W 17 zawodach nie ma ludzi do pracy. Mszczą się zaniedbania w szkolnictwie zawodowym i niskie płace
Rosnące bezrobocie i kolejne likwidacje zakładów pracy to nie jedyne symptomy złej sytuacji gospodarczej Polski. "Ochłodzeniu popytu na pracę", jak eksperci określają eufemistycznie to, co w języku potocznym nazywane jest po prostu - brakiem pracy, towarzyszy, paradoksalnie, brak fachowców w określonych sektorach gospodarki i usługach. Liczba takich zawodów, jak podaje Barometr Zawodów, wynosi obecnie 17.
Jak podaje, powołując się na dane Barometru Zawodów, portal Business Insider, liczba zawodów deficytowych w Polsce spadła do 17. "To drugi rok z rzędu, gdy Barometr Zawodów odnotowuje spadek. Na pierwszy rzut oka wygląda to na oznakę stabilizacji. Jednak gdy przyjrzeć się bliżej, dane raportu i komentarze ekspertów pokazują zupełnie inną historię (...) polski rynek pracy wchodzi w fazę spowolnienia połączonego z narastającymi brakami kadrowymi w kluczowych sektorach", czytamy w portalu.
"Spadek liczby zawodów deficytowych należy traktować przede wszystkim jako symptom ochłodzenia popytu na pracę, a nie strukturalnego uzdrowienia rynku czy nagłego przypływu kandydatów", tłumaczy Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy w Randstad (cytat za Business Insider).
Jak dodaje ekspert, na statystyki ma wpływ zauważalny w niektórych regionach wzrost bezrobocia, jak i redukcje zatrudnienia. "To sygnał ostrożności biznesu, który może zwiastować nieznaczny wzrost bezrobocia przy jednoczesnym zamrożeniu naborów, a nie realną poprawę dostępności talentów", zauważa Mateusz Żydek.
W deficycie od lat pozostają te same grupy zawodowe. Są to, jak podaje Business Insider: kierowcy ciężarówek i autobusów, elektrycy i energetycy, spawacze, pielęgniarki i położne, opiekunowie osób starszych, pracownicy służb publicznych.
"Utrzymujące się od lat deficyty to wynik nałożenia się luki pokoleniowej, zaniedbań w szkolnictwie zawodowym oraz warunków pracy. W zawodach technicznych brakuje młodych absolwentów, którzy mogliby zastąpić pracowników odchodzących na emeryturę. Firmy wciąż za wolno inwestują w przekazywanie kompetencji i rozwój kwalifikacji. Z kolei w transporcie, opiece medycznej i służbach publicznych kluczowym problemem jest relacja między odpowiedzialnością i obciążeniem a wysokością wynagrodzenia", stwierdza cytowany już wyżej ekspert.
Jak podkreśla, najtrudniejsza sytuacja dotyczy sektora opiekuńczego — zapotrzebowanie rośnie szybciej, niż system jest w stanie szkolić nowych specjalistów.
Źródło: Business Insider, Barometr Zawodów, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X