Nawrócenie nas samych, biskupów, kardynałów i papieży
Witam wszystkich w 26 Niedzielę Roku Liturgicznego, w naszym 225 Programie „Oko na niedzielę”, czyli „Chrześcijaństwo dla dorosłych”. (Niedziela 27.09.2026. Rok A: Ez 18,25-28; Flp 2,1-11; Mt 21,28-32.) „Poznacie ich po ich owocach.” (Mt 7,20).
Dzisiaj Pan Jezus tę własną regułę sam stosuje w przypowieści o dwóch synach. Mówi: „Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: "Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy!" Ten odpowiedział: "Idę, panie!", lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: "Nie chcę". Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca?» Mówią Mu: «Ten drugi».” (Mt 21,28-31)
O tym samym mówi także dzisiaj prorok Ezechiel: „Jeśli sprawiedliwy odstąpił od sprawiedliwości, dopuszczał się grzechu i umarł, to umarł z powodu grzechów, które popełnił. A jeśli bezbożny odstąpił od bezbożności, której się oddawał, i postępuje według prawa i sprawiedliwości, to zachowa duszę swoją przy życiu. Zastanowił się i odstąpił od wszystkich swoich grzechów, które popełniał, i dlatego na pewno żyć będzie, a nie umrze.” (Ez 18,26-28) Jak pisze też św. Apostoł Paweł: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.”(1 Kor 10,12).
Nikt nie jest doskonały, takim jest jedynie sam Pan Bóg. W dodatku zawsze możemy zgrzeszyć, czyli stać się jeszcze gorsi (jak pierwszy syn z przypowieści) i wtedy tym bardziej potrzebujemy nawrócenia. Dlatego w każdym w nas ciągle, zawsze jest coś do naprawy, coś do poprawienia. Dlatego my właściwie nieustannie potrzebujemy nawrócenia. Jak w wielkiej katedrze Boga, którą naprawdę jesteśmy. Takie kościoły w średniowieczu budowano przez stulecia, a ich budowa właściwie nigdy się nie kończy. Gdy na jednym miejscu coś sfinalizowano, to w innym miejscu trzeba już coś remontować, odnawiać lub nawet konstruować na nowo, bo coś się akurat zawaliło. Jak w tej wspaniałej katedrze św. Olafa w Trondheim w Norwegii.
1
Dlatego wszyscy bez wyjątku, ciągle potrzebujemy nawrócenia – zarówno jak drugi syn, który nie chciał iść do winnicy, jak i pierwszy syn, który powiedział, że pójdzie, a nie poszedł. To codziennie powinno być częścią naszej świadomości, częścią naszego życia. Myślenie o nawróceniu, staranie o nawrócenie, dążenie do nawrócenia. Dlatego codziennie trzeba robić rachunek sumienia – żebyśmy wiedzieli, z czego mamy się nawracać. Trzeba też być otwartym na krytykę innych. Nie tylko przyjaciół, ale i wrogów. Jedni i drudzy mogą nam pomóc uznać coś złego w sobie i o sobie. My może już nawet dobrze o tym wiemy, ale od tej prawdy uciekamy. A przede wszystkim trzeba prosić o pomoc z góry, o światło, o łaskę. Tylko z jej pomocą możemy się nawrócić z naszych grzechów i z naszych nałogów. Jak zaawansowany alkoholik czy narkoman bez pomocy innych praktycznie nie jest w stanie się wyleczyć, wrócić do społeczeństwa, tak generalnie nikt nie jest w stanie się nawrócić bez pomocy łaski.
Jednak można mieć trudności w zrozumieniu, jak bardzo sami zawsze potrzebujemy nawrócenia. Tutaj akurat może nam pomóc własne oburzenie na innych, którzy ewidentnie potrzebują nawrócenia, a jednak nawet nigdy się nie nawracają. Szczególnie gdy chodzi o najbardziej prominentne osoby w świecie i w Kościele, które z racji swojej pozycji powinny być wzorem szeregu zalet i kompetencji, a tak często są właśnie ich przeciwieństwem. Widać, że nie dorastają do swojego stanowiska, że zaszli za daleko i za wysoko. Można by bez końca pisać całe tomy o skorumpowanych i zdegenerowanych politykach i dziennikarzach. Także o zdegenerowanych duchownych. Tak nas nieraz oburzają.
Jednak ich zmienić nie możemy. Zmienić możemy na ogół tylko samych siebie. Dlatego nasze ogólne oburzenie na zło, na złe czyny innych ludzi kierujmy bardziej na nasze zło osobiste, które sami popełniamy. To może być bardzo pozytywne wykorzystanie naszej złości, naszej energii. Żeby to zło i zgorszenie innych choć trochę zrównoważyć własnym dobrem.
Wiemy na przykład choć trochę, jakiego zła dopuścili się i dopuszczają księża, biskupi i kardynałowie marni moralnie i intelektualnie, ale z wielkim pragnieniem kariery. W Polsce i na świecie. Jak strasznie zaciemniają i osłabiają Kościół swoimi grzechami. O ile byłby on piękniejszy, bardziej przekonywujący i skuteczny, gdyby nie jego aż tak upadli „przywódcy”. Dwa tygodnie temu słyszeliśmy przypowieść o nielitościwym słudze, którego dług Pan Jezus szacuje na 10 000 tysięcy talentów, co dzisiaj oznaczałoby sumę około 210 miliardów złotych. To jest obraz odkupienia, którego żadną miarą nie możemy uzyskać własnymi siłami, ono pierwotnie może być tylko darem Chrystus. To dotyczy także wszystkich duchownych, także tych najwyżej postawionych.
Z historii Kościoła wiemy też, jak mogą błądzić nawet papieże. Także papież Franciszek, który źle zasłynął takimi wypowiedziami, jak na przykład pochwałą najgorszych rosyjskich imperialistów albo stwierdzeniem, że „islam to religia pokoju”, a „Koran to księga pokoju.” Ogłosił też, że przynajmniej częściowo uważa samego siebie za komunistę. Tak pokazał, jak mało wie o Rosji,
2
o islamie i o komunizmie. O wiele za mało jak na papieża. Wyglądało to też wielki brak szacunku dla męczenników, dla dziesiątków milionów osób zamordowanych przez Rosjan, zamordowanych przez muzułmanów i zamordowanych przez komunistów. Wyglądało to też na wielki brak szacunku dla ich rodzin, dla ich dzieci i wnuków. I z czegoś to wynikało, z jakiejś trwałej postawy. Na przykład ks. Jorge Mario Bergoglio wysłany na studia do Niemiec w celu napisania i obrony doktoratu, nie wypełniał tam swoich podstawowych obowiązków studenta, nie chodził nawet na wszystkie obowiązkowe wykłady. Po roku wrócił do Argentyny bez niczego, bez żadnego naukowego dorobku. Nigdy nie był w stanie osiągnąć stopnia doktora, który normalnie jest jednym z warunków koniecznym wyświęcenia na biskupa. I to było widać, i to było słychać. Jak wielka różnica wobec św. Jana Pawła II, który był największym filozofem na tronie papieskim oraz wobec Benedykta XVI, który był największym teologiem na tym tronie.
W tej sytuacji papież Franciszek powinien był tym bardziej konsultować swoje wypowiedzi, tym bardziej radzić się fachowców lepszych od siebie, zanim powie coś publicznie. Zaniedbywał to jednak, co obok braków intelektualnych wskazuje na braki moralne. Osłabiał tak nie tylko swoją własny autorytet, ale i całego Kościoła. Nie powinno nas to jednak tak całkiem zaskakiwać, bo także papieże potrzebują i zawsze potrzebowali nawrócenia. Są też tylko grzesznymi ludźmi, dlatego nie można od nich oczekiwać zbyt wiele, nie można popadać w jakąś papolatrię, w jakieś ich błędne, fałszywe uwielbienie.
Przecież w historii można wskazać nawet kilkudziesięciu papieży, którzy wprost nagląco potrzebowali nawrócenia, a się nie nawracali – może aż do śmierci. Już do samego świętego Piotra Chrystus musiał powiedzieć: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki». (Mt 16,23) Jeśli Jezus tak określił postawę samego pierwszego papieża, zrównał go z samym szatanem, to cóż dopiero mógłby powiedzieć o nas i o innych?
A dzisiaj trzeba tak mówić ”Zejdź Mi z oczu, szatanie!” szczególnie do biskupów i kardynałów niemieckich, którzy już oficjalnie popadają w schizmę i herezję. Sami wprowadzają do katolickich szkół zorganizowana zbrodnię na dzieciach, którą jest systemowa, genderowa deprawacja seksualna. Łamią etyczne i duchowe kręgosłupy dzieci, czynią je moralnymi kalekami nawet na całe życie. Tak podpadają pod straszny wyrok potępienia samego Jezusa Chrystusa: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.” (Mt 18,6n)
Jak widać, Jezus także i to przewidział w Kościele, także takich biskupów i takich kardynałów. Oni ateistyczną ideologię gender stawiają ponad Ewangelię,
3
skrajną seksualną rozpustę ponad Chrystusa. Odrzucają autentyczne nauczanie Kościoła, poddają się w niewolę Świata. Są jak ten pierwszy syn z przypowieści, tylko pozornie słuchają Pana. Są tak słabi, tak letni, tak strachliwi, dlatego tak łatwo i tak szybko ulegają naciskom i szantażowi, tak łatwo i tak szybko zdradzają samego Chrystusa i jego nauczanie. Jak ich poprzednicy czynili to w czasach Lutra i w czasach Hitlera. Widać, jak Niemcy ciągle w swojej historii nie dorastają wystarczająco do chrześcijaństwa, a ponad nie stawiają swoje obłąkańcze ideologie i absurdalne „teologie”. To tak, jakby Episkopat Polski w czasach komunizmu postawił Marksa ponad Chrystusa, a biuletyn partyjny ponad Pismem Świętym. To byłby jakiś koniec Kościoła. Dlatego każdy katolik ma dzisiaj ścisły obowiązek odrzucić „nauczanie” Episkopatu Niemiec, wypowiedzieć mu posłuszeństwo w sprawach, w których on sam jest nieposłuszny Bogu. Ponieważ oni już dawno przestali słuchać Chrystusa i autentycznego nauczania Kościoła, nie wolno słuchać ich samych. Podobnie trzeba traktować każdego biskupa i kardynała, który w innym kraju, czy to we Włoszech, czy w USA, czy w Polsce, czy w Czecha stałby się podobnie schizmatycki i heretycki, jak Episkopat Niemiec jest już dzisiaj.
Jeśli najwyżej postawieni aż tak upadają i w swoim zaślepieni nie chcą się nawrócić, inni tym bardziej powinni stawać się autentycznymi chrześcijanami aby ratować Kościół. Zawsze przypominali nam o tym wielcy święci, czynili tak szczególnie w czasach największego upadku niektórych biskupów, niektórych kardynałów i niektórych papieży. Dzisiaj przypomina nam to szczególnie święty mnich libański, św. Szarbel, niejako św. Ojciec Pio Wschodu. W swoich przesłaniach do Raymonda Nadera mówi na przykład: „Nie zaciemniaj swoim pismem jasnych stron zapisanych przez twoich świętych ojców. Prawda jest zawsze taka sama. Aby móc mówić o Bogu, musisz być w Jego sercu. Nie możesz mówić o Bogu, jeśli jesteś poza Nim.” (Raymond Nader, św. Szarbel. Przesłanie dla świata, Nowy Sącz 2026, s. 127)
Jakby słowa pisane specjalnie dla teologów i biskupów niemieckich, którzy aż tak bardzo lekceważą i odrzucają Prawdę samego Chrystusa. I zaraz potem jakby dosadna krytyka demonicznej ideologii gender, która z człowieka czyni „stwórcę” własnego istnienia. Gender chce, żeby cała rzeczywistość dostosowała się do człowieka, a nie człowiek do rzeczywistości. Tymczasem św. Szarbel mówi: „Dostrój swój umysł do swojego istnienia; nie staraj się przystosować istnienia do swojego umysłu, bowiem istnienie poprzedza cię i pozostanie po tobie. Sam Duch ci wystarczy i wprowadzi cię w harmonię z Bogiem.” (Tamże, s. 129.)
A przede wszystkim Św. Szarbel w samym centrum zawsze stawia Jezusa Chrystusa:
4
„Nie zastępuj Chrystusa mówieniem o Nim, ponieważ wtedy czciłbyś swoje słowa. Nie zastępuj prawdy wyrażeniami, za pomocą których jest formułowana, ponieważ wtedy te wyrażenia staną się ‘prawdą’. Słowo nigdy nie jest ważniejsze od idei, którą wyraża, a idea nigdy nie jest ważniejsza od prawdy, którą obrazuje. Sejf nigdy nie jest ważniejszy od skarbu, który w sobie mieści, a kielich nie jest nigdy ważniejszy od wina. Tabernakulum nigdy nie jest ważniejsze od Chleba Eucharystycznego, a monstrancja nigdy nie będzie ważniejsza niż Hostia.
Chrześcijaństwo to nie religia czy świątynia, to nie księga ani miejsce kultu. Chrześcijaństwo to osoba samego Jezusa Chrystusa. Lustro odbija światło, ale samo nie jest światłem. Odróżniaj światło od luster, które je odbijają. Nie skupiaj uwagi na lustrze, lecz na tym, aby twoje serce trwało w świetle.” (Tamże, s. 125n.)
Zaiste, nawróćcie się!
Nawróćmy się!
Amen.
Ks. dr hab. Dariusz Oko, prof. UPJP2
Kierownik Katedry Filozofii Kultury
Wydziału Filozoficznego UPJP2
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X