Przydacz nie wytrzymał ws. Tuska. „Nie buduje to powagi”
Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej przy prezydencie Karolu Nawrockim, zakwestionował sposób, w jaki Donald Tusk przekazał informacje o rzekomym planowanym zamachu na jego osobę oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza. W rozmowie z Andrzejem Gajcym w TV Republika sugerował, że sprawa mogła posłużyć do odwrócenia uwagi od problemów rządu. – To była żenada – ocenił, przytaczając opinie, które, jak twierdził, usłyszał również od dziennikarzy sympatyzujących z premierem.
Przydacz kwestionuje reakcję Tuska
Prowadzący rozmowę Andrzej Gajcy zapytał Marcina Przydacza, jak prezydent Karol Nawrocki zareagował na informacje o planowanym zamachu na Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Dziennikarz poruszył również kwestię tego, czy głowa państwa mogła uznać nagłośnienie sprawy za próbę odwrócenia uwagi od afery związanej z Michałem Kłodziejczakiem.
Szef Biura Polityki Międzynarodowej przy prezydencie nie przedstawił bezpośrednio stanowiska Karola Nawrockiego. Skupił się natomiast na krytyce zachowania premiera oraz sposobu nagłośnienia sprawy.
– Panie redaktorze, jeśli pojawia się informacja, w której sześćdziesięcioparoletni człowiek podaje swój numer telefonu, no szkoda, że jeszcze adresu nie podał i to, gdzie aktualnie przebywa, wysyła jakiegoś maila. Takich maili z różnego rodzaju informacjami, nawet groźbami, do głównych polityków w państwie trafia naprawdę wiele
– mówił Przydacz.
Następnie zakwestionował zachowanie Donalda Tuska po otrzymaniu wiadomości. Zwrócił uwagę, że premier miał zapoznać się z nią rano, a niedługo później spacerować po Warszawie.
– A tutaj premier niby o siódmej rano odczytuje tego maila, niby. O ósmej rano spaceruje po Warszawie, jak gdyby nigdy nic, dziennikarze go mijają na ulicy, przybija piątki, w ogóle nie ma żadnego zagrożenia. Później się dowiaduje: no, tutaj jest jakiś skandal, trzeba to czymś przykryć. No nie buduje to powagi
– stwierdził.
„To była żenada”
Andrzej Gajcy dopytał, czy w ten sposób o całej sprawie myśli również prezydent Karol Nawrocki.
– Wszyscy tak myślą, panie redaktorze. Nie tylko pan prezydent, nie tylko jego otoczenie, ale z dziennikarzami sympatyzującymi z Donaldem Tuskiem rozmawiałem i oni mówią: „Nie no, to żenada była, po prostu żenada”
– odpowiedział Przydacz.
Polityk skrytykował również sposób relacjonowania wydarzeń przez media sprzyjające władzy. Jak twierdził, początkowo sprawa została przedstawiona jako poważne zagrożenie, a następnie szybko zrezygnowano z dalszych specjalnych relacji.
– Próbuje się budować wokół tej sytuacji jakąś wielką, wielką narrację grozy, wydania specjalne były w telewizji, prawda? Po pół godzinie zdjęte
– mówił.
Przydacz o problemach rządu i sprawie Kłodziejczaka
Szef Biura Polityki Międzynarodowej przy prezydencie zasugerował, że nagłośnienie informacji o zagrożeniu mogło mieć związek z problemami, z którymi mierzy się rząd Donalda Tuska.
– Pan premier Tusk już naprawdę nie wie, czym odwracać uwagę Polaków od własnej nieudolności, niekompetencji swoich ludzi i tych skandali korupcyjnych
– przekonywał.
W tym kontekście nawiązał do Michała Kłodziejczaka.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X