówczyni mówiła też o leczeniu psychiatrycznym i zdiagnozowanym stresie pourazowym, które wiązała z tą relacją.
Klub KO zawiesił go w prawach członka. 11 października poseł pojawił się w łódzkiej delegaturze ABW z Krzysztofem Rutkowskim i złożył zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa na swoją szkodę. Nadal zaprzecza zarzutom byłych współpracownic.
Koalicja 13 grudnia musi odpowiadać za własny wybór personalny. To jej liderzy uznali, że człowiek budujący pozycję na awanturach nadaje się do kierowania sprawami polskiej wsi. Dla rolników, których protesty pomogły mu zdobyć rozpoznawalność, trudno o bardziej gorzki bilans tej politycznej inwestycji.
Źródło: Portal Telewizji Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X