Bliżej Asyżu niż Brukseli, czyli Kościół odzyskuje ekologię
Ekologia utknęła w Polsce między dwoma obozami. Część aktywistów zrobiła z niej „zieloną religię", a wielu ich przeciwników widzi w niej wyłącznie lewicowy wynalazek. Na spotkaniu duszpasterzy środowisk Laudato Si' w Broku nad Bugiem, z udziałem bp. Tadeusza Lityńskiego i prezydenckiego doradcy Sławomira Mazurka, ks. dr Andrzej Lubowicki wskazywał, by o stworzeniu mówić „językiem wiary, bez ideologii i bez polityki partyjnej". Czy Kościół odzyska temat, który przez lata oddawał innym?
W 1225 roku chory, niemal całkowicie niewidomy święty Franciszek przebywał w San Damiano pod Asyżem i układał pieśń w umbryjskim dialekcie. „Pochwalony bądź, Panie mój" – śpiewał o bracie słońcu, siostrze wodzie i siostrze naszej, matce ziemi. Gdy biskup Asyżu pokłócił się z podestą, Franciszek dopisał zwrotkę o tych, którzy przebaczają dla Bożej miłości, i posłał braci, żeby zaśpiewali ją obu stronom. Według franciszkańskich źródeł skłóceni pojednali się na miejscu.
W dniach 5–7 października w Nadbużańskim Centrum Edukacji Ekologicznej „Noe" w Broku spotkali się duszpasterze odpowiedzialni za środowiska Laudato Si' w polskich diecezjach. Wśród gości byli Sławomir Mazurek, doradca prezydenta Karola Nawrockiego do spraw ekologii i przewodniczący Rady Klimatu i Środowiska przy Prezydencie RP, oraz Artur Michalski, specjalista od rozwoju energetyki.
Rozporządzenie nie jest sakramentem
Rada, której przewodniczy Sławomir Mazurek, wypracowuje kierunki działań w sprawie ochrony środowiska, gospodarowania zasobami naturalnymi i długofalowych interesów państwa. W tym roku zajmowała się m.in. Krajowym Planem w dziedzinie Energii i Klimatu oraz Narodowym Programem Dolnej Wisły. Sam Mazurek przywoływał „Laudato si'" już w maju 2019 roku. Jako wiceminister środowiska mówił wtedy na konferencji „Ekologia humanistyczna" na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, że Franciszek wskazał w niej na troskę o Ziemię jako wspólny dom.
Rozmowa o ekologii nie musi się kończyć w miejscu, gdzie zaczyna się spór o unijne limity emisji, zakazy i kolejne kosztowne pomysły polityki klimatycznej. Można krytykować Zielony Ład i nie uważać czystego powietrza, wody czy odpowiedzialnego gospodarowania zasobami za wynalazek lewicy. Jeden z klasycznych tekstów polskiej ochrony przyrody napisał zresztą galicyjski endek. Jan Gwalbert Pawlikowski, który stał na czele Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w Galicji, ogłosił w 1913 roku w „Lamusie" esej „Kultura a natura", nazywany pionierskim manifestem ochrony przyrody.
Unijne rozporządzenie nie jest sakramentem. Las nie staje się jednak mniej potrzebny tylko dlatego, że ktoś zrobił z niego polityczny transparent.
Miecze na lemiesze
Obradom w Broku przewodniczył bp Tadeusz Lityński, przewodniczący Zespołu KEP ds. Ekologii. Myślą przewodnią spotkania były słowa Izajasza: „Swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy". To również hasło tegorocznego Światowego Dnia Modlitwy o Ochronę Stworzenia, na który papież Leon XIV wydał w sierpniu orędzie. Bp Lityński, nawiązując do niego, mówił o wojnie jako o daleko idącej destrukcji dzieła stworzenia. „Myśląc o tragizmie wojny, zawsze mamy ból w sercu dotyczący jej ludzkich ofiar. Jednak trzeba pamiętać, że w szerszym kontekście dotyczy to całego stworzenia" – mówił.
Izajasz zapowiadał przekuwanie mieczy na czasy ostateczne. Polska przeznacza w tym roku na obronę blisko 5 proc. PKB, a Ukraina, od której na długim odcinku oddziela nas ten sam Bug, należy dziś do najbardziej zaminowanych krajów świata.
Coroczne spotkanie w Broku było według bp. Lityńskiego okazją „do wspólnej modlitwy, do rozmów i prezentacji, które mają służyć także rozwojowi troski o środowiska Laudato Si w naszych wspólnotach diecezjalnych i parafialnych". Ks. Janusz Wilk z diecezji legnickiej przyjechał po raz pierwszy, jako nowo mianowany duszpasterz. Wcześniej był diecezjalnym asystentem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i, jak mówił, sprawy poszanowania środowiska naturalnego są mu bliskie. Rozmawiano o współpracy diecezji, wymianie doświadczeń, modlitwie i materiałach pomocniczych dla grup parafialnych.
Parafia zamiast partii
Ks. Sławomir Augustynowicz z diecezji świdnickiej upominał się o „właściwy poziom skutecznej komunikacji" w środowiskach Laudato Si'. Ks. dr Andrzej Lubowicki, który przedstawił podsumowanie zatytułowane „Od Castel Gandolfo do Broku", podpowiedział, jaki to ma być język. Jedno ze wskazań brzmiało: „mówić o stworzeniu językiem wiary, bez ideologii i bez polityki partyjnej".
Owszem, o elektrowniach, kopalniach, lasach, wodzie i transporcie decydują władze publiczne. Teologia stworzenia nie powinna się jednak zmieniać razem z sondażami.
Siostra, nie bogini
Ks. Lubowicki upominał się także o teologię stworzenia. Chrześcijaństwo nie zaczyna opowieści o świecie od raportu klimatycznego ani od dyrektywy Komisji Europejskiej. Credo otwierają słowa: „Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi". Jeżeli świat jest stworzeniem, jego niszczenie jest także problemem moralnym.
Papież Franciszek, rozpoczynając „Laudato si'" słowami Pieśni słonecznej, przedstawił świętego z Asyżu jako patrona ekologii integralnej. U Franciszka przyroda nie była osobnym tematem. Obok niej stali Bóg, ubodzy, pokój i odpowiedzialność za innych. Natura jest stworzeniem, a nie Stwórcą. Nie jest też bezpańskim magazynem surowców. W tej samej encyklice papież przypominał, że myśl judeochrześcijańska zdemitologizowała naturę i przestała uznawać ją za boską.
„Zielona religia" nie jest przy tym wymysłem prawicowej publicystyki. Religioznawcy opisują nurty, w których natura jest święta sama w sobie, jako „nature religion" albo „dark green religion" – tak zatytułował swoją książkę z 2010 roku amerykański badacz Bron Taylor. Literatura naukowa bada też związki niektórych form religijności natury i aktywizmu ekologicznego ze współczesnym pogaństwem. Neopogaństwa nie trzeba dopisywać każdemu, kto segreguje śmieci. Pod tym samym transparentem idą jednak czasem ludzie, którzy na pytanie, co jest święte, odpowiadają zupełnie inaczej niż Credo.
Żaba tak, embrion nie?
Część ruchów ekologicznych łączy ochronę środowiska z poglądami na człowieka, których chrześcijaństwo nie może przyjąć. Zauważył to sam papież Franciszek. W „Laudato si'" pisał, że niektóre ruchy ekologiczne, słusznie broniąc integralności środowiska, nie stosują tych samych zasad do ludzkiego życia. Jako przykład podawał eksperymenty na żywych ludzkich embrionach. Kilkanaście punktów wcześniej stwierdzał, że skoro wszystko jest ze sobą powiązane, obrony przyrody nie da się pogodzić z usprawiedliwianiem aborcji.
Czy można wyznaczać strefy ochronne wokół gniazd bielika, a ludzki embrion traktować jak materiał laboratoryjny? Czy żaba, drzewo i rzeka mają mieć wartość, której odmawia się człowiekowi? W Księdze Rodzaju Bóg umieszcza człowieka w ogrodzie Eden, żeby go uprawiał i doglądał.
Osiem wieków przed Zielonym Ładem
Ludzie Kościoła też dali się w ten spór wciągnąć, po obu jego stronach. Słownik aktywistów bywał przejmowany z dobrodziejstwem inwentarza, a postulaty spod zielonej flagi odrzucane na wszelki wypadek. Pytanie, jaki świat zostawimy dzieciom, nie ma legitymacji partyjnej. Kościół nie musi importować ekologii z żadnej ideologii. Ma własną, od Księgi Rodzaju po Pieśń słoneczną.
Biskup i podesta Asyżu pojednali się, słuchając pieśni o bracie słońcu i siostrze ziemi. W sporze, który rozdarł ekologię między polityczny aktywizm i polityczny sprzeciw, Kościół w Broku przypomniał, że przed całą tą wojną był jeszcze święty Franciszek.
Źródło: Miłosz Manasterski, Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X