Najpierw mróz potem upał. Sadownicy straty liczą w miliardach złotych
Portal AgroNews alarmuje: w wielu sadach tegoroczny sezon zakończył się, zanim na dobre się rozpoczął. "Najpierw kwitnące drzewa i krzewy zostały uderzone przez silne przymrozki, a później część ocalałych owoców uszkodziły wysokie temperatury. Branża sadownicza szacuje, że finansowa skala strat może przekroczyć 2 mld zł. Producenci oczekują teraz pomocy krajowej oraz uruchomienia pieniędzy z unijnej rezerwy kryzysowej", czytamy w portalu.
Jak podaje serwis, najpoważniejsze szkody powstały między 20 a 30 kwietnia. Temperatura przy powierzchni gruntu obniżała się wówczas do około minus 8 stopni Celsjusza, a lokalnie notowano nawet minus 10 stopni. Zimno utrzymywało się przez kilka godzin, gdy wiele gatunków znajdowało się w fazie kwitnienia lub tworzenia pierwszych zawiązków.
W wyniku przymrozków w niektórych sadach zniszczenia objęły od 40 do nawet 100 proc. przewidywanej produkcji. Najbardziej poszkodowani są sadownicy z Mazowsza, Lubelszczyzny, województw łódzkiego i świętokrzyskiego. "Są to regiony o dużym znaczeniu dla krajowej produkcji jabłek, wiśni, czereśni oraz owoców jagodowych", podkreśla AgroNews.
W niektórych gospodarstwach niemal do zera został zredukowany też plon malin, porzeczek i jeżyn. Stosunkowo dobrze z trudnymi warunkami pogodowymi poradziły sobie natomiast śliwy.
Jakby mało problemów było z powodu przymrozków to dodatkowe spowodowały upały. Szczególnie mocno wysokie temperatury uderzyły w owoce jagodowe. Według przedstawicieli branży na niektórych plantacjach dochodziło wręcz do zagotowania owoców na krzewach.
Obecnie duże obawy dotyczą zbiorów jabłek - najważniejszego owocu polskiego sadownictwa. "Potencjał krajowych sadów oceniany jest na około 5 mln ton rocznie, jednak w tym sezonie produkcja może wynieść jedynie około 2,5 mln ton", alarmuje AgrNews.
Mniejsze zbiory to jednak nie tylko kłopot dla sadowników (oraz, oczywiście, dla klientów). Przed sporym wyzwaniem stoją zakłady produkujące koncentraty, soki, mrożonki i przetwory, które mogą mieć duże trudności z pozyskaniem odpowiedniej ilości krajowego surowca.
"Konkurencja o owoce może podnieść ceny zakupu, ale jednocześnie ograniczyć wykorzystanie mocy produkcyjnych części przedsiębiorstw. W skrajnym przypadku zakłady będą zmuszone zwiększyć import albo skrócić okres pracy. Niedobór krajowych owoców jest już widoczny na rynku. Zdaniem przedstawicieli branży większa obecność importowanych czereśni i porzeczek wynika właśnie z niewystarczającej podaży z polskich gospodarstw. Ograniczona produkcja jabłek oraz innych owoców oznacza również mniej towaru przeznaczonego na eksport. To poważne zagrożenie dla kraju, który od lat jest jednym z najważniejszych producentów owoców w Europie. Branża obawia się, że część rynków utraconych w słabym sezonie może być później trudna do odzyskania", czytamy w portalu AgroNews.
Źródło: AgroNews, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X