Zbieractwo to nie zawsze choroba. Może być objawem ADHD lub demencji
Nie każdy, kto gromadzi przedmioty, zmaga się z chorobą psychiczną. Problem zaczyna się wtedy, gdy zbieranie staje się impulsywne, niekontrolowane i wymyka się spod kontroli – podkreśla prof. Tomasz Sobów, psychiatra z warszawskiego Centrum Terapii Dialog. Jak zaznacza, zbieractwo może być samodzielnym zaburzeniem psychicznym, ale bardzo często jest jedynie objawem innych, nierozpoznanych problemów zdrowotnych.
Co jakiś czas media opisują historie lokatorów skarżących się na sąsiadów gromadzących w mieszkaniach ogromne ilości przedmiotów. Zjawisko to potocznie nazywane jest zbieractwem, jednak – jak zwracają uwagę psychiatrzy – termin ten obejmuje bardzo różne sytuacje kliniczne. Prof. Sobów wyjaśnia, że zbieractwo może występować zarówno jako odrębna jednostka chorobowa, jak i jako sygnał innych zaburzeń psychicznych lub neurologicznych.
W obowiązujących klasyfikacjach diagnostycznych stosunkowo niedawno pojawiło się zaburzenie gromadzenia, lokowane w pobliżu zaburzeń kontroli impulsów. – W tym sensie można mówić o chorobie – zaznacza psychiatra. – Bardzo często jednak zbieractwo jest tylko sygnałem czegoś innego. Najczęściej towarzyszy zaburzeniom obsesyjno-kompulsywnym, ale pojawia się również w otępieniach, zwłaszcza czołowo-skroniowych, związanych z uszkodzeniem kory czołowej odpowiedzialnej za planowanie, organizację i ocenę sytuacji.
Jak dodaje ekspert, zbieractwo może być także objawem nierozpoznanego i nieleczonego ADHD, również u osób w podeszłym wieku. Psychiatra zwraca uwagę, że w takich przypadkach gromadzenie nie wynika z pasji ani planowego działania, lecz z trudności w kontroli impulsów i organizacji codziennych czynności.
Psychiatryczna definicja zaburzenia gromadzenia opiera się na kilku kryteriach. Kluczowe jest zbieranie przedmiotów, które nie mają realnej wartości użytkowej lub nie są używane, oraz wyraźna trudność w pozbywaniu się ich. – Pacjenci często mówią: „to się może przydać”, ale nie potrafią wskazać, kiedy i do czego – tłumaczy prof. Sobów.
Specjaliści podkreślają, że zbieractwa nie należy mylić z kolekcjonerstwem. Kolekcjoner wie, co zbiera, potrafi uporządkować swoje zbiory i określić ich wartość. W zbieractwie dominuje natomiast chaos, impulsywność i brak planu. Skala zjawiska pozostaje trudna do oszacowania, jednak jedno z amerykańskich badań sugerowało, że problem może dotyczyć nawet około dwóch procent populacji.
Paradoksalnie najwięcej wiedzą o tym pracownicy socjalni, bo to oni najczęściej stykają się z takimi przypadkami – zaznacza psychiatra. Osobnym zjawiskiem jest tzw. animal hoarding, czyli zbieractwo zwierząt, które bywa motywowane chęcią niesienia pomocy, ale często prowadzi do dramatycznych konsekwencji zarówno dla zwierząt, jak i dla otoczenia.
Zdaniem prof. Sobowa istotą problemu nie są same przedmioty, lecz emocje. Zbieranie obniża napięcie, daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa i działa podobnie do natręctwa. Osoby dotknięte tym zaburzeniem rzadko same zgłaszają się po pomoc, ponieważ zwykle nie widzą problemu. Interwencja następuje najczęściej dopiero pod presją bliskich lub otoczenia.
Leczeniem z wyboru w klasycznym zaburzeniu gromadzenia jest psychoterapia poznawczo-behawioralna, natomiast farmakoterapia może być pomocna wtedy, gdy zbieractwo jest objawem innego zaburzenia. – Jeśli to możliwe, zawsze leczymy przyczynę – podkreśla prof. Sobów.
W rozmowach z osobami dotkniętymi tym problemem eksperci zalecają unikanie oskarżeń, gwałtownych działań i przymusu, które zwykle tylko pogarszają sytuację. – Lepiej mówić o własnych emocjach i działać metodą małych kroków – podsumowuje psychiatra.
Źródło: Republika/PAP
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X