Eksperci biją na alarm: epidemia Ebola w Kongu może być większa
Wirus Ebola w wschodniej Republice Demokratycznej Konga budzi poważny niepokój. Liczba ofiar śmiertelnych sięgnęła już 87, a liczba przypadków podejrzanych zbliża się do 250. Specjaliści ostrzegają, że epidemia – wywołana rzadką i trudną w leczeniu odmianą Bundibugyo – może być znacznie większa, niż wynika to z oficjalnych danych, ponieważ została wykryta zbyt późno w regionie ogarniętym konfliktem zbrojnym.
Epidemia Eboli w Demokratycznej Republice Konga wchodzi w krytyczną fazę. Według informacji BBC wirus rozprzestrzeniał się od kilku tygodni, zanim został oficjalnie potwierdzony. Pierwszy znany przypadek u pielęgniarki wystąpił już 24 kwietnia, jednak potwierdzenie obecności wirusa zajęło ponad trzy tygodnie.
To tulpina Bundibugyo – jedna z rzadszych odmian Eboli, która w poprzednich ogniskach (2007 i 2012) powodowała śmierć około 30 proc. zakażonych. W przeciwieństwie do innych szczepów nie ma dla niej zatwierdzonych szczepionek ani leków – dostępne są jedynie preparaty eksperymentalne. Testy diagnostyczne również działają słabiej, co dodatkowo komplikuje walkę z zakażeniem.
Objawy zaczynają się podobnie jak przy grypie: gorączka, ból głowy i zmęczenie. W miarę postępu choroby pojawiają się wymioty, biegunka, uszkodzenie narządów, a w niektórych przypadkach krwotoki wewnętrzne i zewnętrzne. Wirus przenosi się przez kontakt z płynami ustrojowymi zakażonych osób – głównie po wystąpieniu objawów.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie ogłosiła jeszcze międzynarodowej sytuacji alarmowej, podkreślając, że ryzyko dla świata pozostaje bardzo niskie. Nawet podczas największej epidemii w 2014–2016 w Afryce Zachodniej poza kontynentem odnotowano zaledwie kilka przypadków, głównie wśród personelu medycznego. Jednak sytuacja w Kongu wymaga pilnej koordynacji międzynarodowej ze względu na skalę i okoliczności.
Główne wyzwania to późne wykrycie ogniska, duża mobilność ludności w rejonach górniczych oraz trwający konflikt zbrojny, który doprowadził do przesiedlenia ponad 250 tys. osób. Kontrola epidemii wymaga szybkiego identyfikowania kontaktów, bezpiecznego leczenia w ośrodkach, a także właściwego pochówku ofiar – wszystko w warunkach niestabilnych i trudno dostępnych.
Mimo to eksperci wskazują, że Kongo ma duże doświadczenie w walce z Ebolą i obecna reakcja jest znacznie silniejsza niż jeszcze dekadę temu. Czy uda się szybko opanować ognisko, czy też powtórzy się scenariusz z 2014 roku – zależeć będzie od działań podjętych w najbliższych tygodniach.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X