Grzegorz Woźniak w Republice o słowach Kacprzyka: „To jest przykład patologii”
Porannym gościem Republiki był poseł Prawa i Sprawiedliwości Grzegorz Woźniak. Polityk komentował m.in. aferę Dawida Kacprzyka i Szpitala Południowego, nowe zasady żywienia w szkołach oraz bezpieczeństwo Polski i zdolności wojska w zakresie zwalczania dronów. Szczególnie krytycznie odniósł się do sytuacji w szkolnych stołówkach.
Bezczelność Kacprzyka
Jednym z pierwszych tematów rozmowy była sprawa Dawida Kacprzyka. Woźniak zwrócił uwagę przede wszystkim na sposób, w jaki antybohater ostatnio ujawnionych nagrań wypowiadał się o dramatycznych warunkach w swoim szpitalu:
– Najbardziej uderzyło mnie jego absolutne poczucie bezkarności. On mówi: ja mam gdzieś, mi się nic nie stanie, nikt mi nic nie zrobi, ja mam parasol nad sobą. (…) A tutaj trzeci czy czwarty miesiąc mija. Minister Żurek mówił, że trzeba przesłuchać kilkaset osób – mówił poseł PiS.
Polityk zaznaczył jednocześnie, że zachowania jednej osoby nie należy przenosić na całe środowisko lekarskie. Jak przekonywał, wielu młodych lekarzy chce rozwijać się zawodowo i pracować zgodnie z obowiązującymi procedurami:
– To jest przykład patologii, tak nazwę zachowanie tego młodego człowieka. Ale jest wielu młodych, naprawdę dobrych specjalistów, którzy chcieliby się rozwijać, chcieliby też zarabiać, naprawdę zgodnie z procedurami. (…) Nie możemy uogólniać przez tego młodego człowieka, bo naprawdę rozmawiałem z wieloma lekarzami przez ten czas – podkreślił Woźniak.
Sytuacja posiłków dzieci w szkołach
Duża część rozmowy dotyczyła nowych standardów żywienia w szkołach. Od 1 września obowiązują przepisy Ministerstwa Zdrowia zwiększające udział warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych i roślin strączkowych w szkolnym menu. Przewidują one jednocześnie m.in. dwa obiady ze świeżym mięsem oraz co najmniej jeden obiad z rybą tygodniowo.
Woźniak opowiedział na antenie o doświadczeniach swoich wnuczek. Według jego relacji część przygotowywanego w szkołach jedzenia trafia do kosza:
– Wnuczki wczoraj były u mnie. (…) To jest naprawdę obłęd, co się dzieje, bo za chwilę stołówki w szkołach zostaną zlikwidowane. Panie mówią, że 70–80 proc., w zależności od dnia, tych porcji jest zsuwanych z talerzy do kosza. Tak nie powinno być – mówił.
Poseł zaznaczył, że przytaczane przez niego informacje pochodzą z jego własnych rozmów i obserwacji. Przekonywał również, że rodzice zaczynają dawać dzieciom więcej jedzenia z domu:
– Pytałem córki, co robią rodzice. Dokładają do tej tak zwanej śniadaniówki więcej jedzenia dzieciom, płacą za obiady, ale w pewnym momencie to zostanie ucięte. Bo jak rodzic zobaczy, że płaci za nic, za to, że dziecko tego nie je, to przestanie płacić za stołówkę. Stołówka zostanie zlikwidowana, panie stracą pracę, intendenci – stwierdził.
W dalszej części rozmowy przekonywał, że gwałtowne wprowadzanie zmian w żywieniu może prowadzić do odrzucania posiłków przez uczniów:
– Generalnie dzieci patrzą na warzywa, na owoce w taki sposób, że trochę trzeba je do tego zachęcić, a nie nagle zlikwidować poprzednią dietę i przejść na tak zwaną dietę planetarną – ocenił parlamentarzysta.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X