Zrozumieć i uszanować Ukraińców, „Oko na niedzielę", odc. 227
Zrozumieć i uszanować Ukraińców
Witam wszystkich w 28 Niedzielę Roku Liturgicznego,
w naszym 227 Programie „Oko na niedzielę”,
czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych”.
(Niedziela 11.10.2026. Rok A: Iz 25,6-10a; Flp 4,12-14,19-20; Mt 22,1-14)
Przed rokiem słyszałem, jak znajoma Ukrainka cieszyła się, że za pieniądze zarobione w Polsce wyremontowała dach swojego domu, który został uszkodzony odłamkami rosyjskich granatów. Pół roku później zapytałem, jak mieszka jej się w domu, którym tak się cieszyła, z którego tak była dumna. Z wielkim smutkiem odpowiedziała, że domu już nie ma, tym razem już zupełnie został zniszczony rosyjskim ostrzałem, znajdował się tyko 20 kilometrów od frontu zaporoskiego. A gdzie ona teraz mieszka? W domu u córki na przedmieściach Zaporoża. To może przynajmniej wychodzi z domu, żeby popracować w ogródku? Nie, to także jest niemożliwe. Rosjanie regularnie urządzają sobie przy pomocy dronów polowania na ludzi, bez zmrużenia oka zabijają także kobiety i dzieci, którzy wychodzą na zakupy lub do ogródka. Natomiast na froncie donieckim służy mój dobry przyjaciel, polski ksiądz, który już od czterech lat nieustannie naraża swoje życie, aby duchowo pomagać tak bardzo umęczonym ukraińskim żołnierzom. Jest tam niezwykle ceniony za swoją pracę i poświęcenie. Pod wpływem jego świadectwa nawracają się na chrześcijaństwo nawet Ci, którym najtrudniej to uczynić, jak Żydzi i muzułmanie.
Pomimo, że jest bardzo młody, już został mianowany szefem duszpasterstwa dużej jednostki bojowej liczącej dziesiątki tysięcy żołnierzy. Swoim żołnierzom tłumaczy czasami te nasze programy „Oko na niedzielę”, czym wzbudza u nich dużą sympatię. Kiedy równocześnie słyszą oni, ilu mam wrogów, jak jestem prześladowany za mówienie nawet o najbardziej elementarnych i oczywistych prawdach, starają się wspierać mnie przynajmniej duchowo. W wiem, że czyni to także wielu zaprzyjaźnionych żołnierzy polskich oraz pracowników innych polskich służb. Jestem im za to bardzo wdzięczny, to wielki zaszczyt dla mnie
Ponieważ ten ksiądz równocześnie studiuje psychologię, do jego obowiązków należy opieka duszpasterska nad najbardziej straumatyzowanymi osobami, które przeszły przez rosyjską niewolę. Jest ich już ponad siedemdziesiąt. Należą do nich kobiety, które w niewoli były miesiącami gwałcone przez rosyjskich żołnierzy to nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Jednej z nich, młodej dziewczynie, po takiej serii gwałtów założono jeszcze na szyję pętlę przywiązaną do haka w suficie. Potem postawiano ją na stole. Rosyjski oficer zaczął kopać w stół mówiąc jej, że jeśli nie przyjmie obywatelstwa rosyjskiego, to wykopie go spod niej zupełnie. Wtedy zawiśnie już tylko na pętli. Ona zaczęła głośno odmawiać „Ojcze Nasz” i to chyba tak poruszyło czy przestraszyło tego gwałciciela i kata, że jednak jej nie powiesił, ale kazał wypuścić z niewoli i przekazać stronie ukraińskiej.
Rosjanie w niewoli powszechnie i regularnie gwałcą także mężczyzn – przynajmniej jakimiś kijami czy prętami. Jeśli ich przy tym nie zamordują i w końcu wymienią ich na swoich, to niektórych Ukraińców na koniec jeszcze kastrują. To jest szczególne upokorzenie dla mężczyzn, a zwłaszcza dla Kozaków.
Spośród tych ponad 70 jeńców 14 żołnierzy zostało tak wykastrowanych i każdy popełnił próbę samobójczą. Przeżyło je tylko czterech. I oni muszą jeszcze stale przebywać w szpitalu psychiatrycznym.
Według szacunków ONZ przez niewolę rosyjską przeszło lub przechodzi kilkadziesiąt tysięcy Ukraińców. Aż 95 procent jest poddawanych w niewoli rosyjskiej takim właśnie torturom, co stanowi zbrodnię przeciw ludzkości. Ich Rosyjscy oprawcy nigdy nie poniosą żadnej kary, podobnie jak kaci z Katynia. Nikt przecież całej Rosji nie zdobędzie. Czują się zupełnie bezkarni. Właśnie o tych niewyobrażalnych cierpieniach trzeba zawsze pamiętać, kiedy mówimy o Ukrainie. Trzeba mieć wystarczająco rozumu i empatii. Czy od kobiety przez lata codziennie gwałconej przez Rosjan można wymagać przeprosin za zbrodnie znikomej mniejszości jej narodu sprzed ponad 60 lat? Zwłaszcza, gdy nigdy o nich słyszała? Czy od żołnierza podobnie gwałconego i na końcu jeszcze wykastrowanego można oczekiwać czegoś takiego?
Od 2022 roku na Ukrainie Rosjanie zabili ponad ćwierć miliona żołnierzy i cywilów, co łącznie z rannymi daje przynajmniej ponad milion ofiar. Trzeba też pamiętać o wcześniejszych strasznych ofiarach Ukrainy w czasie Drugiej Wojny Światowej. Poniosła ona jedne z największych strat demograficznych i materialnych ze wszystkich republik dawnego Związku Radzieckiego, zginęło około 5 milionów cywili i 3 miliony żołnierzy, łącznie 8 milionów osób, jeszcze o dwa miliony więcej, niż w Polsce.
Trzeba też szczególnie pamiętać o ofiarach Wielkiego Głodu – Hołodomoru wywołanego przez ateistycznych komunistów na Ukrainie w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Na najlepszych, na najżyźniejszych ziemiach całego świata umarło wtedy z głodu około 4 miliony osób, w tym milion dzieci. Zaiste, czegoś takiego w Europie może dokonać tylko polityka i gospodarka lewicowa. Tylko ateiści i komuniści. W najgorszym okresie, wiosną 1933 roku, na Ukrainie umierało dziennie do 25 tysięcy osób. 100 tysięcy w cztery dni. Oznaczało to wcześniejsze powolne konanie przez tygodnie i miesiące. Nieraz głodujący walcząc o życie posuwali się do zjadania ciał nawet swoich zmarłych dzieci, rodziców czy rodzeństwa.
I o tych ofiarach trzeba z wielkim szacunkiem i empatią pamiętać, kiedy spotykamy się z Ukraińcami, kiedy domagamy się uznania przez nich samego faktu i konsekwencji zbrodni wołyńskiej. W czasie II Wojny Światowej Ukraińcy zamordowali około 100 tysięcy Polaków, zwykle w sposób niezwykle brutalny i okrutny. Jednak to nasze umieranie na ogół nie trwało zbyt długo - kilka sekund, kilka minut, najwyżej kilka godzin. Natomiast 10 lat wcześniej około 4 miliony Ukraińców przez tygodnie konało z głodu, w tym czasie także patrzyli na straszną agonię swoich dzieci, swoich rodziców i swojego rodzeństwa. Na jednego zamordowanego Polaka przyda tu około 40 Ukraińców zmarłych z głodu. Natomiast dzisiaj także na jednego zamordowanego Polaka przypada jeden żołnierz albo żołnierka ukraińska w niewoli, którzy przez miesiące i lata są niemal codziennie torturowani i gwałceni przez arcy-bestialskich Rosjan. Można powiedzieć, że w pewnym sensie Ukraińcy już więcej, niż wystarczająco „odpokutowali” i pokutują za swoje zbrodnie na nas. Jednak w tej sytuacje tak wielkiego cierpienia zwykle mentalnie nie są zdolni do zadośćuczynienia za Wołyń. Także dlatego, że w zdecydowanej większości nic o nim nie wiedzą. Także dlatego, że po takich dziejach i w czasie takiej wojny są przepotężnie straumatyzowani. Musimy tu okazywać wielkoduszność i cierpliwość. Teraz najważniejsze jest, abyśmy wspólnie obronili się przed Rosją. Mamy tutaj jakby do wyboru. Albo trwać w bliskim sojuszu z Ukrainą albo trwale zostać poddanymi Moskwy lub Berlina z Brukselą. Sami przecież wiemy, jak trudno jest nam samym przepraszać. Także za nasze winy wobec Ukraińców, za nasze zachowanie na ich ziemiach począwszy od XV wieku. My także powinniśmy przepraszać za nasze oddziały lisowczyków, które co prawda wojskowo były niezmiernie sprawne i skutecznie broniły Polskę. Jednak w czasie swoich rajdów w krajach ościennych mogli zamordować w jeszcze bardziej okrutny sposób, niż na Wołyniu nawet kilkadziesiąt tysięcy osób.
Prawdopodobnie kilka razy więcej ludzi umarło z głodu i zimna po ich przejściu. Bo lisowczycy celowo palili całe wioski i kompletnie niszczyli zapasy żywności, których nie byli w stanie zabrać ze sobą. To wychodziłaby nawet dwukrotna większa liczba ofiar, niż na Wołyniu. Co w ogóle wiemy o tym i kiedy za to przeprosimy?
A pod Grunwaldem skorzystaliśmy ze skutecznej pomocy nawet oddziałów Tatarskich, które w Polsce wcześniej zachowywały się jak później nasi lisowczycy u sąsiadów. Tatarzy w ciągu dziejów łącznie mogli uprowadzić w jasyr nawet milion Polaków. Potem wlekli ich na muzułmańskie targi niewolników i sprzedawali do Konstantynopola. Dalsze setki tysięcy zamordowali lub doprowadzili do śmierci na skutek swoich rajdów. Pobodnie jak lisowczycy, niejako „polscy Tatarzy”.
My jednak w 1410 roku byliśmy wystarczająco mądrzy strategicznie, żeby sprzymierzyć się z odwiecznym wrogiem wobec wroga jeszcze potężniejszego. Litwa też była długo naszym wrogiem, ale jednak Unia z nią uczyniła nas lokalnym mocarstwem, zapewniła nam samo przeżycie i wolność przez następne kilka wieków. Natomiast dzisiaj zagrożeni jesteśmy nie tylko przez imperializm rosyjski, ale i imperializm niemiecki. Jesteśmy zagrożeni nie tylko przez rosyjskie bomby, drony i rakiety, ale jeszcze bardziej i aktualnie przez irracjonalną i zbrodniczą politykę lewackiego Berlina i Brukseli. Przez ich głęboko irracjonalne i antychrześcijańskie absurdalne ideologie. Ci ateistyczni szaleńcy, którzy jednak mają władzę, już wpuścili do Europy dziesiątki milionów muzułmanów. Teraz chcą przeprowadzić taką samą muzułmańską inwazję na Polskę. Aby miliony muzułmanów niszczyło nasz kraj podobnie, jak już niszczą Hiszpanię i Szwecję, Anglię i Francję. A nasi polscy Judasze, tak bardzo ogłupiali lub niegodziwi, zarówno w Państwie, jak i w Kościele, gorliwie im w tym pomagają. Już pośpiechem na oścież otwierają bramy naszego Domu tym, którzy przychodzą, by niszczyć Polskę, by żyć jej kosztem. Długofalowe skutki tej inwazji mogą być jeszcze gorsze, niż inwazji rosyjskiej. A teraz inwazja muzułmańska na Polskę jest o wiele bardziej prawdopodobna, niż rosyjska. Rosjanie są na nią teraz za słabi, skoro nawet z samą Ukrainą nie mogą sobie poradzić. Ale nie muzułmanie w sojuszu z Berlinem i Brukselą.
W tej sytuacji sojusz z Ukrainą geopolitycznie jest wprost konieczną oczywistością. Jesteśmy dwoma średniej wielkości krajami pomiędzy dwoma wielkimi krajami imperialnymi. Niemcy i Rosja zawsze starali się, starają i będą się starać zdominować nas oraz żyć naszym kosztem. W pojedynkę nie mamy szans z takimi potęgami. Ale razem z Ukrainą okazujemy się kąskiem zbyt wielkim nawet dla takich potworów. Prędzej się nim udławią, niż go połkną. Rosja już ponad cztery lata nie daje rady połknąć całej Ukrainy. W połączeniu z Polską zapewne tym bardziej jej nie połknie. Zwłaszcza, gdy utrzymamy sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. W każdym narodzie są przynajmniej dziesiątki tysięcy zbrodniarzy i szaleńców. To oni wypełniają więzienia i szpitale psychiatryczne potrzebne w każdym państwie. Jednak to nie oni powinni decydować o losie narodów, ale mądrość i wola większości. Z naszego podziału z Ukrainą najbardziej cieszyliby się nasi odwieczni wrogowie – Rosjanie i Niemcy. A trzeba pamiętać, że Ukraińcy nie mieli tyle czasu i takich warunków, jak my, żeby rozwijać swoją kulturę. Nie wymagajmy zbyt dużo, nie popadajmy wobec nich w zbyt wielkie moralizatorstwo. I tak osiągnęli już bardzo dużo. Przede wszystkim nie dali zabić swojej duszy, nie dali z siebie zrobić morderczych niewolników wiecznego cara – jak Rosjanie. Pozostali wolni. Wystarczająco wolni, żeby siebie i nas tak heroicznie bronić już ponad 4 lata.
Jak bardzo jesteśmy mocni razem, a jak słabi jesteśmy podzieleni uczą nas również nasze wspólne dzieje. Sprowokowane także naszym zachowaniem powstania kozackie były początkiem końca Rzeczpospolitej, ale też początkiem jeszcze gorszej, rosyjskiej niewoli Ukrainy. Natomiast bitwa obronna pod Chocimiem jeszcze w 1621 roku była wielkim, decydującym, wspólnym triumfem Polaków i Kozaków nad Turkami. Właśnie dokładnie teraz obchodzimy 405 rocznicę tej wiktorii. Miała ona miejsce 9 października. W tle widoczny jest zamek w Chocimiu, wokół którego zbudowany został wtedy zarówno obóz polski, jak i sąsiadujący z nim obóz kozacki. Te dwa obozy ściśle współpracujące ze sobą okazały się kęsem zbyt wielkim do połknięcia, mimo że muzułmanów było trzy razy więcej, niż nas. Wspólnie obroniliśmy naszą wolność i nasze życie. Gdyby wtedy pod Chocimiem byli tylko sami Polacy albo tylko sami Kozacy, albo gdybyśmy byli podzieleni, tureccy muzułmanie zniewoliliby lub zamordowali nas wszystkich. W pień by nas wyrżnęli.
Jest taką oczywistością, że także dzisiaj – jak tlenu - potrzebujemy takiego sojuszu, żeby przeżyć, żeby się obronić. Nie tylko przed imperializmem rosyjskim i imperializmem niemieckim, ale także przed szaleńczymi elementami polityki ateistycznej Brukseli i szaleńczymi, judaszowymi elementami polityki niektórych chrześcijańskich duchownych. Mało kto jest nam przy tym aż tak duchowo i kulturowo bliski i zrozumiały, tak pomocny, jak nasi braci i siostry z Ukrainy. Trzeba też pamiętać, że razem z nimi wszyscy jesteśmy zaproszeni na wieczną ucztę w Królestwie Niebieskim, o której w dzisiejszą niedzielę mówi Pan Jezus. Tylko Chrystus ostrzega, że nie wszyscy zaproszeni będą mogli na nią wejść. Niektórzy zostaną z niej wyproszeni, niektórzy zostaną wyrzuceni nawet, gdy sami nie będą chcieli wyjść. Jeszcze bardziej, niż o odpowiedni strój, chodzi tutaj o odpowiednie serce. Wszyscy jesteśmy zaproszeni na Ucztę, ale by na niej pozostać, trzeba być dostatecznie rozumnym oraz dostatecznie szanującym i Kochającym. Nie tylko swój własny naród. Także wszystkie inne narody, zwłaszcza narody naszych sąsiadów.
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X