Jakubiak: byłem w szpitalu, ten człowiek był brutalnie pobity, miał ślad na czole od potężnego uderzenia
Po brutalnym ataku na biuro Adama Borowskiego w centrum Warszawy, poseł Marek Jakubiak próbował ustalić gdzie i w jakim stanie znajduje się poszkodowany mężczyzna, współpracownik Społecznego Rzecznika Spraw Obywatelskich, który został nieprzytomny zabrany przez funkcjonariuszy. To nie było wcale takie łatwe, zajęło mi to kilkadziesiąt minut zanim znalazłem go w szpitalu na Lindleya. Udało się to między innymi dzięki personelowi szpitala, cho nie wszyscy pracownicy byli przyjemni w tej sprawie” – relacjonował na antenie Republiki dzisiejsze wydarzenia Marek Jakubiak.
Parlamentarzysta przyznał, że widok, jaki zastał w szpitalu był szokujący.
Pięciu dorosłych chłopów, każdy po metr dziewięćdziesiąt wzrostu, stoi nad pobitym i nieprzytomnym człowiekiem. On był bardzo brutalnie pobity, miał na czole po prawej stronie ogromną „śliwę” i przecięte czoło, najwyraźniej od potężnego uderzenia. On nie był w stanie rozmawiać, taki stan określa się jako szok powypadkowy
– mówił Jakubiak.
Poinformował przy tym, że obecni na miejscu policjanci nie chcieli się wylegitymować i nie chcieli powiedzieć, kto jest dowódcą sekcji, a jakichkolwiek informacji kazali szukać... w internecie. Nie chcieli również powiedzieć, gdzie go przywiozą później, kiedy zostanie wypisany ze szpitala.
I przy okazji sprawdziłem, że w tym szpitalu nie było policjantki, która rzekomo została zaatakowana. To ta sama osoba, której wrzaski słychać na nagraniu. Ona uciekła wówczas przed ludźmi prosto do karetki i odjechała. Wszyscy mówili, że była bardzo agresywna
– dodał poseł.
I zapowiedział, że w sprawie zachowania policjantów, odmowy udzielenie informacji i wylegitymowania się będzie interweniował u szefostwa policji.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X